7 lipca 2017

Nowe rozdziały



Rozdział siedemnasty
„Usłyszała cichy szelest gdzieś za sobą, ale nie zareagowała na niego w żaden sposób. Doskonale wiedziała kim był ów intruz, a z jego strony nie groziło jej niebezpieczeństwo, przecież to on ja ochraniał, pomagał, prowadził.
– Camilla... – Cichy głos rozniósł się po pomieszczeniu, ale ona nawet nie drgnęła. – Camilla, wystarczy!
Wampirzyca znieruchomiała i uniosła głowę. Powoli wstała, jednocześnie odwracając się w stronę mężczyzny. Ostrożnie odgarnęła włosy z twarzy, ale i tak ubrudziła je krwią, którą miała na dłoniach. Zamrugała kilka razy, po czym skupiła spojrzenie na mężczyźnie.
– Coś się stało? – Zmrużyła na moment oczy, a językiem przejechała po kłach.
– A jak ci się wydaje? – Rozejrzał się po sali, ale żadnemu z ciał nie poświęcił więcej niż sekundę. Westchnął zrezygnowany, gdy ona wzruszyła ramionami.”
Adna
Fantastyka / Fantasy




Z życia wzięte #2 - Po roku nauki
Technicznie rzecz biorąc, ten rok akademicki jeszcze się dla mnie nie skończył – wciąż czekam na obronę licencjatu (kiedy te trzy lata zleciały?!). Nie mniej, już czuję się i zachowuję, jakbym zaczęła stuprocentowe wakacje. Daję więc sobie prawo do podsumowania ostatnich dziesięciu miesięcy.
Writerka
Pamiętniki i refleksje




~8~, Śmierć
Każdy człowiek jest coś wart, każdy człowiek wniesie coś do puli zwanej życiem i wpłynie na los innych, nie tylko swój. Mimo, że nie o każdym będzie głośno w mediach czy gazetach – każdy da coś, co nie jedna istota zapamięta i będzie niosła w bagażu swoich doświadczeń, a my nawet o tym nie będziemy świadomi, że ktoś – daleko od nas – nas wspomina. 
Lena
Pamiętniki i refleksje




7. Wielkie poświęcenie
– Nie jesteś wcale taki potężny, Gohan. Nie rozumiesz? Nie potrzebowałem treningu z ojcem, żeby udało mi się przemienić. Przyszło mi to naturalnie. Pokonałbym Buu, gdyby nie ograniczenia czasowe fuzji. Gdybym tylko trenował wcześniej dość często i mocno, to już dawno bym cię pokonał!
Ku jego zdziwieniu, Gohan uśmiechnął się. Nie był to jednak przyjazny odruch, bo jego oczy wciąż pozostawały chłodne.
– Bo nie zasługujesz na taki zaszczyt. Jesteś słaby. Nawet Trunksa nie możesz pokonać, a twierdzisz, że byś dał rade mnie? Daj spokój, braciszku. To nie jest dobry moment na żartowanie.
Słowa starszego brata uderzyły go z większą siłą, niż przyjęte wcześniej ciosy. Tracąc równowagę, upadł na jedno kolano. Wypełniający go ogień wybuchł pod postacią ponownej przemiany w Super Saiyanina. Wściekły wojownik uderzył sprawną pięścią w ziemię, zostawiając po sobie głęboką dziurę. Wstając, był już na drugim poziomie transformacji.
Raijin
FanFiction / Manga&anime / Dragon Ball




Rozdział 12
Dzisiaj wiało, słońce zasłonięte było chmurami a z nich leciał kapuśniaczek. Wokół sporo roślinności, zwłaszcza zimozielonych roślin – sosny, świerki, barwinki, tuje czy jakie to tam mogą być. Widoczne też te zdrewniałe krzewy oraz drzewa, które kwitnął dopiero na wiosnę. Od wejścia są szerokie ścieżki, które rozchodzą się na mniejsze, równoległe i prostopadłe do siebie, tworząc prostokąty. Jest tu nawet parę ławek, śmietników... I nawet można z kimś porozmawiać.
Stanąłem w alejce siedemnastej, rzędzie trzecim przed uniwersalnym, kamiennym pomnikiem. Na podłużnej płycie znajdowały się zwiędnięte róże oraz wypalone „wieczne lampki”. Widać, że nikt tu za często nie przychodzi – o ile w ogóle. Postawiłem mój skromny znicz w kształcie serca, wyciągnąłem stare kwiaty, rzucając je chwilowo na bok – w ich miejsce postawiłem świeży bukiet różowych goździków. Przykucnąłem z myślą zapalenia knotu. Spojrzałem na pomnik:
Lena
Romans




Rozdział 8
Cisza ginie w krzyku maszyn.
Dźwięk ginie w Lesie Smoka.
Chase Young, z nogami przewieszonymi przez gałąź wutong, oddychał miarowo, ciesząc zmysły darem bogactwa doznań górskiej dziczy. Słudzy obserwujący go ukradkiem z dołu przysięgliby, że śni. Ich pan nawykł do zasypiania w rozmaitych warunkach. Ot, przymykał powieki, pozwalając jaźni zaszyć się w tak niedostępnym, jak i dziwnym pałacu wspomnień, refleksji, planów.
– Ciekawe, co Jego Wysokość w końcu zamierza z nią robić? – mruknął Jebak. Mieniło mu się w oczach od gmatwaniny srebra, porcelany i kryształów. – Pieprzyć, torturować czy zjeść?
– Wszystko to – odparł obojętnie wyznaczony mu pomocnik, węsząc okazji do niezauważalnego podebrania kilku owoców. – Mnie tylko zastanawia kolejność.
Ręka zawisła mu bezwładnie w pół drogi do półmiska.
– Nie tykaj, kiciusiu – Z wysoka rozległo się łajanie.
Usta Jebaka poruszyły się bezdźwięcznie, formułując do wystraszonego kolegi:
„Wpadłeeeeś”.
Raylie
FanFiction / Xiaolin




Dziewczynka z ulicy, epilog
" – Ale to nie jest najgorsze – niemalże jęknął.
– A co?
– Poza tym, że dotykałem siuśków Wilson? – prychnął zły, na co uśmiechnęłam się szeroko. – Ech, powiedziałem rodzicom, że będziemy mieli dzieciaka... Ojciec zaniemówił, a mama popłakała się ze szczęścia. Chcą pójść z tobą na usg, żeby zobaczyć wnuka.
Już mi nie było do śmiechu. Kompletnie. Popatrzyłam groźnie na Asha.
– Lepiej pomyśl, jak to odwrócić!
– Wiem, jak to naprawić, a nie odwrócić – zastanowił się na głos, a w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
Aż bałam się zapytać, jednak ciekawość wygrała.
– Jak?
– Naprawdę musisz zajść w ciążę. Od dzisiaj odstawiasz tabletki."
Ew
FanFiction / Gwiazdy i fani




Rozdział piąty
„W łazience przez chwilę stałam przed lustrem i przyglądałam się swojej twarzy; blado-szarej skórze, sińcom pod oczami, popękanym ustom. Wyglądałam na zniszczoną życiem kobietę, z której cały czas ulatywało wszystko to, co pozytywne.
Przymknęłam powieki, a spod jednej z nich wypłynęła samotna łza, która stoczyła się po policzku i wylądowała w zlewie. Zacisnęłam palce na krawędzi umywalki i modliłam się w duchu, żeby mieć dość sił, aby nie rozpłakać się jak małe dziecko. Byłam zmęczona, tak cholernie zmęczona, że momentami nawet oddychanie stanowiło nie lada wyzwanie.”
Adna
Fantastyka / Fantasy






Wena przychodzi niespodziewanie, czyli co robić, żeby się natchnąć (dopchnąć?)
Lało jak z cebra, od czasu do czasu grzmiało, ale było ciepło, fajnie i cudownie. I pusto jak w kalwińskim zborze, cicho jak makiem zasiał, ani żywej duszy. Powietrze zaczynało już pachnieć ozonem, a ja zadzierałem głowę i szczerzyłem się jak głupi. Kałuże były ciepłe, Ren obejmował mnie mocno, a ja rechotałem i chyba trochę płakałem z radości, a może ze wzruszenia? To była prawdziwa więź zmokłych kur.
Kogutów?
Po prostu staliśmy w deszczu, ale to nie była słodko-pierdząca scena z filmu. Nie. Rechotałem, płakałem i macałem Rena, a on macał mnie. Byłem pewien, że nikt tego nie widział, więc korzystałem, ile wlezie. Zmokły Ren był seksowny jak diabli, koszulka kleiła mu się do ciała, a ja obejmowałem go mocniej i bez przerwy się śmiałem, aż mnie szczęka zaczęła boleć.
Wróciliśmy do mieszkania, gdy prawie przestało padać. Paliliśmy znowu na balkonie i gapiliśmy się na tęczę. Tak bardzo wyluzowałem, ochłonąłem.
Natchnąłem się.
Wróciłem do pokoju, wziąłem gitarę i zacząłem brzdąkać.
Wybrzdąkałem chyba nowy kawałek.
Kunoichi
Romans

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.