3 czerwca 2013

Wywiad z Bittersweet: W pogoni za szczęściem

Dziewczyna, której marzeniem od dziecka było zostać sławną osobą. Może kiedyś uda jej się zabłysnąć jako autorka znanych książek. Uwielbia serię o Harrym Potterze i to na podstawie tego kanonu jest jej kolejny blog! Przedstawiam wam Bittersweet.





Lena: Dzień dobry. Zaczniemy od pewnego pytania, które nasuwa się od razu, gdy ujrzy się Twój nick: dlaczego akurat Bittersweet? Jeżeli na tyle dobrze znam angielski, znaczy to „gorzko”, prawda?

Bittersweet: Cześć. Cieszę się, że możemy przeprowadzić ten wywiad. Zawsze chciałam być gwiazdą, właśnie ze względu na wywiady. Ale przejdźmy do pytań. Mój nick... Cóż, trochę zajęło mi wymyślenie odpowiedniego „imienia”. Chciałam, żeby coś oznaczał, miał jakieś głębsze znaczenie albo wiązał się w jakiś sposób ze mną lub z moim życiem i przy tym fajnie brzmiał. Myślałam o czymś co pochodziłoby w jakimś stopniu od serii „Harry Potter”, ale uznałam, że takich nicków jest zdecydowanie za dużo, a już związanych z L&J – setki podobnych: Lily, Lilka, Liluś. Wszystkie możliwe zdrobnienia tego imienia. Potem stwierdziłam, że będzie to coś związanego z jakąś piosenką, zespołem, wykonawcą etc., ale ten pomysł zniknął równie szybko, jak się pojawił. Dopiero, gdy w bibliotece zobaczyłam tytuł książki „Słodko-gorzka szesnastka” – oświeciło mnie. Bittersweet znaczy dosłownie gorzko-słodki, co jest idealne. Po pierwsze – moje życie. Raz słodko, raz gorzko. Czasem jest dobrze, innym razem źle. Po drugie – przeciwieństwa. Jestem pełna sprzeczności. Na przykład jestem wielką fanką romansów, w których nienawiść przeradza się w miłość, ale sama nie wyobrażam sobie pokochania mojego największego wroga, niezależnie od wszystkiego. Albo – niby nie liczę się z opinią innych ludzi i nie zwracam uwagi na ich głupie komentarze, ale robię wszystko, żeby się do nich dopasować.
Właśnie dlatego stwierdziłam, że taki nick będzie idealny. Poza tym bardzo podoba mi się to słowo samo w sobie!

L: Bardzo obszerna i  ciekawa wypowiedź. Może przejdźmy do bardziej „bloggerskich” pytań. Kiedy zaczęłaś blogować? I jaki blog był twoim pierwszym? Czego dotyczył? Jaka nazwa?

B: Blogować – jeśli w ogóle można tak to nazwać – zaczęłam dwa lata temu. Zaczęłam strasznie interesować się takimi internetowymi sprawami, np. portalami społecznościowymi wszelkiej maści, blogami itp. Chciałam zaistnieć. Pierwszy blog założyłam właściwie bez żadnego przemyślenia, przygotowania czy czegokolwiek. Po prostu „klik” i już. Było to opowiadanie „o moim życiu” – dość mocno ubarwione – dotyczące głównie moich pierwszych „związków”. Nie pamiętam ani pod jakim nickiem pisałam, ani adresu. Wiem tylko, że był to blogger.
Potem powstał „poprzednik” aktualnego bloga na Onecie, choć już nie jest to Onet tylko blog.pl. Napisałam tam chyba tylko pięć rozdziałów, a potem przeniosłam się na blogspota, głównie z powodu mojej ambicji. Więcej opcji, lepszy wygląd. Wszystko inne i wszystko muszę ogarnąć. Poza tym nie spodobał mi się ten wordpressowy styl. Nie przypadliśmy sobie z blogiem do gustu. Dopiero na blogspocie poczułam „to coś”. Od razu wiedziałam, że tu mi się spodoba i że zostanę na dłużej.

L: Czyli można przyznać, że masz minimalne doświadczenie blogowe. Masz jakieś większe nadzieje z rozwijaniem swojego talentu pisarskiego? Myślałaś nad dołączeniem do jakiś katalogów, ocenialni?

B: Tak, moje doświadczenie jest naprawdę minimalne, ale staram się zdobywać coraz to nowsze umiejętności z tym związane. Co do mojego talentu pisarskiego – zdecydowanie chcę się rozwijać. Jeśli się uda, chciałabym studiować w tym kierunku i wydać kiedyś książkę, zresztą mam już nawet kilka pomysłów na taką prawdziwą, autorską twórczość. Przez jakiś czas prowadziłam swój katalog, ale po kilku tygodniach musiałam zrezygnować z powodu braku czasu. Z tej samej przyczyny nie byłabym też w stanie „pracować” na ocenialni, mimo że bardzo bym chciała. Ale jeśli kiedyś bardziej uporządkuję wszystkie swoje obowiązki, postaram się wygospodarować trochę czasu na dołączenie do jakiejś ocenialni.

L: Miejmy nadzieje, że Twoje marzenia kiedyś się spełnią. Przejdźmy może to pytań bardziej dotyczących Twojej aktualnej twórczości. Sądzisz, że jeszcze długo będziesz pisać „W pogoni za szczęściem”? Nie myślałaś nad założeniem czegoś nowego, tak „bardziej od siebie”? 

B: „W pogoni za szczęściem” już od początku planowałam pisać bardzo długo. W głowie mam miliard pomysłów, które będą potrzebowały przynajmniej 150 rozdziałów. W moim życiu sporo się dzieje, więc stwierdziłam, że ten blog będzie czymś, co zawsze będzie. To do niego mogę uciec, gdy potrzebuję chwili wytchnienia. Niczego od siebie też nie byłabym w stanie pisać, po pierwsze z powodu wielu obowiązków, a po drugie – nie wiem o czym miałabym pisać. Opowiadanie autorskie – odpada. Piszę książkę. Porady modowe, czy coś w tym stylu – nie znam się na tym. A swoich przemyśleń i refleksji – mimo że mam ich z dwadzieścia dziennie – nie potrafię spisać, ani przekazać. Pozostanę przy świecie fanfików.

L: Jeżeli dobrze zrozumiałam piszesz książkę? Mogłabyś nam choć trochę zdradzić o czym będzie, czego będzie dotyczyć? 

B: Tak, dobrze zrozumiałaś :). Nie sądzę, żeby kiedykolwiek została wydana – tylko w głębi duszy trochę na to liczę – ale warto spróbować. Jedna to taka typowa obyczajówka, połączona z romansem. Dziewczyna wyjeżdża na wakacje, na których wróżka przepowiada jej, że podczas wyjazdu spotka swoją prawdziwą miłość. Dziewczyna jej wierzy i szuka tego swojego chłopaka. Niestety nie trafia na nikogo odpowiedniego. Nie wiem, czy powinnam zdradzać zakończenie, ale... pod koniec, chłopak, który wydawał się ideałem i miał być tym idealnym, bardzo ją zrani. Główna bohaterka zadzwoni po swojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa (który wcześniej całkiem przypadkowo przyjeżdża w to samo miejsce) i prosi go o pomoc. Chłopak oczywiście wie o przepowiedni. Następnego dnia wyliczają wszystkich chłopaków. Dziewczyna liczy, że jeszcze spotka tego idealnego. Ostatniego dnia jest załamana, bo nie znalazła swojego ideału. Wychodzi na spacer i zauważa swojego przyjaciela, który obejmuje jakąś dziewczynę. Rozumie, że to on był tym idealnym. Załamana zamyka się w swoim wynajętym pokoju i płacze. Przyjaciel ją znajduje, a ona mówi, że spotkała tego swojego idealnego chłopaka, ale on ma dziewczynę. A później gdy wylatują, przychodzi ta jego dziewczyna, która okazuje się jego kuzynką. W samolocie wyznaje, że to on był jej ideałem, a on, że już od dziecka był w niej zakochany. Happy end i tak dalej. Mam napisane już kilkanaście rozdziałów, ale jeszcze dużo przede mną. Natomiast drugą dopiero zaczęłam. Ma to być przygodówka z elementami fantasy, ale jeszcze nie mam dokładnego zarysu fabuły, więc nic o niej nie powiem.

L: Miejmy nadzieję, że kiedyś uda nam się je poznać. Wróćmy do tematu blogów. Nie miałaś ochoty zmienić całej historii  „W pogoni za szczęściem”? Po prostu zaczęcia jej od nowa? 

B: Nigdy nie chciałam nic zmieniać, bo stwierdziłam, że ta historia będzie obrazowała to, jak mój poziom pisania się zmieniał. A sama historia też zostanie taka jaka jest. Wszystko wymyślam „na spontana”, spisuję pomysły, które wpadną mi do głowy w najdziwniejszych momentach (np. podczas kartkówki z matmy) i wszystko na razie jest dobrze.

L: Uważasz, że Twój blog ma jakieś głębsze przesłanie? Coś czym powinno się kierować większość osób? 

B: Moja historia zdecydowanie nie ma głębszego przesłania. Bo jakie? Ewentualnie takie zwykłe mądrości jak, chociażby „nie poddawaj się” albo „dobro zawsze zwycięża”, ale sama historia jest pisana tak po prostu. Nie ma żadnego głębszego znaczenia.

L: Dobrze. Będziemy powoli kończyć, jednak chciałabym zadać Ci ostatnie trzy szybkie pytania dotyczące Twojej osoby. Gotowa?

B: Tak szybko to minęło? O jejku.

L: Masz zwierzaki w domu? Jak tak - ile ich jest i jakie to stworzenia? Jak mają na imię?

B: Tak, mam kota. Zawsze chciałam mieć psa, ale kot też jest ok. Ok, co ja gadam? On jest genialny! Mam go od dwóch lat i tak się do niego przywiązałam, że zanim kilka dni temu wyjechałam, musiałam się z nim pożegnać. Na imię ma Timon, tak jak ta surykatka z „Króla Lwa”. Kilka miesięcy temu moja sąsiadka też miała kota i dla żartu nazwała go Pumba, żeby mój miał kolegę.

L: Jakie jest Twoje prawdziwie imię? Lubisz je?

B: Jestem Patrycja i szczerze powiedziawszy lubię moje imię. Kiedyś chciałam nazywać się Ania albo Iza, ale stwierdziłam, że Patrycja to fajne imię. Szczególnie, że znam kilku fajnych Patryków.

L:  Ulubione danie?

B: Ulubione danie... Trochę trudno wybrać. Przyznaję to z bólem, ale lubię jeść, przez co nie potrafię zdobyć wymarzonej figury. Ale gdybym miała wybrać ulubione danie, takie prawdziwe, to byłoby chyba spaghetti. Zawsze zjem, nawet jeśli miałabym podły humor, a szczególnie, jeśli to ja je zrobię. ;)

L: Bardzo dziękuję za wzięcie udziału w wywiadzie. Miejmy nadzieję, że kiedyś znów uda nam się przeprowadzić rozmowę, ale tym razem na temat twoich wydanych książek! :)

B: To ja dziękuję, bardzo fajnie się rozmawiało. Trzymaj kciuki, żeby ta książka kiedyś się ukazała. Tutaj, dokładnie z tego miejsca (choć nie potrafiłabym go wskazać na mapie) obiecuję, że jeśli wydam książkę, to będziesz pierwszą osobą, która będzie mogła przeprowadzić ze mną wywiad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.