20 kwietnia 2018

Nowe rozdziały



Rozdział 57. Dwupłatowce, wino i śpiew
Scolding zbliżył się do Thorne-Stevensa szybkim, zdecydowanym krokiem i wprowadził go do hangaru, poza zasięg słuchu Braeburna i mechaników.
– Dobrze się czujesz, poruczniku? – zapytał.
– Jaa? Tak jest, panie kapitanie – odparł Thorne-Stevens, unikając jego spojrzenia.
– Popatrz na mnie. Niczego nie ukrywasz?
Porucznik z niechęcią zwrócił głowę ku Scoldingowi. Ten nachylił się lekko do niego i poczuł doskonale rozpoznawalną, odrażającą woń.
– Zostajesz – zdecydował. – Wróć do salonu i przyślij Roelofsa, żeby poleciał za siebie.
– Panie kapitanie, według harmonogramu wypada moja kolej.
– To niemożliwe, Stevens. Jesteś nietrzeźwy.
– Nic podobnego, panie kapitanie – warknął pilot. – Protestuję przeciw takim insynuacjom!
miriamcia668
Historyczne






Rozdział dwunasty
„ Pod skórą poczułam znajome mrowienie. Odłożyłam ołówek i chwyciłam plik zarysowanych kartek. Przeglądałam każdą z nich, ale nic nie przypominało tego, co widniało na ścianie. Odłożyłam rysunki z powrotem na blat. Z wolna podeszłam do mojego najnowszego obrazu, przekrzywiając głowę to w jedną, to w drugą stronę. Uniosłam dłoń. Zignorowałam ciemne pręgi poruszające się tuż pod skórą i ostrożnie dotknęłam grafitowych kresek. Podekscytowana odskoczyłam niemal natychmiast. Moje serce znów podjęło szybszy bieg, ale tym razem było w tym coś przyjemnego.”
Adna
Fantastyka / Fantasy




Numer rozdziału: *38*
"Jego nazwisko było błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Przez część swojego nastoletniego życia chciał uciec od tego kim był, ale na szóstym roku zrozumiał, że to mu się nigdy nie uda.
Mógł uciec z domu, mógł odciąć się od rodziny, mógł być wrogiem dla brata, ale to nie czyniło tego, że nie był Blackiem.
Codziennie patrząc w lustro widział, że nieważne co zrobi, zawsze nim będzie. Jeśli zapytałby kogoś o to, jacy są Blackowie, to ten ktoś odpowiedziałby, że są bogaci jak diabli, piękni, dumni i Zawsze Czyści."
SBlackLady
FanFiction / Harry Potter / Czasy Huncwotów




II Rozdział 16 
-Jessi ... - zaczyna ostrożnie, przestając łkać, choć na chwile, przez co teraz mogę ja zrozumieć. -Podobno to przez Justina. 
W tym momencie czuje jak grunt się wali pode mną , a ja spadam w ciemna przepaść. Dusze się, dławię się niemalże własna ślina i nie potrafię tego zatrzymać. Nawet fakt, że siedzę nie pomaga, gdy zatapiam się jakby pod ziemię.
Uczucie, któro tak bardzo raniło moją duszę, nie było przypadkiem. Ale teraz wraz z przekazaną świadomością, niszczy jeszcze bardziej. Gubię się, gubię się, jak zbłąkany w lesie. Las niczym labirynt toczy ze mną walkę, gdy z całym tym bagażem, próbuję zrobić cokolwiek, by zmusić się do działania. 
-Amy, wyślij mi, gdzie są. Ja muszę ...
Jedynie, co czuję to poczucie winy. Winy, za którą połowę zabieram od Justina, ponieważ byłam jego, niezależnie od tego, czy to sprawiało, iż to ja rozbijam się na kawałki, jak spadająca na kamienną podłogę szklanka, której już nigdy nikt nie poskłada do postaci, jaką była wcześniej. 
-Przyjedźcie jak najszybciej. - przerwa mi i szybko się rozłącza, nim zdążę cokolwiek dodać na pożegnanie. Dopiero teraz pozwalam, by łzy wpłynęły na moje policzki. 
Nie rozumiem nic i nie wiem, czy kiedykolwiek tego dokonam. Mam wrażenie, ze gram w wcale nieśmiesznym filmie, lecz gdy wraz z kolejnymi łzami przychodzi na myśl winowajca telepie się jeszcze bardziej. Jestem, jak obdarta z życia, jakbym traciła swoją dusze, która wypływa stróżkami słonej cieczy i wydychana wraz z powietrzem, którego brakuje w płucach. Nie pytam dlaczego, nie chcę pytać, ponieważ sama w głębi duszy boję się to usłyszeć. On był moim najlepszym, rycerzem na białym koniu, choć nie do końca idealnym to nie potrafię myśleć o Justinie, jako kogoś, kto umyślnie krzywdzi przyjaciół, naszych najwspanialszych przyjaciół. 
Alex
FanFiction / Gwiazdy i fani




Rozdział VIII
Kiedy Wiceadmirał wszedł do generalskiego gabinetu, w środku, poza Huxem, zastał Admirała Hakari oraz Lady Ren.
Jak już o dziwnych kobietach mowa…
Lady Ren, bardzo z czegoś niezadowolona, okładała właśnie Huxa teczką z raportami. Generał, najwyraźniej nie widząc innej możliwości, znosił wszystko z cierpiętniczą miną. 
Co one wszystkie mają z tym biciem?, przeszło przez głowę Wiceadmirała.
Hux, dla którego kolejny świadek jego upokorzenia był jednym za wiele, poderwał się nagle z fotela.
- No i co ja mam z tym niby zrobić? – Teczka po raz kolejny uderzyła w rudą głowę. – I przestań mnie tym okładać! Za kogo ty się masz, sikso jedna!
- Za siksę, której za dużo wolno! – Odpowiedział mu wrzask Loke. – Jak nie będziesz słuchał, co do ciebie mówię, to będziesz tak dostawał!
Wzięła kolejny zamach. Hux chwycił ją za przegub. Przez moment był tak zadowolony z siebie, że nie zauważył lewej ręki zaciśniętej w pięść, nadlatującej z drugiej strony.
Elsydria
FanFiction / Filmy i seriale




„Wszystko zaczyna się w barach”
Parę dni później siedziałem w tym samym barze. Analizowałem wszystko, co wydarzyło się przez ten czas.
Następnego dnia po incydencie w zaułku złożyłem wizytę staruszkowi, który w zamian za butelkę nielegalnie pędzonego bimbru zajął się moją ręką. Powiedział mi, że jeśli chcę, mogę dostać drugą. Warunek był oczywiście jeden: musiałbym pozbyć się tej naturalnej. Nie skorzystałem z propozycji. Nie chciałem powoli zmieniać się w maszynę. Wolałem zostać człowiekiem. Kolejna próba dowiedzenia się, skąd brał materiał na protezy, skończyła się niepowodzeniem. Dziadek milczał, a ja postanowiłem nie drążyć tematu.
Po zabiegu usiedliśmy i oddawaliśmy się rozmowie. Po jednej flaszce na stole pojawiła się druga. Wizyta przedłużyła się i zamiast wieczorem, z mieszkania dziadka wyszedłem sporo po północy.
Noc była o tyle paskudną porą, że na ulicach urzędowali wtedy chyba wszyscy przedstawiciele tak zwanych „grup społecznych”. Zbieracze, którzy, jak sama nazwa wskazuje, zbierali trupy i sprzedawali je Grabarzom, ghoule, które walczyły ze Zbieraczami o zwłoki, różnego sortu przestępcy, dilerzy, złodzieje i inne tego typu indywidua. Takie uroki dzielnic, w których rządził półświatek, w których stróżowie prawa nie mieli czego szukać.
Aleksander „graf zer0” Janus
Fantastyka / Science-fiction 




ROZDZIAŁ 19 — EROS
"— Eros — szepnął. — Eros zabrał sztylet…
— Oszukałem Erika, oszukałem Erika — rozległ się radosny śpiew, niosący się echem przez Olimp.
Mężczyzna zmarszczył czoło ze złości. Zacisnął gniewnie pięść, zduszając wszystkie przedmioty, które wcześniej wziął do rąk. Nagle cisnął nimi o ziemię. Wiatr porwał ze sobą mapę, przenosząc ją w kierunku ogniska. Płomienie musnęły krawędź papieru, zapalając go."
Rolaka
Fantastyka / Fantasy




Rozdział 1
Hrodgar już w kilka dni po tym, jak dał się namówić swojej uroczej żonie na wysłanie do arcymaga z Akademii Magów na Beltanei listu z ofertą pracy dla nadwornego maga, pożałował swojej decyzji. Choć od śmierci jego szalonego ojca minęło już ponad dwadzieścia lat, nadal nie do końca mógł się otrząsnąć i przekonać do magów. Jedyny wyjątek stanowiła Sigrun — cesarzowa, którą pojął za żonę pomimo, iż nosiła w sobie magiczny dar. Ale ona była trollkaris. To zupełnie coś innego. Jej moc była bardziej ograniczona, miała inną naturę, niż niszczycielska siła magów Sefemisa, skutecznie ograniczana przez błogosławioną toksynę. Niemniej jednak co się już stało, nie mogło zostać cofnięte — to znaczy mogło, ale Hrodgar z całą pewnością nie zamierzał robić z siebie przed arcymagiem idioty i w ostatniej chwili zmieniać zdania W tej decyzji utwierdziło go tylko otrzymanie odpowiedzi od tegoż, wraz z informacjami na temat kandydata — a właściwie kandydatki — i datą jej przybycia.
Freyja
Fantastyka / Fantasy



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.