31 marca 2018

Rozdział miesiąca – luty

Rozdział IV
Alenna
Fantastyka / Fantasy



Wcześnie rano Ailę obudziło muczenie zarzynanej dla smoka jałówki. Skorzystała z tej sposobności, żeby poleżeć w łóżku nieco dłużej niż zazwyczaj i delektowała się myślą o rychłej wściekłości imperatora. W jaką furię wpadnie, gdy zorientuje się, że poselstwo z Hagr ją wykradło? Poczuje wtedy przedsmak własnej porażki? Aila niemal żałowała, iż nie będzie miała okazji zobaczyć na własne oczy, co Artem zrobi, kiedy ujrzy hagryjskie wojska przy granicach. Jak szybko ten impotent będzie przed nią uciekać? A jak szybko zacznie brać odwet na jej biednych poddanych? Ostatnia myśl sprawiła, że dziewczyna skuliła się na łóżku, a własne myśli ją zawstydziły. Nie powinna myśleć o zdaniu swoich ludzi na łaskę czy niełaskę barbarzyńców.

Szczęk otwieranych drzwi ostrzegł księżniczkę. Pośpiesznie zamknęła oczy, udając, że śpi, podczas gdy Dalia ostrożnie układała śniadanie na niewielkim sekretarzyku. Chwilę później senną ciszę w sypialni przerwał szelest odsłanianych kotar, a materac ugiął się pod ciężarem drugiej osoby.

— Pani, pora wstawać — przemówiła ściszonym głosem służąca, delikatnie głaszcząc ramię Aili. W odpowiedzi księżniczka zmarszczyła brwi, wcale nie sennie.

— Jak śmiesz?! — oburzyła się i zaciągnęła pierzynę pod samą szyję.

— Trys powiedział mi, że jego wysokość chce panią widzieć jak najszybciej.

Ostatnia informacja podziałała na Ailę niczym kubeł zimnej wody. Schodząc z łóżka, wyjrzała przez okno. Czerwone słońce wisiało nisko nad horyzontem, a bezchmurne niebo ciągle było jeszcze blade. Od świtu nie mogło minąć wiele czasu.

— Wczoraj jego wysokość kazał mi przyjść dopiero przed południem. — Usiadła przed swoim śniadaniem. Kleik z ryżu i mleka migdałowego wyglądał tego dnia szczególnie apetycznie, a zapach brzoskwiniowej konfitury niósł się po całej sypialni.

— Najwidoczniej zmienił zdanie, kiedy przed świtem przybyli do niego posłańcy — usłyszała odpowiedź i jej ochota na śniadanie natychmiast uszła.

Ledwie przełknęła pierwszą łyżkę słodkiego, południowego specjału, a jej wnętrzności natychmiast związały się w supeł.

— Skąd?

Dalia sprawnie zaścieliła łoże księżniczki, po czym zajęła się kompletowaniem stroju na dzień. Jak na mieszkankę północy miała dobry gust i zwykle jej propozycje podobały się Aili.

—Nie wiem. Trys mówił, że odkąd przyjechali, naradzają się, a jego wysokość przez całą noc nie zmrużył oka — poinformowała, kładąc na skrzyni przy łóżku kolejne elementy garderoby.

Tego dnia przygotowała długą halkę z czerwonego jedwabiu oraz wspaniałe złote bransolety po matce księżniczki. Na wierzch wyciągnęła błękitną suknię ze wspaniałymi, wyszywanymi kolibrami na ramionach. Rozmarzona, z uwagą studiowała haft.

— Nie tę — zdecydowała księżniczka, podczas gdy Dalia dobierała do sukni pas.

— Ale ona jest śliczna! — zaprotestowała służąca. — Jestem pewna, że jego wysokość będzie olśniony, kiedy panią w niej zobaczy.

O tym, że w błękicie wyglądała wspaniale, Aila wiedziała od dawna. Najlepiej podkreślał barwę jej włosów. Jednak odkąd zamek upadł, nie wkładała na siebie koloru królestwa. Nie chciała, aby Artem swoim nasieniem zbrukał jeszcze i to.

— Weź inną — ucięła, przelewając do porcelanowej czarki napar od medyka. Zapach konfitury zmieszał się z mocną wonią mieszanki mięty, rozmarynu i bazylii.

— Ciągle nie ma pani apetytu? — westchnęła Dalia, starannie poskładawszy błękitną suknię. Z prawdziwym namaszczeniem schowała ją do szafy i zajęła się wybieraniem następnej.

Okropnie się krzywiąc, Aila wypiła całą porcję jednym haustem. Mocny lek miał gorzki smak, często zostający na języku przez cały ranek. Prawdziwy lekarz natychmiast rozpoznałby przyczynę jej stanu, ale ten konował, którego przysłał do niej Artem, kiedy tylko usłyszał, że nie dojadała, potrafił tylko zaparzać zioła. Chwasty, które w niczym nie mogły pomóc, bo problem nie dotyczył jej zdrowia.

Poranna rutyna upłynęła zdecydowanie zbyt szybko, aby zdecydowała się pójść „w odwiedziny”. Na samą myśl o tym okropnym słowie, ciałem dziewczyny targnął skurcz, a język w jej ustach rósł. Z trudem przełknęła ślinę. „Odwiedziny”, tak Artem nazywał całą wyrządzoną przez siebie krzywdę! Ni mniej, ni więcej, w „odwiedzinach” krył się każdy niechciany pocałunek, natarczywe spojrzenie, oślizgły dotyk i najbardziej upokarzające chwile w jej życiu, kiedy pozwalała mu posiąść swoje ciało.

Wspomnienie ostatniego wywołało w niej torsje.

Aila gwałtownie wyrwała się spod grzebienia pokojówki. Jednym susem doskoczyła do nocnika i zwymiotowała swoje liche śniadanie razem z mnóstwem żółci. Mimo tego mdłości nie ustały. Męczyły ją jeszcze przez kolejnych kilka długich minut.

— I czego tak stoisz? — warknęła wściekle na oniemiałą służącą, która dotychczas tylko obserwowała jej cierpienia. — Przynieś mi wody!

Drżącymi dłońmi odgarnęła włosy z twarzy. Kilka głębszych oddechów uspokoiło jej rozdygotane ciało, chociaż nie przyniosło ulgi na duszy. Dalia posłusznie nalała wody do czarki po leku, przy okazji zalewając cały blat sekretarzyku. Ujrzawszy to, Aila przewróciła oczami. W powłóczystych, południowych szatach pokojówka ruszała się tak niezgrabnie, że przypominała miotającą się muchę, która utknęła w żywicy.

Księżniczka przepłukała usta, wypluwając wodę do nocnika. Powtarzała to tak długo, aż pozbyła się posmaku wymiocin. W końcu wstała też z kolan i ostrożnie obejrzała swoją suknię, sprawdzając czy ten drobny incydent nie zrujnował dzisiejszej kreacji.

— Może wezwę medyka? — zaproponowała nieśmiało Dalia, zabrawszy się za uprzątnięcie bałaganu.

— Nie trzeba. — Aila przejrzała się w lustrze. Jeszcze raz upewniła się, że strój jest w nienagannym stanie i przyjrzała własnemu odbiciu.

Wyraźnie schudła od podboju. Jej podbródek jeszcze nigdy nie był aż tak szpiczasty, a kości policzkowe równie wyraźnie zarysowane. Spod fioletowego jedwabiu sukni wystawały szczupłe obojczyki, a zarumieniona skóra na twarzy miała brzydki, niezdrowy odcień. Nie czekając na pomoc pokojówki, księżniczka sama umiejętnie związała włosy wstążką. 

— Powie pani jego wysokości o tym?

— Nie. — Wygładziła materiał na piersiach i sztywnym krokiem wyszła ze swojej sypialni.

Chociaż jej serce biło jak oszalałe, szybko pokonała drogę dzielącą ją od komnat rodziców, ignorując współczujące spojrzenia służby. Ich sypialni, którą Artem bezprawnie zajął. Bez namysłu zapukała.

Nikt jej nie odpowiedział. Zaskoczona, nerwowo zapukała raz jeszcze. Zwykle przy zapowiedzianych „odwiedzinach” nie musiała długo czekać na odpowiedź. Tym razem zastała jedynie głuchą ciszę. Wobec tego ostrożnie otworzyła drzwi i weszła do środka.

W komnacie imperatora panował straszliwy bałagan. Na stoliku rozłożona była zastawa z resztkami jedzenia, wymieszane ubrania leżały rozwalone na podłodze, a łóżko zostawiono niezaścielone i częściowo zasłonięte. Kominek zdążył już zupełnie ostygnąć, zdradzając, że poprzedniej nocy nie tylko imperator nie zmrużył oka, ale nikt nawet nie kwapił się z podłożeniem ognia. Jego posłańcy musieli dla niego wiele znaczyć.

Jakie wieści przynosili? Chcąc się o tym przekonać, Aila żwawo, niemal pospiesznie, ruszyła do sali tronowej, ale tam, ku własnemu zdumieniu, również nie zastała władcy.

Uprzątnięto już stoły. Liczni służący w pośpiechu ściągali cenne smocze gobeliny, a zamiast nich zawieszano północne proporce. W kinkiety gęsto utykano długie woskowe świece, jednocześnie zdrapując z mozaikowej podłogi resztki po poprzedniej nocy.

— Gdzie jest jego wysokość?

Zapytany o to gruby piwniczy zatrzymał się w pół kroku. Skłonił się przed księżniczką, która natychmiast go poznała. Za rządów jej ojca mógł co najwyżej przenosić butelki z miejsca na miejsce, a teraz sprawował jeden z głównych urzędów na zamku.

— Jego wysokość od świtu obraduje w Małej Sali — odpowiedział usłużnie mężczyzna, słusznie nie śmiejąc podnieść wzroku na swoją niedoszłą władczynię.

— Obraduje? Z kim?

Aila zmierzyła sługę od stóp do głów. Jego bawełniana tunika w czerwono—żółte romby przepasana białą szarfą przypominała jej raczej strój błazna niż piwniczego. Chętnie założyłaby się, że niewierny pachołek w tej roli sprawdziłby się zdecydowanie lepiej, choć może akurat jej nigdy nie udałoby mu się rozweselić.

— Ze swoją Radą Nieustającą, pani — wyjaśnił, ściskając w ręku pęk kluczy. — Osobiście przykazał mi trzymać pieczę nad piwnicą, dopóki nie skończą.

Mimowolnie uniosła brwi w zdumieniu. Pilnowanie zamkowej piwnicy oznaczało, że imperator nie życzy sobie, aby jego doradcy pili wino lub gęste piwo w czasie obrad, co zwiastowało długie spotkanie. Mimo tego kazał też jej zjawić się jak najszybciej.

— Więc idź spełnić jego życzenie — rzekła oschle, a po chwili namysłu dodała: — Zanim jednak to zrobisz, wyślij któregoś z zaufanych pokojowych do sypialni imperatora. Niech posprząta bałagan i wygrzeje pokój, nim jego wysokość tam wróci.

— Oczywiście, moja pani. — Mężczyzna nisko skłonił się przed księżniczką, ale jej to nie przekonało.

W duchu obiecała sobie, że kiedy przyjdzie właściwy czas, rozliczy ich wszystkich, co do jednego, z postawy, jaką zaprezentowali przed najeźdźcą.

Im bliżej Małej Sali była, tym bardziej zaczynała się denerwować. Dlaczego ją wzywał, kiedy planował długie obrady? Przecież nigdy nie uczestniczyła w podobnych zebraniach. Nawet ojciec ani starsi bracia nie wtajemniczali jej jeszcze w zawiłości polityki, więc dlaczego Artem miałby? Poza tym jego ludziom to z pewnością się nie spodoba.

Przy drzwiach od pokoju stał jeden z północnych wojów udający strażnika. Wyglądał, jakby wystawał tam za karę, bo nosił wysłużony pancerz na grubym, filcowym kaftanie i wełnianą czapę, która zupełnie nie pasowała do południowego klimatu. Jesień w stolicy, odkąd tylko Aila pamiętała, zawsze była nieco deszczowa, ale przy tym zawsze ciepła i łagodna. Strój, który z pewnością radził sobie ze stepowymi mrozami Trezonu, okazywał się wyjątkowo niepraktyczny w czasie południowej kampanii.

Podchodząc do niego, splotła ze sobą palce dłoni, żeby nikt nie zauważył, jak bardzo się denerwuje nieuchronnym spotkaniem.

— Jego wysokość zabronił komukolwiek przeszkadzać w obradach — zakomunikował wojownik, zatrzymując ją tuż przed samym wejściem.

Księżniczka zmierzyła go ostrym wzrokiem. Mogłaby dać słowo, że jego twarz składała się jedynie z ciemnych zaniedbanych wąsów, ogromnego, czerwonego nochala i krzaczastych brwi, które zasłaniały jego oczy.

— Jego wysokość — odpowiedziała, starannie ważąc słowa — kazał mi również niezwłocznie przyjść do niego.

Zaniepokojone myśli Aili przebiegały przez jej głowę w zawrotnym tempie. W co grał Artem? Dlaczego kazał jej jak najszybciej przyjść do siebie, jednocześnie zabraniając komukolwiek wejść do Małej Sali? Przez jego głupie rozkazy będzie musiała wykłócać się z byle kmiotkiem, jakby nadzwyczajnie zależało jej na… Spotkaniu z nim. Wtedy uświadomiła sobie, że właśnie o to mu chodziło. Na moment zupełnie straciła swój królewski rezon.

Przecież on nie był jasnowidzem. Nie wiedział, jak Aila zachowa się przy pierwszej przeszkodzie, więc nie mógłby jej winić, gdyby… Na przykład, wróciła do swoich komnat, czy zajęła się tkaniem nowego pledu. Udałaby zagubioną sarnę, wyjaśniłaby, że nie pozwolono jej wejść i tym samym, zburzyłaby jego plan. Naraziłaby się na jego gniew.

— Moje rozkazy są ważniejsze niż twoje — mruknął wąsaty strażnik. Dłonią wielkości niedźwiedziej łapy popchnął ją do tyłu. — Zjeżdżaj!

— Ręce przy sobie! — krzyknęła Aila, mając nadzieję, że dobrze odgadła intencje imperatora. — Chcę się zobaczyć z jego wysokością i to ty zejdziesz mi z drogi!

Z drugiej strony, co złego mogło się stać, jeśli spełni jego zachciankę? Przecież Artem nie ukarałby jej za to, że chciała jak najgorliwiej wypełnić osobiste polecenie? W najgorszym wypadku narobi sobie nieco wstydu, ale to i tak w żadnej mierze nie równało się z ulgą, jaką przyniosło jej bezkarne nawrzeszczenie na głupiego Trezończyka.

— Natychmiast! — wrzasnęła.

— Won! — Jakby chcąc przestraszyć dziewczynę, strażnik obnażył nóż noszony przy pasie. — Won, bo jak matkę kocham! Powyrywam te przeklęte kudły!

— Tylko spróbuj! — zjeżyła się, krzycząc coraz głośniej. — Panie! PANIE! CHCĘ WEJŚĆ!!!

Wtedy drzwi od Małej Sali otworzyły się i ze środka wyjrzał na nią niepokojąco bezbarwny wzrok Lejtona.

— Masz wielki tupet, skoro tak wrzeszczysz pod samymi drzwiami — skwitował spokojnie, ale księżniczka go zignorowała, ciekawsko zaglądając do miejsca obrad.

Zebrani doradcy razem z Artemem zajmowali wszystkie miejsca przy podłużnym stole. Wśród nich wypatrzyła trzy kobiety, z czego jedna, siedząca najbliżej władcy, w skupieniu pracowała na abakusie. Za wyróżnioną dziesiątką stali, jak zgadywała dziewczyna, pomniejsi urzędnicy, których sprawozdań chciał wysłuchać. Możliwe, że część z nich widziała już na zamku, ale zdecydowana większość z pewnością dopiero przybyła. Między stojącymi zobaczyła też dwóch zdrajców. Ich widok zmroził jej serce. Po śmierci najstarszego z braci często słyszała, jak Ezra i Uziel zawiedli jego zaufanie, przechodząc na stronę przeciwnika w decydującym momencie bitwy nad Szarymi Wodami.

— Czego chcesz? — Lejton zwrócił się do Aili, krzyżującej ręce na piersiach.

— Jego wysokość zażyczył sobie, żebym odwiedziła go przed południem — odparła z nonszalanckim wzruszeniem ramion. Powoli zaczynała dochodzić do niej napięta atmosfera z wnętrza sali.

— Jest ranek — zauważył trzeźwo rycerz.

— A więc przed południem — nie ustępowała dziewczyna, siląc się na lekki ton głosu. — Dołożyłam wszelkich starań, żeby nie być spóźniona.

Jej ostatnia uwaga rozbawiła Artema, który parsknął śmiechem. Nikomu innemu nie udzielił się równie dobry humor. Tę pogodną reakcję księżniczka poczytywała sobie za dobre zrozumienie jego intencji.

— Wpuść ją — zdecydował z machnięciem ręki władca. — Niech ktoś przyniesie jej krzesło.

Wchodząc do Małej Sali, Aila uważnie zlustrowała go wzrokiem. Wyglądał odświętnie. Musiał sobie wyjątkowo cenić zdanie tych ludzi, gdyż nawet obce poselstwo przyjmował w codziennym stroju, a tym razem ubrany był zgodnie z kanonem barbarzyńskiego przepychu. Jego kontusz zrobiono z czarnego złotogłowiu, spod którego wystawał żółty żupan z nadzwyczajnie misternie obszytymi mankietami. Na palcach nosił całe mnóstwo pierścieni z kolorowymi klejnotami, ale nawet one nie odwracały uwagi od ogromnych cieni pod oczami, jasno dowodzącymi, że rzeczywiście nie spał przez całą noc.

— Właśnie rozmawialiśmy o tobie — zwrócił się do niej władca, kiedy siadała na stołku podstawionym w rogu pokoju. — Moja niezastąpiona minister skarbu, Kala, uważa, że powinienem jeszcze raz przemyśleć sprawę twojego odesłania do Hagr, a mój rodzony brat ją popiera.

— Zauważyłem tylko, że jeśli Dastar spełni swoje groźby, sytuacja zrobi się po trzykroć bardziej skomplikowana — sprostował mężczyzna siedzący po prawicy Artema. Jeśli rzeczywiście był krewnym imperatora, to prawie w niczym go nie przypominał. Młodszy, o delikatnych, niemal niewieścich rysach twarzy, nosił długi czarny warkocz przeplatany ze złotymi i szkarłatnymi nitkami we włosach, który opadał mu na ramię. — Jednak znając twoją mądrość, szybko udowodnisz mi, że to twój osąd jest słuszny.

— To niemożliwe — odezwała się minister skarbu z liczydłem w dłoni. — Jeśli nie odeślesz dziewczyny, władca Oa zamknie granicę, a problem głodu dosięgnie nas wszystkich.

— Zarządco Wschodu, Lijonie?

— Kontaktowałem się już z Neustijczykami — przemówił mężczyzna, za którym stał Lejton. Tu podobieństwo było wręcz uderzające i Aila nawet przez chwilę nie zwątpiła, że doradca i rycerz są braćmi. — Niestety nieurodzaj nie ominął i ich pól. Próbowałem też swoich sił z Taurenem, ale koszty, jakie musielibyśmy ponieść, są niebotyczne. Cena samej pszenicy wzrosła trzykrotnie w stosunku do zeszłego roku.

— To przekracza nasze obecne możliwości — dodała Kala. — Artemie, musisz podjąć zdecydowane działania. Pomyśl o swoich ludziach, przełknij swoją głupią dumę i odeślij dziewczynę do rodziny. — Minister skarbu nosiła na głowie bogato zdobioną chustę, która zupełnie przykrywała jej włosy. Twarz jednak zdradzała pierwsze oznaki starości. Skórę miała cienką i wiotką, z dobrze widocznymi zmarszczkami wokół oczu oraz ust. Jednak tym, co najbardziej zwracało uwagę, był jej ciemnozielony tatuaż, ciągnący się od lewego ucha do połowy prawego policzka.

Aila nie potrafiła uwierzyć, że znalazł się na świecie ktoś, kto otwarcie sprzeciwia się Artemowi. Mało tego, Kala nazwała jego dumę głupią! Bez względu na to, jaki cel jej przyświecał, albo łączyły ją zażyłe relacje z imperatorem, albo była nadzwyczajnie lekkomyślna w doborze słów.

— Ktoś jeszcze zgadza się z minister skarbu?

— Ja! — odezwał się mężczyzna, siedzący po drugiej stronie stołu, naprzeciwko swojego władcy. — Poprowadziłeś panie swoją armię ku zwycięstwu, a ja miałem zaszczyt uczestniczyć w twoim podboju. Jednak ludzie nie czują smaku wiktorii. Dostali złoto, czy inne bogactwa, owszem, ale nie napełnią tym brzuchów. Jeśli im nie dopomożesz, szybko zapomną o twych łaskach i odwrócą się od ciebie. Zalecz dawne urazy i odeślij dziewczynę, jeśli to ma pomóc.

Ostatnia przemowa zadziałała na doradców nawet bardziej niż słowa minister skarbu. Coraz śmielej zaczęli domagać się od Artema odesłania jego księżniczki, ale on nie reagował. Podparł głowę o pięść, jak miał to w zwyczaju robić, siedząc na tronie i ze zdumiewającą cierpliwością pozwalał swojej sforze doradców szczekać. Przez chwilę nawet Aila pomyślała, że ich posłucha. Nie mógłby oddać jej większej przysługi.

Brak jego reakcji onieśmielił zebranych. Po krótkiej burzy, w Małej Sali nastała pełna napięcia cisza, którą przerwała jedna z kobiet, ubrana w północną suknię z grubej wełny.

— Nic nam nie odpowiesz?

— Zastanawiam się, mój ministrze prawa. — Głos Artema brzmiał bardzo spokojnie.

— Nad czym? — dopytywała doradczyni.

Z głośnym szurnięciem, imperator odsunął swoje krzesło od stołu. Wstał ze swojego miejsca. Mruczał coś pod nosem. Wyminął siedzącą za nim Ailę, nie posyłając jej ani jednego spojrzenia. Powoli, przeciągając chwilę niepewności na skraj ludzkiej wytrzymałości, obszedł cały stół, wyraźnie pesząc zgromadzonych. Stojący robili przed nim krok w tył, a siedzący spuszczali głowy, uważając za wyjątkowo zajmujące kolejne fragmenty rozłożonej na stole mapy. Tylko minister skarbu nie zgięła karku.

— Zastanawiam się… — Imperator rozmasował skronie. — W jaki sposób TAKA BANDA GŁUPCÓW ZOSTAŁA MOJĄ RADĄ!!! — wrzasnął tuż nad uchem kobiety, która ośmieliła się zapytać go o reakcję. Minister prawa nie odsunęła się od niego nawet o cal. — Mam do wyżywienia sto milionów ludzi, a jedyne co potrafią mi doradzić, to poleganie na byle obietnicach.

— Przemawia przez ciebie duma — odezwała się Kala i odłożyła liczydło na stół. — Więc pozwól, że powtórzę. Jeśli Dastar swoimi wojskami odetnie nas zamknie szlak handlowy przez Szmaragdową Przełęcz, w żaden sposób nie uda nam się wykarmić twoich poddanych. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze masz jakiekolwiek…

— No właśnie. Nie rozumiesz. — Wyraźnie zrezygnowany, Artem usiadł na swoim miejscu. — W tym tkwi problem. Wynoś się.

Oczy Kali nagle zrobiły się tak maleńkie i groźne, upodobniając ją do rozjuszonej kobry. Otwartymi dłońmi uderzyła w blat stołu.

— Przejechałam szmat drogi, żeby dzisiaj tu dotrzeć. Nie możesz mnie odesłać!

— Nie potrzebuję rad od kogoś, kto nie orientuje się dobrze w sytuacji. Wyjdziesz sama, czy mam kazać cię wyrzucić?

Pierwszy z szeregu wystąpił łysy Silas, gotowy spełnić wolę swojego władcy. Ostatecznie jego interwencja nie była jednak konieczna. Minister skarbu sama wstała ze swojego miejsca i po zebraniu ze stołu wszystkich swoich papierów oraz liczydła, z hukiem opuściła Małą Salę.

— Kto jeszcze nie rozumie? Ljonel? Sija? Wasylij?

Głucha cisza stanowiła odpowiedź, która nie najlepiej świadczyła o Radzie Nieustającej imperatora. Troje spośród tych, którzy tego dnia zabrali głos, bez słowa wytłumaczenia się wstało i zgodnie ruszyło ku wyjściu. Aili trudno było odgadnąć, czy zrobili to na znak solidarności z minister skarbu, czy z rzeczywistej niewiedzy.

— Rozczarowaliście mnie! — rzucił im na odchodne Artem. — Kirlem? Famir? — wymieniał kolejne imiona, a dwóch mężczyzn przy stole zrezygnowanie pokręciło głową. — Miszja? Ingu?

Kolejna czwórka również nie zadowoliła swojego władcy i czym prędzej opuścili pokój obrad. Przy stole został już tylko brat jego wysokości.

— Kaj?

Młodszy z mężczyzn wyprostował się na własnym krześle, aby choć trochę mężniej prezentować się przed wszystkimi.

— Obydwoje dobrze wiemy, że tobie wcale nie chodzi o rozumienie — podjął swoją próbę Kaj, zacisnąwszy lewą dłoń w pięść. — Stawiasz ją nad swój lud, to nie może skończyć się dobrze!

— Moja droga, wytłumacz mojemu głupiemu bratu, kim dla ciebie jest żona Dastara.

Wywołana nagle do odpowiedzi Aila, w pierwszym odruchu wstała ze swojego stołka tak gwałtownie, że z hukiem przewróciła mebel. Speszona, niezgrabnie postawiła siedzisko z powrotem na swoje miejsce.

— Jest moją kuzynką, panie — oświadczyła cicho, acz wyraźnie, kiedy uporała się z własnym wstydem.

— To znaczy?

— To znaczy, że moja matka i jej ojciec byli rodzeństwem.

Artem rozsiadł się wygodnie. Gdyby branka mogła w tej chwili ujrzeć jego minę, zobaczyłaby, że się uśmiechał. Nie w łagodny czy wyrozumiały sposób. Jego grymas stanowił raczej mieszankę niezaprzeczalnego triumfu, samozadowolenia oraz złośliwej satysfakcji wymierzonej przeciwko nieudolnym doradcom.

— A to znaczy?

— Że wśród żyjących Ceria jest moją najbliższą krewniaczką z dynastii.

Stwierdzenie na głos tej oczywistości wywołało w Aili dziwne uczucia. Strach mieszał się z poczuciem niesprawiedliwości, co potęgowało nieprzyjemne napięcie w jej wnętrzu. Dodatkowo gdzieś z tyłu głowy, słyszała, jak wrząca w niej złość w szale wrzeszczy „Kłamca!” na imperatora, a rozsądek podpowiadał, że w tym wszystkim może tkwić nieco prawdy. Ostatecznie nie zawadzi być ostrożną. Jej bracia zbyt łatwo się odsłonili, dlatego zginęli. Ona sama nie popełni tego błędu.

— Rozumiesz już?

— Jeśli coś by mi się stało, Ceria obwoła się królową, a Dastar i pozostałe Wielkie Rody Hagr poprą jej pretensje — odezwała się matowym głosem księżniczka, nim zrozumiała, że władca kierował pytanie raczej do swojego brata niż do niej.

Ku jej zaskoczeniu, Artem wcale nie wydawał się oburzony taką śmiałością. Przeciwnie. Wyraźnie zadowolony z takiego rozwoju sytuacji, gestem ręki przywołał ją do siebie. Cały świat zawirował Aili w głowie. Niepewnym krokiem podeszła do dysputujących ze sobą braci, ale to nie zadowoliło imperatora. Bezceremonialnie posadził sobie dziewczynę na kolanach.

— Jak mam jej nie cenić, skoro jest bystrzejsza niż moi doradcy? — zapytał brata, głaszcząc brankę po udzie.

Księżniczka z trudem ukryła zażenowanie. Nie chcąc pozwolić mu na dalsze spoufalanie, zatrzymała jego rękę tuż nad własnym kolanem. Zauważywszy jej intencję, Artem nie protestował, tylko odgarnął jej włosy za ucho i ciaśniej objął w pasie.

— Jesteś niesprawiedliwy! — zaprotestował Kaj. Dopiero teraz, z bliska, Aila zauważyła, że jego luźne rękawy skrywają brak prawej dłoni. Zamiast niej doradca posiadał jedynie krzywy kikut połowy przedramienia.

— Niesprawiedliwy mówisz? Przez całe to bzdurne i niecierpiące zwłoki spotkanie słyszałem tylko jeden idiotyzm. Od świtu cała wasza dziewiątka próbowała przekonać mnie do wysłania mojej księżniczki na pewną śmierć. Jej wystarczyła chwila, żeby zrozumieć, dlaczego nie powinna ufać Hagryjczykom. — Artem pocałował ramię Aili przez materiał sukni, co wyraźnie nie spodobało się Kajowi.

— Miała na przemyślenia cały wczorajszy dzień, noc i pół ranka. My musieliśmy pokonać długą drogę! Potrzebowałem dwóch tygodni, żeby w końcu dotrzeć na to przeklęte południe!

Brat jego wysokości stawał się coraz bardziej niecierpliwy, a przez to również nieuważny w rozmowie. Najwyraźniej nie tylko wygląd różnił go od imperatora.

— To żal czy skarga? Jeśli obowiązki zarządcy imperium zbyt mocno ci ciążą, za tobą znajdują się ludzie gotowi w każdej chwili chętnie cię zastąpić.

W słowach Artema kryła się jawna prowokacja. Na miejscu Kaja, Aila odpowiedziałaby, że nikt inny nie byłby równie lojalny wobec imperium, jednak on z dziecięcą naiwnością połknął zastawioną przynętę.

— Jestem twoim bratem! — Zerwał się na równe nogi kaleki mężczyzna. — Dzieliliśmy to samo łono naszej matki i nie masz prawa traktować mnie gorzej od tej twojej południowej zdziry!

Jeśli chciał obrazić tymi słowami Ailę, to obelga nie zadziałała. Księżniczkę stosunkowo wcześnie przestało dotykać, co mówią o niej Trezończycy, byli służący, czy ktokolwiek inny. Koniec końców, ich zdanie w żaden sposób nie wpływało na jej życie. Artem z kolei skupił się na czym innym.

— Nie. Mam. Prawa? — powtórzył za Kajem, dokładnie akcentując kolejne pojedyncze wyrazy. Postawił Ailę na nogi i sam również wstał, zrównując się z bratem, który natychmiast struchlał. — Zapominasz, że to ja jestem prawem i wszystko, co robisz, robisz jedynie za moim pozwoleniem. Żresz, chlejesz, pieprzysz, śpisz, a nawet oddychasz wyłącznie dlatego, że ci na to pozwoliłem. Mogę kazać cię powiesić, a twoje kalekie truchło rzucić psom. I wiesz co? Jedynym powodem, jakiego będę potrzebować, aby to uczynić, będzie mój kaprys. Więc lepiej przeproś i dobrze się przygotuj na następne posiedzenie.

— Przepraszam, bracie, ja nie wiem, co we mnie wstąpiło…

— Nie mnie, głupcze. Ją.

Wstręt wyraźnie odmalował się na ładnej twarzy Kaja. Kaleka brzydko zmarszczył czoło, ściągnął gęste brwi, a kąciki pełnych ust wykrzywił w jawnej pogardzie. O ile łatwiej przyszło mu przepraszać swojego władcę! Minęła chwila pełnej skrępowania dla Aili ciszy, nim udało mu się wymamrotać bardzo niewyraźne „Przepraszam”, ale to nie zadowoliło jego brata.

— Za co?

— Za nazwanie jej zdzirą — odrzekł poirytowany doradca, mierząc dziewczynę wściekłym spojrzeniem. W przeciwieństwie do imperatora, którego oczy miały ciemną, bliżej nieokreśloną barwę, jego były w kolorze płynnego złota.

Mogła się założyć, że w tamtej chwili zachodził w głowę, w jaki sposób udało jej się tak omamić Artema. Sama też zastanawiała się, na ile wszystkim tkwiła jej własna zasługa, a na ile stopniu stanowiła jedynie niewielki element w zabawie, jaką prowadził ten okrutnik. W dziwacznej grze pozorów, w której stawał sam przeciwko wszystkim.

— Nie będę chować za to urazy — oświadczyła chłodno, chcąc jak najszybciej ukrócić tę farsę. Zachowywała nieprzeniknioną minę i niecierpliwie otrzepała swoją suknię. Przez chwilę myślała, czy nie dodać czegoś jeszcze, ale po szybkim przemyśleniu sprawy, uznała, że dla wszystkich będzie lepiej, jeśli jednak zamilknie.

— Już? — wtrącił się Artem. — Nie chcesz go ukarać?

— Jestem pewna, że reprymenda udzielona przez jego wysokość znaczy dla wielkiego zarządcy imperium znacznie więcej niż jakakolwiek wymyślona przeze mnie kara — zaszczebiotała Aila, z nadzieją, że to ostatecznie zakończy sprawę.

Nie zakończyło. Imperator absolutnie nie zamierzał podarować bratu obrazy.

— Jesteś zbyt nieśmiała — skwitował. — Obrażając ciebie, obraził i mnie, a tego puścić płazem mu nie mogę. Mój brat nie jest mi drogi, więc zdecyduj, czego chcesz. Ma stracić drugą dłoń? A może język, którym tak głupio miele?

Nie dostawszy szczególnego wyboru, księżniczka powiedziała pierwsze, co przyszło jej na myśl.

— Chcę jego miejsca — oznajmiła. — Na kolacji. Chcę siedzieć na jego miejscu, tuż obok jego wysokości.

Kąciki ust Artema zadrżały. Przez moment dziewczyna była pewna, że ten sędzia i kat w jednej osobie nie zgodzi się na jej pokojową propozycję. Najwyraźniej żądza krwi w potworze pozostawała nienasycona. Później na jego twarz wstąpił znajomy, znudzony wyraz twarzy.

— Widzisz? — zwrócił się do brata. — Ona jest wspaniała, nieprawdaż? Zamienicie się miejscami, skoro tego chce, ale nie na jednej kolacji. Niech siedzi obok mnie tak długo, jak będziesz bawić na południu.

Jego stwierdzenie zostało w głowie księżniczki jeszcze przez wiele godzin. Nie tylko nie uważała się za wspaniałą, ale również nie miała pojęcia czy powiedział to szczerze. Podejrzewała, że chciał raczej jeszcze bardziej zdenerwować swojego doradcę, jednak nie rozumiała dlaczego.

— Tak — przyznał przez zaciśnięte zęby Kaj — Będzie, jak sobie zażyczysz.

— Właśnie.

Imperator na powrót usiadł na swoim miejscu, a Aila skorzystała z tej sposobności, by uciec od niego na swój stołek w kącie. Zarządca imperium z kolei skłonił się nisko przed swoim władcą.

— Za pozwoleniem, lepiej przygotuję się do następnego posiedzenia — oświadczył szorstko, na co Artem ze wzruszeniem ramion odrzekł:

— Oby, bracie. Oby.

Nim dziewczyna się spostrzegła, ostatni z członków Rady Nieustającej opuścił Małą Salę, trzaskając drzwiami. Z jednej strony rozumiała ich złość. Takie upokorzenie, jakie ich spotkało, mogło nadwyrężyć ich dobre imię w oczach pozostałych obserwatorów obrad. Z drugiej strony nie sposób odmówić racji Artemowi. Władcy powinny służyć najwspanialsze umysły w państwie, umiejące radzić nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Przez następnych kilka godzin upadła księżniczka przysłuchiwała się urzędnikom, którzy przedstawiali sytuację na nowych i starych ziemiach imperium. Ich sprawozdania potwierdziły to, co dotychczas dochodziło do niej jedynie w postaci skrawków zasłyszanych rozmów i własnych obserwacji. Wojna wcale nie przyniosła spodziewanych zysków, ale również zniszczyła wszystko to, co sąsiednie państwa wzajemnie wypracowały.

Tym bardziej Aila poczuła się rozczarowana bierną postawą Artema, który jedynie przysłuchiwał się wnoszonym skargom. Czasami tylko dopytywał o rejony, z jakich przybywali urzędnicy. Nie wyszedł jednak z żadnym własnym pomysłem ani rozwiązaniem. Pozwalał ludziom głodować, zarówno tym walczącym w jego barwach, tym, stającym naprzeciw niemu, jak i tym, którzy nie chcieli się mieszać w żaden konflikt.





http://katalogowo.blogspot.com/p/oferta-katalogowo.html
(szczegóły akcji dostępne po kliknięciu w button reklamowy)




3 komentarze:

  1. No kurcze. Jak widać, wciąż nie do końca panuję nad HTMLem (ale bardzo się staram!). Sukcesem jest jednak odpowiednia czcionka i akapity. Przerwy były trzy razy większe, więc ich zmniejszenie jako tako też jest dziś na plus. Chyba robię jakieś postępy...
    Poza tym jeszcze raz autorce rozdziału gratuluję wygranej w ankiecie! Tekst jest bardzo dobry, w pełni zasłużył na zwycięstwo. :)
    No i nawet nie musiałam wysyłać powiadomienia o wynikach ankiety, a plik już miałam na mailu! Jestem pod wrażeniem, bardzo dziękuję za tak szybki odzew.
    Pozdrawiam serdecznie i do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że po prostu tekst, który Ci wysłałam był sformatowany i przed wrzuceniem go na bloggera trzeba było go wcześniej wyczyścić ze wszelkiego formatowania i stąd te problemy z css-em.

      A tak jakoś się złożyło, że jakoś w okolicach ogłoszenia wyników odwiedziłam katalogowo, a o przesłaniu tekstu napisała też Lena =D Teraz po raz kolejny w panice sprawdzam, czy nie wysłałam tekstu z jakimś błędem, bo wiadomo - wysłać rozdział z błędami to trochę wiocha =D

      Cieszę się, że Tobie tekst się podoba. Zapraszam do przeczytania reszty z tej serii i zostawienia opinii (a jeśli wypatrzysz, to daj znać o jakiś błędach, bo ja już powoli staję się na nie ślepa).

      Usuń
    2. To całkiem prawdopodobne, bo jak weszłam w formę HTML, w pierwszej kolejności musiałam przebrnąć przez masę nieznanego mi kodu. Z drugiej strony nauczona przykrymi doświadczeniami trochę bałam się czyścić formatowanie. No nic, będę kombinować.

      Jakbyś coś gdzieś znalazła, to pisz śmiało, szybciutko poprawię i nawet słowem nie wspomnę, przysięgam!

      A jeśli chodzi o bliższe poznanie reszty tekstu, to gdy tylko będę miała chwilkę, na pewno przeczytam całość i skomentuję. Przypuszczam jednak, że póki co zostanę cichym obserwatorem (a jak już wspomniałam w poście na Facebooku — obserwuję!), bo deadline goni deadline. Ale obiecuję, że skomentuję. Mam nawet pewien ambitny plan, ale na realizację obie musimy trochę poczekać.

      Trzymam kciuki za kolejne rozdziały!

      Usuń

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.