6 maja 2013

Nowe rozdziały

7.

Hermiona próbowała skupić się na czymś innym, żeby nie myśleć o krwi, której tak panicznie się bała. Spojrzała na twarz mężczyzny, na której malowało się wielkie skupienie. Patrzył na jej przedramię, z którego krew skapywała do metalowej probówki. Przeniósł na chwilę wzrok na dziewczynę. Przez moment patrzyli sobie prosto w oczy, jeszcze nigdy nie byli tak blisko siebie jak w tym momencie. Dzieliło ich niewiele. Speszona dziewczyna jako pierwsza odwróciła wzrok, znów była przeraźliwie blada.
- Boli? – spytał cicho, wciąż patrząc na nią z pewnym uporem. Jego czarne oczy nie zdradzały żadnych uczuć czy emocji.
- Trochę – mruknęła zachrypniętym głosem. Kiwnął głową.
- Jeszcze chwilę poboli, Granger – rzucił, a widząc, że dziewczyna coraz bardziej blednie, dodał ostrzegawczo: - Postaraj się nie zemdleć, Granger, jasne? – spytał, a kiedy zobaczył, że dziewczyna słabnie, warknął i złapał Hermionę w pasie, przytrzymując ją w pionie. Jedną ręką obejmował ją w pasie, drugą przytrzymywał fiolkę, pobierając resztę krwi, której potrzebował. Brunetka oparła czoło o tors mężczyzny, układając się tak, by było mu wygodniej pobierać krew.
Była na granicy świadomości, wiedziała, że jeszcze moment i zemdleje, nie z powodu ilości krwi, która została jej odebrana, ale z samego faktu, że ktoś jej tą krew pobierał.
- Cholera – usłyszała jeszcze, po czym całkowicie osunęła się w ramiona mężczyzny.
Zemdlała.
Papryczka Chili.



Gustaw

Krótki fragment posta: Mieszkał w małym spokojnym miasteczku. Powiedziałby nawet, że zbyt spokojnym. Właściwie była to dziura zabita dechami. Nic się tu nie działo, panował ogólny marazm i pustka. Życie toczyło się leniwie. Gustaw miał wrażenie, że każdy następny dzień spędzony w tym miejscu niczym się nie różnił od poprzedniego. Miał tylko jedno marzenie. Jedno jedyne, żadnych innych. Pewnego dnia owo marzenie niespodziewanie się spełniło, ale czy dzięki temu Gustaw odnajdzie szczęście?
Daria


into dust, n#21

- Jezu Chryste! 
- Ups.
Nina zabiera dłoń z ust i uśmiecha się niewinnie, Olivier dusi się ze śmiechu, goście zastygli bez ruchu niczym gipsowe rzeźby, Adrien zaś zakrztusił się wodą i zdołał wymamrotać tylko: ja chyba śnię.
Davis jak długi leży wyciągnięty na posadzce. Wygląda na żywego. W przeciwieństwie do swoich gdzieniegdzie podartych jeansów. Profilaktycznie trzyma się za głowę i przewierca Welch wzrokiem na wylot.
Mały kłamca.
Szybko przekonuje się, że wcale nie jest z nim tak źle, skoro zachował jeszcze na tyle uporu i złości, żeby rzucić złowrogo:
- Niech cię szlag.
Nina subtelnie pochyla się w jego kierunku i szepcze bezceremonialnie:
- Czy teraz moja tajemnica jest już bezpieczna?
Ulotna


Rozdział 6

Minęły dwa tygodnie od mojego pobytu w szpitalu. W tym czasie nie działo się nic nadzwyczaj poważnego[...]
Poczułam jak ktoś mnie podnosi. Nie otwierałam powiek. Są za ciężkie. Zbyt bardzo chcę ponieść się w świat marzeń, snu... Chciałabym wiedzieć jakie będzie może życie. Jakie będzie życie mych bliskich. Kto zostanie, kto odejdzie. Czuje, że ktoś położył mnie na miękkim materacu. Lekki powiew i ciepło. Bardzo przyjemne ciepło. Tata o mnie dba. [...]
Nie miałam siły zwracać uwagi na dotyk. Poczułam kogoś obok mnie. Ktoś złapał moją dłoń i leży obok... To już sen...
Lena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.