6 lipca 2013

Nowe rozdziały


 Lustro przeszłości

(...)zapomnij o tym co było
o bólu
który odwiedzał Cię tak często
o łzach
ociekających na Twą poduszkę każdej nocy
o rosnącej z dnia na dzień nadziei
która bawiąc się w ludzi odchodziła zbyt szybko.
Katie Roberts


Rozdział VII

- Masz coś? - doleciał do mnie krzyk Orochimaru. Ja naprawdę chciałam mu odpowiedzieć, lecz nie byłam w stanie - Rinaaa! - coś zahaczyło o moją prawą stopę. Z opóźnioną reakcją spojrzałam we wspomniane miejsce, a po chwili cała krew odpłynęła mi z twarzy. To głowa jakiejś młodej kobiety turlała się w dół, pod wpływem nachylenia terenu, dotykając jedynie mojej nogi - ty mnie nie słyszysz, czy tylko udajesz? - warknął dowódca Konohy, machając rękoma, aby odpędzić od siebie kurz. Otworzył oczy dopiero, gdy stanął obok mnie i tak samo jak ja zaniemówił.

W zasięgu mojego wzroku znajdowało się może ze trzydzieści ciał: mężczyzna wygięty w nienaturalny sposób oraz dziecko na jego plecach; kobieta z wałkiem kuchennym w dłoni obok dziewczynki z pluszakiem w ręku; starzec bez nogi, zwisający z szyldu przydrożnego baru; młoda dziewczyna za kasą w sklepie, z wbitym w plecy nożem, czy chociaż mnóstwo innych mieszkańców Samarkandy z poderżniętymi gardłami, obciętymi kończynami. Ci ludzie nie spodziewali się ataku. Musieli być całkowicie nieświadomi, ponieważ już na pierwszy rzut oka widać, że nawet się nie bronili. Zostali zaatakowani podczas codziennych zajęć, byli to tylko bezbronni cywile... Zatkałam usta dłonią, gdy przed oczami pojawiła mi się ponownie kobieca głowa. Spojrzałam się w lewo, gdzie ta nieustannie powoli staczała się w dół.

- Mamy problem.
Sheeiren Imai


Numer rozdziału: Rozdział jedenasty (finał części pierwszej)

- (…) Na długo przed zasiedleniem przez ludzi Ziemi rozegrała się wielka bitwa, zwana pierwszą bitwą ras. Anioły kontra demony. Bóg nie obawiał się o swoich skrzydlatych rycerzy, już dawno zamienił miłość do nich na miłość do człowieka, idealnej kopii samego siebie. Lilith to zrozumiała, wiedziała, że choćby wyrżnęli najważniejszych archaniołów, to Bóg nie spocznie dopóki nie zgładzi demonów. Wtedy zagroziła śmiercią dzieciom Adama i Ewy. Bóg kazał aniołom się wycofać. Trzem z nich, Senoyow, Sansenoyowi i Semangelofi, udało się odcisnąć na Lilith piętno. Dzięki temu demon nie opęta tego, kto nosi ten medalik. – Wskazała na łańcuszek zwisający z dłoni Gabriela. Skończyła swoją opowieść i czekała na jego reakcję. Mężczyzna siedział jak otępiały. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami i lekko otworzonymi ustami. W końcu oblizał wyschnięte usta i poruszył nimi bezgłośnie.
(…)
- Skąd ty to, do cholery ciężkiej, wiesz?
(…)
- Myślę, że to czas abyś poznał Buga.
Misery
numer rozdziału: 04- Rzeź

Co chwilę zrywał się potężny wiatr, który z moich włosów porobił kołtuny. Morze uderzało o skałę jakby chciało ją zniszczyć. A w centrum tego wszystkiego znajdowało się to dziecko, ponownie okryte czarną peleryną i zarzuconym kapturem na głowę. Widziałam jego plecy- był wyprostowany ani razu nie drgnął, gdy uderzał w niego poryw wichru.
Zmrużyłam oczy, ponieważ zaczynały one łzawić. Huragan robił z moim ciałem, co chciał. Z całych sił próbowałam stać w tym samym miejscu- niestety, cały czas poruszałam się o kilka centymetrów w różne kierunki. Jakbym jeździła na łyżwach.
Bez łyżew.
Dynka


Rozdział 24 - "Bariery Zanikają | cz.2"

(...) - W odmiennym stanie… Tak to było Lily?
- Jesteście niemożliwi!
- No wiesz, wolimy się upewnić, zanim twój ojciec zamknie nas za rozróbę na największym Królewskim Weselu w dziejach magii. Do tego w Paryżu… – uśmiechnął się złośliwie do Jacqueline.
A był to rok 1979.
***
(...) - Chodzisz struty, nie pokazujesz się od pewnego czasu, a twój fanclub zaczyna się poważnie zastanawiać, czy czasem nie złożyć ci wizyty.
- Coo?!
- Pragnę do tego jeszcze nadmienić, że na tę uroczystość, zaplanowaną na hmm.. – dziewczyna zaciekle zaczęła szukać czegoś w kieszeniach. - .. aha, już mam! Na dziś wieczorem, wszystkie, dokładnie wszystkie jego członkinie zakupiły aż nade piękną bieliznę… różową i czerwoną.- uśmiechnęła się jeszcze bardziej złośliwie.
- Różową i czerwoną?! - powtórzyłem przerażony.
***
(...) Coś zgasło.
Wypaliło się.
Z powrotem zamieniała się w Black.
Bellatrix Black.
 Victorie la Roulette


Rozdział IV - Droga do wolności

- Musimy przepłynąć na drugą stronę. - Powiedział.
- Chyba sobie żartujesz. Za nic, w świecie tam nie wejdę. - Zaśmiałam się ironicznie. 
- Jeśli chcesz dotrzeć do królestwa, to musisz przepłynąć razem ze mną na drugą stronę, bo inaczej nic z tego. - Podał mi rękę.
- Nie ma mowy. - Nadal pozostawałam przy swoim. Nie chciałam wchodzić do tej wody. Wyglądała podejrzanie.
- Dobra, niech ci będzie. Zostań tutaj sama. Ja wracam do domu. - Odwrócił się i ostrożnie zamoczył stopy, w wodzie.
- Pozdrów mamę. - Usiadłam na pobliskiej skale. Obserwowałam, jak mężczyzna przemieszcza się, w jeziorze. Zaczęłam się niepokoić. Czułam, że zaraz coś się stanie. Nagle przez wodę przeszła fala. 
- Fabian, wracaj natychmiast! - Krzyknęłam.
- O co znowu chodzi? Rozmyśliłaś się? - Spojrzał w bok, po czym z wody wyłonił się ogromny, wodny potwór. Rzucił się w stronę blondyna. Fabian bez zastanowienia wyciągnął szablę. 
- Wracaj! On cię rozszarpie! - Krzyczałam, jak opętana.
Cassie


Rozdział III

Fragment: Już nie byłam tą Reią, co zawsze. Myślałam jak ta Reia, ale zachowywałam się jak moje poprzednie wcielenie. Hereia.
Byłam silniejsza. Jakby wszystkiego miałam podwójnie. Czułam bicie dwóch serc, w głowie kołatało mi od natłoku myśli. Nawet nie wiedziałam co robię.
Poczułam tylko, jak moje dłonie wbijają się w coś twardego, obejmują coś śliskiego i bijącego, i wyrywają to.
Desmond padł trupem, a tuż obok poległo jego serce. Spojrzałam na swoje umoczone we krwi ręce i wrzasnęłam ponownie. Odwróciłam się i pobiegłam przed siebie.
Co ja zrobiłam?
Jak było mnie na to stać?
Czy byłam zła?
Padłam na kolana, kiedy znalazłam się na polanie. Nawet nie zauważyłam, jak Caleb do mnie podbiegł i mnie objął. Nie zadawał pytań, tylko spoglądał na moje dłonie, które trzymałam z obrzydzeniem z dala od siebie.
Zacisnęłam powieki.
Jestem mordercą.
M. Arton


9. 

 - Zrobię wszystko – powiedział w końcu, mierząc nauczyciela spojrzeniem. Przez moment był niemalże pewien, że Severus się uśmiechnął, ale to przecież było niemożliwe, on nigdy się nie uśmiechał.
- Nie ma innej opcji, Draconie – odparł, sięgając po różdżkę. – Zaczniemy od ćwiczeń, przygotuj się – rzucił, ale nie dał chłopakowi czasu na przygotowanie. Wyciągnął różdżkę przed siebie i powiedział głośno: - Legilimens!
Wdarcie się do umysłu blondyna było prostsze niż odebranie dziecku lizaka. Severus nie pokazał gniewu. Jak mógł tak łatwo dać się podejść? Mężczyzna bez problemu przeczesywał umysł swojego chrześniaka, ale był coraz bardziej zaskoczony uczuciami, jakie nim targały. Nie spodziewał się tego po nim. Zacisnął zęby, gdy w myślach i wspomnieniach blondyna pojawiła się Hermiona Granger. Przewijała się przez większość wspomnień, do których mężczyźnie udało się dotrzeć, ale w końcu blondynowi udało się wypchnąć go ze swojego umysłu. Wykorzystał jednak do tego wszystkie siły, jakie miał, więc kiedy Severus ponownie na niego spojrzał, Draco klęczał na podłodze i szybko oddychał.
Papryczka Chili.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.