30 kwietnia 2018

Rozdział miesiąca – marzec

Rozdział V
Alenna
Fantastyka / Fantasy

Jak autorka reaguje na kolejną wygraną w ankiecie? Właśnie tak!

Wysłuchiwanie narzekań urzędników trwało nieprzerwanie do późnego popołudnia. Artem nie zawołał nawet o przyniesienie napitku, a Aila nie śmiała przerywać obrad dla tak trywialnej prośby. Na szczęście nareszcie ostatni urzędnik skończył swoje skargi na sprawiedliwe, acz nieco nazbyt uciążliwe rządy nowego władcy i imperator pozwolił wszystkim wyjść z Małej Sali. Kiedy został sam na sam ze swoją księżniczką, odwrócił w jej kierunku swoje krzesło.
Dziewczyna przełknęła ślinę, nie wiedząc, czego się spodziewać.
— Dobrze się spisałaś — stwierdził, rozmasowując palcami skronie. — Będę o tym pamiętał, kiedy przyjdziesz do mnie z prośbą.
— Ale nie rozumiem, po co to wszystko — odpowiedziała zgodnie z prawdą Aila. Jak drżały jej ręce! Niezdolna do zapanowania nad własnym strachem nie miała pojęcia gdzie je podziać.
— Nie musisz rozumieć. — Artem odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Wydawał się okropnie cierpieć, na co zdecydowanie zasłużył. Obojętność, z jaką przyjmował coraz to nowsze doniesienia o kończących się zapasach tej jesieni, zasługiwała na karę od losu. — Kiedy przyjdzie właściwy czas, podarujesz mi dziedzica. To jedyne, co teraz powinno cię interesować.
Chociaż to stwierdzenie nie było niczym nowym — a przynajmniej nie na tyle, aby Aila nie potrafiła się tego domyślić — sprawiło, że zaschło jej w ustach. Dotychczas wypierała podobne myśli ze swojej świadomości. Nie tylko nie chciała rodzić żadnych dzieci swojemu wrogowi, to na dodatek nie miała pewności, że to w ogóle możliwe. Skoro dotychczas nie doczekał się pomiotów…
— Jego wysokość mówi, jakby pozostałe dzieci nie miały znaczenia — wypaliła Aila, uważnie przyglądając się imperatorowi. Możliwe, że nie powinna tego mówić. Ciekawiło ją jednak, jak zareaguje.
— Pozostałe dzieci? — Artem zmarszczył czoło, jakby próbował sobie coś przypomnieć.
— Oh, jestem pewna, że jego wysokość zostawił w swoim domu niemałe stadko — wybrnęła obojętnym tonem Aila. Drżącą dłonią strzepnęła niewidzialny pyłek z kolan. Kiedy jednak to stwierdzenie nie wystarczyło, aby wydusić z niego jakąś odpowiedź, dodała jeszcze: — Pewnie najstarsze jest niewiele młodsze ode mnie?
Na ustach najeźdźcy pojawił się kwaśny grymas.
— Więc już słyszałaś?
— Słyszałam? — udała niewiniątko. — O czym?
Miała nadzieję trafić w jego czuły punkt. Podejrzewała, że podobny problem byłby wrażliwym tematem dla każdego mężczyzny, a władca miał jeszcze na głowie ciągłość dynastii. Artem jednak zbił ją z tropu, kiedy głośno i wyraźnie, bez cienia wstydu oświadczył:
— Mam za sobą trzydzieści cztery zimy, a nie doczekałem się ani jednego dziecka.
— Wierzę, że jego wysokość miał po prostu nadzwyczajnego pecha do kobiet — powiedziała Aila, ale wypowiedziane na głos słowa nie brzmiały tak dobrze, jak we własnych myślach.
— Byle kwoka nie urodzi mi tygrysiąt — zgodził się z nią władca. W końcu spojrzał na księżniczkę, aż od jego wzroku dostała dreszczy. — Ale obawiam się, że prosiak też nie wystarczy.
Dziewczyna zamrugała kilka razy, nie będąc pewną, czy dobrze usłyszała ostatnie zdanie. Czy to miała być inwektywa?
— Nie rozumiem — oświadczyła po raz kolejny, co nie spodobało się Artemowi.
Z ciężkim westchnięciem wstał.
— Czy ty kiedykolwiek coś rozumiesz?
Ruszył do wyjścia, a Aila rzuciła się pościg za nim.
— Byłoby mi zdecydowanie łatwiej, gdyby jego wysokość nie rozmawiał ze mną zagadkami! — spróbowała usprawiedliwić samą siebie, nieświadoma, że brzmi dokładnie tak samo, jak trezońscy doradcy, których imperator odesłał tego ranka.
Artem jednak zdawał się już jej nie słuchać i twardym krokiem przemierzał przez chłodne korytarze, które zdały się księżniczce dziwnie mroczne. Na szczęście, szybko weszli do rozświetlonej sali tronowej, która udekorowana w trezońską biel i przygotowana do uczty, wydawała się jeszcze większa niż w rzeczywistości. Dziewczyna niechętnie spoglądała na rozstawione stoły. Myśl, że jej poddanym nie powodziło się tak, jak powinno, a ich nowy władca nie zamierzał nic z tym robić, skutecznie odbierała apetyt. Razem z ochotą na jakiekolwiek towarzystwo. Widok tych wszystkich zdradzieckich twarzy i barbarzyńskich strojów z każdym dniem stawał się jej coraz bardziej niemiły.
Z kolei zobaczywszy hagryjskich posłów, poczuła jedynie żal do samej siebie. Po wysłuchaniu obrad, mrzonki o odesłaniu na południe przypominały marzenia równie nierealne, co fantazyjne wymysły bardów.
— Za pozwoleniem, zjem w swojej komnacie. — Bardziej poinformowała, niż zapytała o zgodę księżniczka. We własnym mniemaniu wierzyła, że i tak podobne oświadczenie stanowiło wyraz nadzwyczajnej grzeczności, dlatego stanowczy protest Artema sprawił, że zamarła. — Co takiego?
— Nie pozwalam. — powtórzył mężczyzna. — Dzisiaj zjesz z nami wszystkimi.
Kiedy szedł przez długość Sali, każdy mijany człowiek — czy to byle sługa, czy większy możny — składał mu pokłony i schodził z drogi. Po wejściu na podium górował nad wszystkimi jak jakiś olbrzym.
W oczach Aili wcale nie był olbrzymem. Jeśli miałaby nieco łaskawszy humor, powiedziałaby raczej, że imperator osiągnął średni wzrost. Niechętnie ruszyła za nim do wyróżnionego miejsca, ale jej nikt nie mijał z równym szacunkiem.
— A ty dokąd się wybierasz? — Wszedłszy na podium, aby zająć należne miejsce, księżniczkę zatrzymał Kaj.
Jego strój wyglądał na równie bogaty, co ubiór Artema. Haftowany złotem płaszcz w kolorze krwi dobrze kontrastował z opaloną od długiej podróży twarzą. Równie dobrze opinał szczupłą pierś i ramiona zarządcy. Wysoki kołnierz misternym zdobieniem przechodził w tygrysie łapy, które zdobiły luźne rękawy ubrania. Całość stroju spinał pas z jasnej skóry, do której przytroczono nieodzowny, trezoński nóż.
— Od dzisiaj moje miejsce jest obok jego wysokości — rzekła księżniczka lekceważącym tonem. Odpowiedział jej chichot Kaja.
— Mój brat rozdaje wiele zaszczytów, które w istocie niewiele znaczą — zaśmiał się jej w twarz. — A teraz zejdź mi z drogi! Muszę z nim porozmawiać!
Nim Aila zdążyła ustąpić, zarządca imperium jednym susem wskoczył na podium. Równie pospiesznie uściskał władcę, zdecydowanie cieplej, niż dziewczyna się spodziewała po porannej tyradzie, a w końcu zajął miejsce po prawicy Artema. Przez chwilę nie była pewna, czy dobrze widziała. Wściekła, że musi znosić podobne traktowanie, kopnęła stojące najbliżej krzesło. Mebel okazał się twardym przeciwnikiem dla niej. Jej oczy zaszły łzami z bólu, twarz niebezpiecznie pobladła. Nie pozwoliła sobie jednak na bezsilny płacz. Nie, przy tylu świadkach. Kipiąc ze złości, odczekała jeszcze chwilę w nadziei, że imperator odeśle krnąbrnego brata.
Nic podobnego nie nastąpiło. Uparte czekanie Aili przerwał dźwięk pierwszego dzwonka, zwiastującego podanie pierwszych dań i każdy, kto cokolwiek znaczył na zamku, zaczął zajmować miejsca przy stołach.
Lewicę Artema zajął Hassin z Hagr, cały czas dobrotliwie błyskający złotym uzębieniem. Na pozostałych wyróżnionych miejscach usiedli członkowie Rady Nieustającej. Kundle imperatora musieli usytuować się przy stole ustawionym najbliżej podwyższenia razem z pozostałymi Hagryjczykami, zaś Aila usiadła na skraju kolejnego. W Sali rozstawiono jeszcze dwa inne, ale dziewczyna nie poświęciła im uwagi, ponieważ nie siedział przy nich nikt interesujący.
Z pewnym zaskoczeniem zauważyła też brak Hagryjki, z którą rozmawiała poprzedniego wieczoru wśród jedzących. Księżniczkę zastanowiło, co mogło sprawić, że kobieta nie zjawiła się na uczcie, szczególnie iż podczas ostatniej kolacji wytykała nietakt popełniony przez gospodarza.
Po obsłużeniu stołu jego wysokości służba zajęła się przynoszeniem potraw dla pozostałych. Ceglaste mury zamku napełnił zapach pierwszych dań. Tuż obok Aili ustawiono żeliwny kociołek z bardzo pieprzną zupą dyniową, a nieco dalej podano misę z warzywnym gulaszem. Pomimo intensywnych aromatów drażniących jej zmysły, nie skosztowała niczego. W tej materii nie pomogła również druga tura dań, którą w całości stanowiły pieczenie przyrządzone na różne sposoby. Dwóch rosłych podkuchennych wniosło dużego prosiaka z rusztu na srebrnej tacy, którego postawiono tuż przy podium. Na stołach wylądowały doskonale opieczone udźce wołowe. Doniesiono dziczyznę zapieczoną z rozmarynem w chlebie. Księżniczka dobrze znała wszystkie serwowane smaki, w przeszłości często próbowała tych dań. Brakowało jedynie nadziewanego figami indyka, ale serwowanie ptactwa stanowiło niepodważalne tabu dla ludzi z Północy, a kucharz nie powtórzył drugi raz tego samego błędu.
W porze deserowej talerz księżniczki uparcie pozostawał pusty, aż siedzący obok urzędnik z długą brodą, w której tkwiły resztki jedzenia, zwrócił jej uwagę.
— Nie chcę mieć wzdętego brzucha w tej sukni — odparła lekceważącym tonem Aila.
— Niczego też nie wypiłaś — nie ustępował mężczyzna, samemu żłopiąc wino z miedzianego pucharku.
W innym przypadku dałaby mu do słuchu za nieprzyjemny sposób, w jaki na nią patrzył swoimi kaprawymi oczami, ale teraz fakt, że w ogóle ktoś zwrócił na nią swoją uwagę, nieco poprawił jej humor. Zmusiła się do posłania Trezończykowi nieśmiałego uśmiechu.
— Nie zwykłam pijać wina przed zmierzchem — wyjaśniła, nawet zgodnie z prawdą. — Poza tym zżera mnie ciekawość… Kim są ludzie, których gości jego wysokość?
— Nie wiesz? Przecież byłaś na obradach. — Urzędnik podniósł wzrok na podium. — To jego Rada Nieustająca — wyjaśnił.
Podobna odpowiedź nie zadowoliła księżniczki.
— Zastanawiało mnie raczej, kim są ci ludzie z osobna — doprecyzowała. — Niestety, poznaję tylko brata jego wysokości…
— Ah, o to ci chodzi… — Mężczyzna oblizał palce i sięgnął po kawałek ciasta z owocami. — Ta kobieta z jasnymi włosami, która siedzi na skraju, to Sija. Minister prawa — wyjaśnił.
Aila rozpoznała w niej doradczynię, na którą nakrzyczał Artem. Drugiej członkini Rady, która siedziała obok blondynki, nie trzeba było przedstawiać księżniczce, ale urzędnik to zrobił.
— Obok niej siedzi minister skarbu, Kala z Dalekiej Północy — wskazał na „niezastąpioną” pomocnicę Artema. — Pod chustą skrywa dowody starości, ale możesz mi wierzyć. Kiedyś była pierwszą pięknością imperium.
Dwie kobiety żywiołowo ze sobą rozmawiały i wyglądały na zaprzyjaźnione. Aila dawno nie poczuła się tak samotna, jak w momencie, kiedy uświadomiła sobie, że bardzo brakowało jej podobnych chwil i beztroskich pogaduch z przyjaciółkami.
— Obok Kali siedzi Famir, który jest ministrem dobrego porządku. — Rozmówca księżniczki przerwał swój wywód, aby napić się wina.
Z kolei mężczyzna, którego wskazywał, nosił długie, zaniedbane włosy na całej głowie, poza jej czubkiem. Na zniszczony nóż nabijał właśnie kawałek mięsiwa, którym następnie zaczął wymachiwać, dołączając do rozmowy kobiet.
— Ma wielkie włości na zachodnich ziemiach i mnóstwo koni, chociaż nie jest tak bogaty, jak Lejtonowie. Między nim a księciem Kajem, siedzi Kirlem, minister interesów cudzoziemskich.
Obydwaj wymienieni przed chwilą doradcy nie powiedzieli w czasie obrad niczego, więc Aila nie dopytywała o nich.
— Kaj jest zarządcą imperium, prawda? — zagaiła dalszą rozmowę, kiedy urzędnik rękami zaczął jeść wypiek.
— Książę Kaj — poprawił ją z pełnymi ustami.
— Co znaczy ta funkcja? Czy to ktoś jak wicekról?
— Zarządca imperium, to ktoś znacznie większy niż byle król — padła odpowiedź. — To druga osoba w państwie, zaraz po naszym panie. Sprawuje władzę, kiedy nie ma imperatora, nadzoruje administrację i dba o przestrzeganie prawa. Króle stoją jedynie na czele państw. A zarządca imperium jest przedłużeniem woli imperatora, przed którym odpowiadają wszyscy — wyjaśnił mężczyzna, wkładając całą wiarę w to, co mówi.
„Przed którym odpowiadają wszyscy” dźwięcznie zahuczało w głowie księżniczki. Nie wątpiła, że rzeczywiście myśl o tym, iż istnieją ludzie, których nie dotyka władza Artema, wychodziła poza wszelkie wyobrażenia tego prostego człowieka. Lekko wydęła drobne usteczka, kryjąc swoje politowanie dla rozmówcy.
— Wróćmy zatem do członków Rady — zdecydowała, mierząc wzrokiem następnego możnego. — Ten obok Hagryjczyka wygląda mi na krewniaka Lejtona.
— Tak, to kuzyn naszego wspaniałego Ljowa Lejtona.
W kolejnej wypowiedzianej informacji dziewczynę zaskoczyły dwa fakty. Po pierwsze, że ten groźny rycerz z pustym wzrokiem, który zamordował jej braciszka, nosił tak dziwacznie brzmiące imię jak Ljow. A po drugie, że był zaledwie kuzynem doradcy.
— Naprawdę? Wyglądają jak dwie krople wody!
— Jeśli kiedykolwiek uda ci się spotkać więcej Lejtonów, zobaczysz, że oni wszyscy wyglądają jak odbici z jednej sztancy. Ljonel jest Zarządcą Wschodu, a ta czarnowłosa elegantka, która zjada wszystko w zasięgu wzroku to Miszja, Zarządca Zachodu.
W istocie wskazana kobieta nosiła się wspaniale, nawet jak na typowe dla barbarzyńców bezguście. Jej suknię uszyto zgodnie z północną modą, a Aila z daleka mogła jedynie podziwiać kunszt jej wykonania. Zapinana z przodu na nieduże guziczki spodnia część stroju wykonana była z aksamitu o głębokim, szmaragdowym kolorze. Wysoki kołnierz obszywały srebrne nici, których wzór ciągnął się przez całą długość wąskich rękawów. Wierzchnią część zrobiono z szarego kaszmiru i na pierwszy rzut oka jej fason przypominał męski kontusz, ale mimo tego dobrze prezentował się na pulchnej kobiecie.
— Miszja jest najkrócej w Radzie. Do niedawna to jej mąż sprawował ten urząd.
— Co takiego zrobił, że go nie zachował? — Chociaż wiedziała, że podobne wgapianie się w inną osobę stanowiło popis ogromnego nietaktu, nie potrafiła oderwać wzroku od Zarządcy Zachodu.
— Nie dopilnował należytych spraw — odparł ze wzruszeniem ramion urzędnik. — Obydwoje wypadliby za to z łask naszego pana, ale podobno Miszja potrafi być przekonywająca.
— Kim są więc ci dwaj pozostali?
Na skraju imperatorskiego stołu siedziało dwóch mężczyzn. Jeden z nich wyglądał na starca, który pamiętał sam początek czasu. Zmęczony dniem, musiał zadowolić się maślaną bułką maczaną w zupie.
W drugim natomiast Aila rozpoznała mężczyznę, którego słowa zachęciły pozostałych doradców do nacisku na Artema w sprawie jej nieszczęsnego odesłania. Samotny i zamyślony, na skraju stołu wydawał się wykluczony z towarzystwa. Kiedy przyłapał Ailę na przyglądaniu się mu, na jej twarz wstąpiły rumieńce, jakby zajmowała się czymś wstydliwym.
— Ten stary to Ingu zza Perłowego Morza, nadworny astrolog, a ten z gęstą brodą to Wasylij. Pierwszy Generał Imperium.
Korzystając z okazji, że generał na nią patrzył, dziewczyna ostentacyjnie odwróciła wzrok, spoglądając teraz na Artema.
Wsparta na pięści głowa niebezpiecznie chybotała się, kiedy słuchał paplania Hassina. Księżniczka nie mogła mieć mu tego za złe, w końcu już raz poseł dawał przed nią popis erudycji, a w dodatku imperator nie zmrużył oka przez całą noc.
Od czasu do czasu do rozmowy włączał się Kaj. Gdyby to ona siedziała na jego miejscu, sama bawiłaby gościa, aby władca mógł odpocząć nieco od swoich obowiązków. Na tym polegało jarzmo bycia krewnym władcy, czego ten głupiec najwyraźniej nie rozumiał. Nic dziwnego, że pomimo piastowania tak ważnego stanowiska, brat nie był dla imperatora nikim „drogim”.
Ostatnia myśl zdumiała samą Ailę. Nie powinna nigdy myśleć w ten sposób. Artem mówił jedno, chociaż myślał coś zupełnie innego. Twierdził, że nie musi być okrutny, aby być silnym, a mimo tego kazał zamordować dziecko. Miał podarować jej wyróżnione miejsce, a jednak obok niego ciągle siedział Kaj. To, co powiedział o bracie, wcale nie musiało oznaczać prawdy. Czy w ten sposób sprawdzał cierpliwość księżniczki? Może liczył, że sama przyjdzie do niego ze skargą? A jak zareagowałby, jeśli zażyczyłaby sobie okrutnej kary dla jego brata?
Niedoczekanie! Teatralnie odwróciła głowę od podium, skupiając swoją uwagę na rozmówcy, który siłę wieku miał już za sobą. Jego pomarszczona twarz, pełna dziobów po ospie, nie przypominała dziewczynie nikogo, kogo mogłaby znać.
— Skoro już dowiedziałam się o członkach rady, chętnie dowiem się również, z kim mam przyjemność rozmawiać? — zapytała oficjalnym tonem.
Mężczyzna podniósł cienkie brwi, jakby podobne pytanie z ust księżniczki, było ostatnią rzeczą, której się spodziewał. Rękawem swojej koszuli otarł szybko usta i wypiął pierś.
— Sejmon Osip, kancelista naszego pana, do usług. — Wiedziony wyraźnym przyzwyczajeniem skłonił się przed Ailą podobnie, jak mieli w zwyczaju kłaniać się przed nią urzędnicy jej ojca. Natychmiast jednak siedzący naprzeciwko mężczyzna zwrócił mu uwagę, że to niedopuszczalne zachowanie przed byle branką.
Księżniczka zignorowała to.
— Kancelista? Więc prowadzi pan korespondencję jego wysokości? — zatrajkotała, zmuszając się do powściągliwego uśmiechu. — Jak dobrze, że pozwolono mi obok pana usiąść. Mam nadzieję, że w kancelarii sprawy mają się dobrze z tak skrupulatnym człowiekiem u steru?
— Za bardzo mi pochlebiasz — zaprotestował Sejmon i nieudolnie strzepał brud z brody. — Kancelarią rządzi szanowna Galina. To ta staruszka przy pierwszym stole. Ja tylko odczytuję listy naszemu panu.
— To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
Aila z trudem zapanowała nad złością. Jak nisko się stoczyła, skoro została zmuszona do dzielenia stołu z byle urzędniczynami? Wmawiała sobie, że zdecydowanie lepiej zniosłaby podobne upokorzenie, jeśli za tę cenę jej dola jawiłaby się w jaśniejszych barwach, ale po ostatniej rozmowie z Artemem już nic nie mogło jej pomóc. Skoro uroił sobie, że ze wszystkich kobiet, to właśnie ona będzie zdolna urodzić mu dziecko.
— Odkąd wojna się skończyła, praca w kancelarii istotnie stała się zdecydowanie lżejsza. W przeciwieństwie do polowych warunków tutaj nie brakuje nam niczego. Ani papieru, ani inkaustu, ani smakowitego jadła.
— Jeszcze — rzuciła z kwaśną miną Aila, wstając od stołu dokładnie w tej samej chwili kiedy oznajmiono, że jego wysokość zakończył posiłek.
— Źle oceniasz naszego pana — stwierdził kwaśno Sejmon. Pospiesznie dopił resztkę swojego wina, bo gdy tylko Artem opuścił salę tronową, razem z członkami Rady Nieustającej, ucztujący możni i urzędnicy również zaczęli kończyć swoje posiłki. — Bez względu na to, co ci robi, jest niezaprzeczalnie dobrym władcą, którego twój lud również doceni.
— Szczerze wątpię.
— To nie on przyniósł śmierć i głód tym ziemiom, a twoich bezmyślni bracia.
Kolor odszedł z twarzy dziewczyny na wspomnienie bliskich.
— Tym razem to pan źle ich ocenia — rzekła matowym głosem. — A ja nie życzę sobie, by kalano pamięć o nich przez jakieś dziwaczne wymysły.
Sejmon posłał dziewczynie pełen irytującej pobłażliwości uśmiech.
— Jeśli ładnie poprosisz naszego pana, to jestem pewny, że pozwoli ci poczytać jego listy. Tymczasem musisz przyjąć do wiadomości, że przegrani nie bez powodu nie otrzymują łaski dobrej pamięci od pozostałych przy życiu.
Tego było już dla Aili zbyt wiele. Odwróciwszy się na pięcie, niemal wybiegła z Sali tronowej, ledwo powstrzymując płacz. Nikt nie miał prawa wyrażać się o jej najbliższych w ten sposób! Nikt! A już na pewno nie mógł tego robić Sejmon Jakiśtam, ledwo kancelista.
W sercu księżniczki królewscy bracia zajmowali miejsca równe bohaterom legend. Odważnie wyszli naprzeciw zagrożeniu, a jeśli przegrali, to tylko przez przytłaczającą przewagę i okrucieństwo wroga, zdradę oraz podstępne wybiegi. Chociaż już od dawna nie żyli, to zasługiwali przynajmniej na pozytywne zapisy w annałach historii.
Wzburzona dziewczyna przez długi czas krążyła wybielonymi korytarzami zamku, nie chcąc, aby śledziła ją trezońska służba. Dopiero kiedy wyszła na dziedziniec, a powiew świeżego powietrza omiótł jej rozpalone złością policzki, uspokoiła się nieco i przysiadła na kamiennej ławeczce, schowanej między wytyczonymi alejkami.
W przeciwieństwie do zewnętrznego wewnętrzny podwórzec nie został jeszcze splądrowany. W ponurym cieniu wysokich murów zamku wciąż spokojnie rosły wspaniale kwitnące drzewka brzoskwiniowe i wonne jaśminowce, zasadzone jeszcze przez matkę Aili. Przed wojną miała w zwyczaju przychodzić tutaj z dwórkami. Mogły wspólnie plotkować o książętach i ich szlachetnych towarzyszach albo bawić się z piłkami.
Wspomnienia o utraconym na zawsze życiu wydały się księżniczce boleśniejsze nawet niż zadawane raz za razem upokorzenia. Nic innego nie sprawiało, że zaczynało brakować jej tchu, a wnętrzności zapadały się w sobie. Dopiero kiedy po raz kolejny musiała przypomnieć rozdartemu tęsknotą sercu, że już nigdy nie spotka swoich najbliższych, szczerze zapłakała, przestając dbać, czy ktoś niepożądany zobaczy ten stan.
Najmocniej żałowała każdej odbytej kłótni. Jeszcze przed rozpaczliwą próbą ucieczki małego Naima przelewała na niego własne lęki, sprawiając, że chłopiec zaczął się moczyć w nocy. Zdruzgotanego okropnym położeniem ojca dręczyła prośbami o pozwolenie na dołączenie do brata, nie dbając, że właśnie stracił dwóch dorosłych synów. „Zbyt duże ryzyko” – powtarzał ojciec, kiedy nalegania stawały się nie do zniesienia. – „Nie mogę pozwolić, żeby moi wrogowie pojmali was oboje naraz”. Wtedy wpadała w szał i wyrzucała królowi, że od śmierci matki w ogóle nie dbał o jej bezpieczeństwo.
Teraz kiedy było już po wszystkim, próbowała wmówić sobie, że ojciec miał rację. Jeśli została odesłana razem z bratem, również mogłaby nie przeżyć tamtej nocy, a śmierć była gorsza od tego, co ją spotkało. Jednocześnie ze zgrozą odkrywała, za każdym razem na nowo, że im natrętniej przekonywała samą siebie, tym gorszy skutek odnosiła.
„Przynajmniej żyję” — powtarzała sobie, a chwilę później echo własnego głosu dopowiadało: „Sama. W zamknięciu. Jak rasowa suka otoczona zdziczałymi psami”. Później próbowała skupić się na swoich poddanych — „Przynajmniej mogę się o nich zatroszczyć” — gdy złośliwe myśli dodawały: — „Teraz cierpią głód. Są wykończeni wojną. Cierpią, a ja nie wiem jak im pomóc”. Sięgała wtedy po ostateczny argument — „Przynajmniej będę mogła się zemścić” — ale w odpowiedzi słyszała w głowie przede wszystkim pusty śmiech. „Jak? Dostarczając mu rozrywki, czy rodząc mu upragnionego następcę?”.
Już dawno temu uświadomiła sobie, że śmierć Artema w niczym jej nie pomoże. Nawet jeśli obecny imperator nie posiada jeszcze dzieci, to schedę po nim skutecznie przejmie jego brat. Kaj może i był kaleką, ale jeśli wierzyć temu, co mówił Sejmon Osip, cieszył się również dużym zaufaniem na dworze. W końcu bezdyskusyjnie dzierżył rangę drugiej osoby w państwie, a nie okazywał jej żadnej przychylności. Gdyby to on teraz przejął władzę, sytuacja księżniczki uległaby zdecydowanemu pogorszeniu.
Zastanawiając się nad tym, Aila dłonią otarła łzy z twarzy. Nazywała Artema okrutnym za to, że zaatakował państwo. Zdawał sobie sprawę z krnąbrności własnych ludzi po ostatnim odniesionym zwycięstwie, a jednak nie użył swojego autorytetu, aby powstrzymać ich przed złupieniem miasta. Bez mrugnięcia okiem kazał zamordować dziecko! Wolał głodzić poddanych, niż ugiąć się do warunków stawianych przez Dastara. Pozostawał głuchy na jej płacz, kiedy błagała o łaskę, a robiła to szczerze. Jak bardzo złym do szpiku kości trzeba być człowiekiem, żeby odmówić księżniczce litości?
— A cóż to się stało, że nasza droga księżniczka siedzi taka osamotniona? — popołudniowy spokój Aili przerwał Hassin ze swoim tubalnym głosem. Jego tłusty brzuch trząsł się przy ciężko stawianych krokach, a twarz zdobył znajomy fałszywy uśmiech.
— Miałam ciężki dzień — odpowiedziała zdawkowo dziewczyna, dumnie prostując głowę. — Za pozwoleniem jego wysokości od rana uczestniczyłam w jego obradach — dodała, jakby ten fakt miał przypomnieć posłowi, że chociaż nazwał ją byle dziewczynką, ciągle była ważnym domownikiem zamku.
— Naprawdę? — Mężczyzna bez pytania o pozwolenie przysiadł się do Aili. — To cudowna wiadomość! Dostojna Ceria z pewnością ucieszy się, gdy przekażę jej, jak dobrze ci się powodzi, pomimo przeciwności losu.
Po tych krótkich, acz nadzwyczajnie słodkich słówkach towarzystwo Hassina zaczęło ciążyć księżniczce. Jakby nie patrzeć, Artem celnie zwrócił jej uwagę, na fakt, że dla Cerii i Dastara stanowiła jedynie przeszkodę w drodze do isarskiej korony. O ile łatwiej byłoby im, gdyby prawowita księżniczka zniknęła? Ot, chociażby, pokonały ją trudy podróży.
— Nie ukrywam jednak, że chyba wszyscy wolelibyśmy, abyś porozmawiała z nią osobiście. Jej mąż, mój pan, dostojny Dastar, robi co tylko może, żeby zmusić twoich wrogów do odesłania cię na łono rodziny.
— Kosztem moich poddanych? — zapytała gardłowo Aila, powodując, że uśmiech Hassina zbladł.
Dostojnik wyciągnął rękę i pogładził białe palce księżniczki. Natychmiast cofnęła dłoń.
— Wiem, że Dastar groził zerwaniem handlu przez Szmaragdową Przełęcz i wiem, czym to grozi w dłuższej perspektywie! Moi ludzie nie mogą głodować tej zimy!
— Błagam, ciszej — przemówił uspokajająco Hassin. — Za tę rozmowę musiałem zapłacić złotem w ilości odpowiadającej trzem dużym wioskom. Jestem pod wrażeniem wierności ludzi imperatora, ale to na jego rozkaz tkwisz tu, pilnowana dzień i noc, jak więzień, co urąga godności osoby o twoim pochodzeniu.
Ponieważ poseł miał czelność jednocześnie powoływać się na królewski stan księżniczki i jednocześnie zwracać się do niej bezpośrednio, Aila nie przełknęła jego przynęty, ale pozwoliła mu dalej mówić.
— Cały świat jest świadom obrzydliwych krzywd, wyrządzonych ci przez tego plugawego barbarzyńcę, dlatego śmiało zaręczam w imieniu mojego dostojnego pana, że zrobimy wszystko, aby rychło to ukrócić. Głęboko wierzę, że twoi poddani, tak bardzo przecież miłujący waszą rodzinę i dobrego króla Tahira, chętnie przetrwają trudny czas, abyś mogła ruszyć po sprawiedliwą zemstę.
Piękne obietnice przechodziły przez usta Hassina z taką łatwością, że księżniczka zawahała się we własnych osądach. Tak po prawdzie to Artem nakierował ją do wyciągnięcia nieprzychylnych dla Hagryjczyków wniosków. Specjalnie zorganizował cały spektakl z posiedzenia rady, dając do zrozumienia, jak niecnie poczywa sobie Dastar, a później mógł do woli korzystać z jej wahania. Stara maksyma, żeby wpierw dzielić wrogów, aby łatwo nimi rządzić, idealnie znajdowała zastosowanie w tej sytuacji.
— Pani — nie ustępował poseł, słusznie odczytując niepewność z twarzy dziewczyny – mam oczy i doskonale widzę, co się tu dzieje. Imperator może i jest sprytny, ale po odniesionym tymczasowym zwycięstwie jest również nieuważny. Nie zna siły więzów, jakie wiążą całe południe, ani tradycji, które rządzą twoim państwem. Pospiesznie stracił wszystkich twoich braci, przekonany w swoim prymitywnym myśleniu, że toruje sobie w ten sposób drogę do korony. Niewykształcony, nie wiedział, że w pięknym królestwie Isarii, korona dziedziczona jest również po kądzieli…
„Albo wręcz przeciwnie” – pomyślała smętnie Aila – „Jeśli urodzę mu następcę, nasze dziecko będzie miało pełne prawa do królestwa i imperium zarazem”. W pierwszym odruchu ta perspektywa nie wydała się jej taka straszna. Wychowałaby książątko na mądrego i dobrego władcę, takiego, jakim był król. Po tej optymistycznej wizji, szybko jednak przyszła druga refleksja, mówiąca, że pomiot Artema będzie równie okropny, co on sam i żadne nauki nie pomogłyby w tym przypadku.
Kiedy Hassin paplał swoje rozwlekłe przemowy, księżniczka jeszcze mocniej pogrążyła się we własnym dumaniu. Przeraziło ją, jak szybko przeszła do porządku dziennego z tym że w niedługim czasie może zostać matką i jak łatwo zaakceptowała ogromne dziedzictwo swojego niepoczętego dziecka. Jeszcze zaledwie wczoraj cieszyła się na myśl o możliwej bezpłodności Artema, a dzisiaj, po tym, jak on głośno wyraził swoje plany na temat przyszłości, już wyobrażała sobie, jak ogromnym państwem będzie panował jej potomek. To wzbudziło w niej wstręt do samej siebie.




https://katalogowo.blogspot.com/p/oferta-katalogowo.html
(szczegóły akcji dostępne po kliknięciu w button reklamowy)


3 komentarze:

  1. Trzeba przyznać, że tym razem kodowanie nam się udało!
    No i Joffrey idealnie dopasował się do naszej nowej szaty graficznej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, dobrze widzieć udane kodowanie, bo po ostatnim razie miałam wyrzuty sumienia.
      No i duszący się Joffrey pasuje do wszystkiego ;)

      Usuń
    2. Fakt, mnie też ten widok po prostu zachwycił. Udane kodowanie i pasujący Joffrey to już ogrom szczęścia.
      Tylko skąd wyrzuty sumienia? Nie było w tym przecież nawet grama Twojej winy!

      Usuń

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.