5 listopada 2017

Rozdział miesiąca – wrzesień

http://ibleedingout.blogspot.com/2017/08/rozdzia-dziewietnasty.html
Adna
Fantastyka / Fantasy

Kornel uniósł na moment oczy ku niebu, ale po chwili znów przeniósł spojrzenie na stronę książki, którą właśnie usiłował czytać. Po kilku nieudanych próbach zrozumienia zapisanych słów w końcu zrezygnował i z cichym westchnieniem odłożył lekturę na bok. Wstał z ławki tylko po to, żeby przesunąć się kilka kroków do przodu i oprzeć się o drewnianą balustradę.
Wbił wzrok w puszczę i przyglądał się jelonkowi, jak tamten przechadzał się między drzewami. Bez zastanowienia zagłębił się w umysł zwierzęcia. Ostrożnie lawirował między obrazami, a gdy zobaczył siebie na ganku, na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Mimo że jelonek wiedział, iż obserwuje go drapieżca, nie bał się; uznawał za przyjaciela, opiekuna, przywódcę.
Mężczyzna przymknął powieki i wciągnął głęboko do płuc nocny zapach puszczy. Jak na zawołanie przed jego oczami pojawiły się obrazy z dawnych, niemal zapomnianych czasów. Gdzieś wewnątrz siebie poczuł, jak tęsknota budziła się do życia. Mimo że cenił swoją samotność, a przede wszystkim niezależność, to brakowało mu rodzeństwa. Tym bardziej ucieszył się, że w końcu zobaczy Victorię, a nawet Andreasa.
Uniósł powieki, uśmiechając się przy tym szeroko i z niedowierzaniem kręcąc głową. Widział naprawdę wiele, ale jeszcze nikt nie odważył się uciec przed Sądem – ona była pierwsza. Doskonale zdawał sobie sprawę dlaczego to zrobiła i w sumie żałował, że Lucio jej nie dopilnował. Chciał ją zobaczyć, osobiście sprawdzić jak sobie poradziła, choć szczerze wątpił, że ona by go poznała.
Wyprostował się, odrywając łokcie od barierki. Zmarszczył brwi, gdy poczuł wewnątrz siebie dziwny niepokój, którego źródła nie potrafił ustalić. Bezwiednie uniósł dłoń i zaczesał włosy do tyłu. Wzdrygnął się, gdy po jego plecach przebiegł zimny dreszcz. Wytężył zmysły, ale zdawało się, że nikt prócz zwierząt nie przebywał w pobliżu.
W jednej chwili napięcie ustąpiło, a on znów poczuł się spokojny i opanowany. Jeszcze raz zmysłami przeczesał najbliższą okolicę. Westchnął cicho na własne przewrażliwienie. Zgarnął książkę z ławki, a gdy już miał wejść do domu, znów po jego kręgosłupie przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a mięśnie napięły się boleśnie.
Wampir odrzucił książkę i zszedł po drewnianych schodkach. Powoli zmierzał w stronę drzew, przyglądając się wszystkiemu dookoła, a gdy przekroczył granice lasu, przymknął oczy. Przez chwilę napawał się bliskością natury – jej spokojem i wolnością; jej radością i oddaniem. Wyciągając dłonie na boki, przesuwał palcami po korze drzew, liściach paproci, wchłaniając zapach roślin i zwierząt głęboko w płuca.
W myślach rzucił wezwanie, na które natychmiast odpowiedział jelonek. Jego bracia widziały postać ludzką zmierzająca na północ, ale stracili ją z oczu jakiś czas temu. Lis, który również ją wyczuł, nie potrafił określić czym była owa istota – poniekąd jej zapach przypominał wampira, ale i człowieka.
Mężczyzna przeanalizował otrzymane informacje, ale pierwszy raz w swym długim życiu słyszał o kimś takim. Pół-wampir nie istniał, z pół-człowiekiem też się nie spotkał, więc tym bardziej chciał sprawdzić, kto błąkał się po jego puszczy.
Poderwał głowę, gdy gdzieś w oddali zahuczała sowa, a w kolejnej sekundzie zagłębił się w jej umysł. Tajemnicza istota siedziała pod drzewem i nerwowo reagowała na każdy najcichszy dźwięk.
Wampir z nadludzką prędkością przedostał się w pobliże, jak się okazało, kobiety. Zatrzymał się kilka metrów od niej, ale nie udało mu się zachować swojej obecności w tajemnicy.
– Kto tu jest? – wyszeptała nieznajoma, podnosząc się do pionu. Bezbłędnie odnalazła wzrokiem miejsce, w którym stał, choć przysłaniały go krzewy. – Pokaż się. No już!
– Spokojnie. – Kornel wyszedł powoli z ukrycia z uniesionymi rękoma. – Nie skrzywdzę cię.
– Proszę – wyszeptała drżącym głosem. – Nie podchodź.
Wampir zmarszczył czoło, ale nie posłuchał prośby. Zatrzymał się dopiero na wyciągnięcie ręki przed kobietą, która przylgnęła plecami do chropowatej kory drzewa. Przekrzywił delikatnie głowę i, przymykając powieki, wciągnął w nozdrza jej zapach.
– Kim jesteś? – Otworzył oczy i wpatrywał się uparcie w jej twarz, a gdy nie odpowiedziała, pochylił się w jej stronę. – Mogę sam się dowiedzieć, ale nie mam w zwyczaju zaglądania w czyjeś myśli bez wyraźnej potrzeby.
– Ty... pachniesz jak on. – Jej głos nadal był zaledwie szeptem, w którym trudno było rozróżnić słowa, ale jednak wampir zrozumiał każde.
– Jak kto? – Przyglądał się jej z namysłem, gdy próbowała zebrać myśli. – Ten kto ci to zrobił?
– On mi pomógł.
– Przemienił i porzucił, to nie jest pomoc.
– On mi pomógł – powtórzyła uparcie. Ściągnęła brwi, a z jej gardła wydobył się cichy pomruk.
Kornel nawet nie drgnął, gdy kobieta rzuciła się na niego. Złapał ją za nadgarstki i, wykręcając ręce do tyłu, unieruchomił. Jęknęła cicho, ale nie wyrywała się, a napięcie, które wisiało w powietrzu wyparowało. Oparła się całym ciałem o mężczyznę i uniosła głowę, wpatrując się w jego oczy.
– Dobrze... – wyszeptał i poluźnił uchwyt, nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. – Bardzo dobrze...
Pochylił się nad nią jeszcze mocniej i z zaskoczeniem odkrył, że ona aż wspinała się na palce, aby się do niego zbliżyć. Uniósł dłoń i opuszkami przeciągnął po jej policzku, aż zatrzymał się przy ustach. Delikatnie odchylił górną wargę kciukiem i uśmiechnął się na widok kłów.
Gdy puścił wolno nadgarstki młodej wampirzycy, nawet nie drgnęła. Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w jego oczy, jakby były jedyną prawdziwą rzeczą na całym świecie. Zamrugała nieco zawstydzona, po czym przełknęła głośno ślinę i odsunęła się o kilka centymetrów.
– On mi naprawdę pomógł.
– Kto taki? – zapytał łagodnym tonem.
– Powiedział, że ma na imię Andreas.
Wampir wyprostował się gwałtownie. Przez dłuższą chwilę przyglądał się kobiecie, oceniając czy byłaby zdolna do kłamstwa. Potrząsnął głową w zaprzeczeniu, a powietrze znów stało się naelektryzowane od zbyt intensywnych emocji.
– Idiota – mruknął pod nosem i rozejrzał się dookoła.
– Znasz go? – W głosie kobiety pobrzmiewała wyraźna nadzieja.
– Oczywiście. – Kornel wzruszył ramionami, a na jego ustach pojawił się krzywy uśmieszek. – Andreas, to mój brat. I zawsze był bezmyślnym idiotą. Złamał właśnie jedno z praw, które sam ustalił.
– Nie rozumiem...
– A niby jak masz rozumieć, skoro cię przemienił i zostawił bez wsparcia, tłumaczenia czegokolwiek, a przede wszystkim bez opieki. – Z ust wampira wydobyło się przeciągłe westchnienie. – Czym starszy tym głupszy.
– Ale on mnie nie przemienił.
Tym jednym zdaniem sprawiła, że mężczyzna znieruchomiał i po prostu się na nią gapił. Zmierzył jej sylwetkę od góry do dołu, a na jego czole pojawiła się poprzeczna zmarszczka. Postąpił krok do przodu, a ona zadrżała, co zignorował. Chwycił za jej ręce i dokładnie obejrzał. Sprawdzał każdą bladą bliznę, każdy ślad po wkłuciu.
– Skąd to masz? – W jego głosie pobrzmiewało rozdrażnienie, przez co Amelia wciągnęła głośno powietrze i chciała się odsunąć, ale nie pozwolił jej na to. Spojrzał jej twardo w oczy i powtórzył pytanie, tym razem lżejszym tonem. – Skąd to masz?
– Oni mi to zrobili – wyjąkała, pociągając nosem. – Porwali, a później przemienili w potwora...
– Bzdura. – Kornel przekrzywił delikatnie głowę i pogładził ją po policzku, sprawiając, że się uspokoiła. – Mnie możesz nazywać potworem, ale ty zdecydowanie nim nie jesteś.
– Piłam ludzką krew – wyszeptała, krzywiąc się.
– Zabiłaś? – Gdy Amelia pokręciła przecząco głową, on się uśmiechnął. – A ja zabijałem wielokrotnie.
O dziwo kobieta na wyznanie Kornela nie zareagowała ani krzykiem, ani płaczem. Wysunęła ręce z jego uścisku i odsunęła się o kilka kroków.
– Powinno mnie to przerażać. – Westchnęła ciężko. – Ty powinieneś mnie przerażać. Dlaczego tego nie czuję?
– Nie mam zamiaru cię skrzywdzić.
– Wiem. – Potrząsnęła energicznie głową, po czym popatrzyła na niego uważnie. – Wiem również, że jeśli ktoś by spróbował, to by stracił życie z twojej ręki.
– A to ciekawe... – Wampir zamyślił się, bo miała rację. Zabiłby, gdyby ktoś spróbował ją zranić. Ponownie skupił wzrok na kobiecie przed sobą i wyciągnął w jej kierunku dłoń. – Kornel von Ister. Myślę, że to odpowiedni moment, abyśmy przenieśli się do mojego domu i tam dokończyli rozmowę.
– Amelia Staszewska. – Ostrożnie ujęła rękę mężczyzny. – Muszę odnaleźć Lucia. Andreas powiedział...
– Mój brat zawsze dużo mówił – przerwał jej i, nie puszczając dłoni, ruszył w kierunku, z którego przyszedł. – Poza tym Lucio musi uporządkować kilka spraw i mógłby nie mieć dla ciebie wystarczającej ilości czasu. Ale jeśli chcesz, to możesz zostać u mnie. Przynajmniej dopóki nie oswoisz się z tym, kim teraz jesteś. – Spojrzał na wampirzycę przez ramię, posyłając jej ciepły uśmiech. – Będzie mi bardzo miło.
Nie odpowiedziała, nie przytaknęła ani też nie zaprzeczyła, co Kornel odebrał za dobry znak. Szedł powoli przez las, a Amelia kroczyła tuż za nim, zaciskając palce na jego dłoni, co mu się nawet podobało. Ufała mu, choć nie potrafił zrozumieć dlaczego, ale sama świadomość, że akurat ona nie odczuwała wobec niego strachu, przynosiła ze sobą zadowolenie.
Po kilkuminutowej wędrówce wyszli spomiędzy drzew, a im oczom ukazała się niewielkich rozmiarów drewniana chatka.
– Tutaj mieszkasz? – Amelia rozejrzała się dookoła, a w jej głosie usłyszał nutkę zaskoczenia.
– Wiem, że to nie willa, ale...
– Nie to miałam na myśli – zaprzeczyła nim zdążył dokończyć. – Sama mieszkam... mieszkałam w miniaturowej kawalerce. Ale tu wszędzie są drzewa.
– Jesteśmy w środku puszczy. – Uśmiechnął się i otworzył drzwi, puszczając ją przodem. – Cenię swoją prywatność.
– Och... – Zawahała się przed wejściem do środka, a wtedy Kornel pokręcił z rozbawieniem głową.
– Ty jesteś mile widzianym gościem. – Popchnął ją delikatnie, a wtedy dopiero przekroczyła próg. – Sam w końcu zaproponowałem tobie pobyt. Tędy.
Amelia ruszyła w stronę drzwi, które wskazał mężczyzna, a gdy zobaczyła schody prowadzące w dół, jej serce znacznie przyspieszyło.
– Mam tam zejść? – zapytała niemal szeptem, opierając obie dłonie o futrynę.
– Mogę iść pierwszy. – Kornel popatrzył w ciemność, która kryła się na dole, po czym przeniósł spojrzenie na kobietę. – Nie znajdziesz tam ani lochów, ani piwnicy, tylko zwykły pokój. No może kilka pokoi.
Ponownie uśmiechnął się do niej, a ona robiąc głęboki wdech, postawiła bosą stopę na pierwszym stopniu. Schodziła powoli, asekurując się ścian i co rusz oglądając się przez ramię, chcąc sprawdzić, czy wampir przypadkiem nie zniknął. On natomiast jej nie popędzał ani też nie wykazywał zniecierpliwienia. Przyglądał się jej tylko z zainteresowaniem i starał się zrozumieć, co było w niej takiego, że łaknął jej obecności.
Wampirzyca zatrzymała się gwałtownie, gdy znalazła się w progu pokoju. Wstrzymała oddech, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu, a Kornel włączył światło, choć oboje widzieli doskonale w ciemnościach.
– Przecież to jakiś apartament. – Amelia przesunęła się niepewnie do przodu.
– Nie przesadzajmy. – Mężczyzna wzruszył ramionami i stanął obok młodej wampirzycy. – Proponuję, żebyś doprowadziła się do porządku. Chyba że wolisz najpierw się pożywić.
– Jadłam wczoraj. – Zacisnęła usta, aż stały się bladą linią, a jej całe ciało zesztywniało.
– Przywykniesz do picia krwi. – Zaplótł ręce na piersi i przyjrzał się jej z namysłem. – Pożywianie się na ludziach, szczególnie na początku, może wydawać się czymś niedopuszczalnym, obrzydliwym, ale z czasem staje się zupełnie naturalne. Chociaż możesz pić krew z woreczków. Oczywiście też jest ludzka, ale oni oddają ją dobrowolnie.
– Ale jak? – Oczy Amelii rozszerzyły się w zdziwieniu, a do Kornela dotarło w jakim kierunku zmierzały jej myśli.
– Nic z tych rzeczy. Po prostu kupujemy je z placówek krwiodawstwa. Nie każda nadaje się do transfuzji, a dla nas to w sumie bez znaczenia. Ubrania Victorii powinny na ciebie pasować – mruknął pod nosem i oddalił się w kierunku jednych z drzwi. Gdy wrócił z ubraniami, podał je kobiecie. – Proszę.
– Kim jest Victoria? – Amelia z dozą ostrożności przyjęła rzeczy, a gdy podniosła wzrok na Kornela, uśmiechnęła się zmieszana. – Mogłaby nie być zadowolona.
– Raczej miała by pretensję, że dałem ci to, a nie jakieś ładniejsze. Chodź, tu jest łazienka. – Mężczyzna przeszedł przez pokój, a wampirzyca posłusznie poszła za nim. – A Victoria, to moja siostra. Odwiedza mnie raz na jakieś pięćdziesiąt lat i wtedy zostaje na dłużej.
– Och, rozumiem. – Na policzki kobiety wypłynął delikatny rumieniec, co zastanowiło Kornela w równym stopniu jak to, że odczuwał nieodpartą chęć opiekowania się nią. – Mówiłeś, że nie muszę pić krwi z ludzi, tak?
Wampir przez chwilę nie odpowiadał, tylko wpatrywał się w jakiś bliżej nieokreślony punkt na ścianie, analizując własne odczucia wobec Amelii. Istniało wytłumaczenie na jego stan, ale uważał je za niemożliwe. Spodziewał się, że jeśli spotka swoją partnerkę na wieczne życie, to po prostu będzie o tym wiedział, a w przypadku tej wampirzycy czuł tylko dziwne podekscytowanie. Albo aż.
Zamrugał lekko oszołomiony i skupił wzrok na kobiecie.
– Nie do końca. – Rozejrzał się po pomieszczeniu. Z szafy nieopodal umywalki wyciągnął ręcznik. – Porozmawiamy jak skończysz. Poradzisz sobie?
Amelia bezwiednie skinęła głową, a wampir uśmiechnął się lekko i opuścił pomieszczenie, choć zrobił to niechętnie. Gdy zamknął za sobą drzwi, poczuł się osamotniony. Chciał wrócić do łazienki i, nie zważając na to, że mógłby ją wystraszyć, wbić kły w jej szyję, które na samą myśl zapulsowały boleśnie. Tylko dzięki silnej woli, usiadł na pokaźnych rozmiarów narożniku, a nie posłuchał instynktu.
Splótł palce dłoni przed sobą i nasłuchiwał. W momencie, gdy do jego uszu dobiegł cichy szelest świadczący o zsunięciu się materiału z ciała, przymknął powieki, a z jego ust wydobyło się westchnienie. Słyszał każdy krok kobiety, szum wody, otwieranie szamponu, a nawet to, gdy dłonią przesuwała po swojej skórze. Z trudem powstrzymywał się, żeby nie zagłębić się w jej myśli i zaledwie w kilka sekund dowiedzieć się o niej wszystkiego.
Oprzytomniał dopiero, gdy kobieta wyszła z łazienki i stanęła kilka kroków przed nim. Automatycznie wstał, przez co znów nad nią górował.
– Nawet nie sądziłam, że prysznic może aż tak poprawić samopoczucie. – Uśmiechnęła się szeroko. – Gdzie mogę to wyrzucić?
Kornel przeniósł wzrok na tkaninę w dłoni Amelii. Bez większego namysłu chwycił materiał i w zaledwie kilka sekund wyrzucił go do kosza w pomieszczeniu, które pełniło funkcję magazynową, po czym znalazł się z powrotem w salonie.
– Przepraszam. – Cofnął się o krok, gdy kobieta pisnęła wystraszona nagłym pojawieniem się wampira.
– Nie... – odpowiedziała cicho, przyciskając dłoń w miejscu, gdzie biło jej serce. – Nie przepraszaj, po prostu nie przywykłam. Wiem, że możesz... możemy poruszać się znacznie szybciej, ale to i tak zaskakujące.
– Jak wiele rzeczy w naszym świecie. – Uśmiechnął się do niej zachęcająco, gdy rozglądała się po pomieszczeniu.
– Yhm... – Skinęła głową i przesunęła się w stronę fotografii przedstawiającej zachodzące słońce w górach, które zajmowało sporo miejsca na ścianie. – W pierwszej chwili myślałam, że mi głowa pęknie. Za dużo bodźców na raz. Ale teraz udaje mi się zapanować nad zmysłami, a świat wydaje się piękniejszy niż kiedykolwiek. Choć chwilami mam nadzieję, że to tylko senny koszmar.
– Na początku każdemu z nas było ciężko. Masz prawo czuć się zagubiona. – Kornel wsadził ręce do kieszeni i obserwował twarz Amelii, gdy podeszła do innego zdjęcia, na którym widniało pole maków nocą.
– Zagubiona – powtórzyła cicho, po czym spojrzała na wampira przez ramię. – Uważałam, że wampiry, to tylko bajki, a teraz sama nim jestem i muszę pić krew, aby przeżyć. Ale skoro jest inna opcja niż ludzie, to chciałabym ją poznać.
– Jest, ale jeśli masz wybór, to sugerowałbym jednak pozostać przy ludziach.
– Dlaczego? – Amelia zmarszczyła brwi, wyczekując odpowiedzi.
– Krew jest pożywniejsza. – Kornel wzruszył lekko ramionami. – Możesz pić wtedy rzadziej i mniej. Ta z woreczków traci wartości odżywcze. Tak dla porównania, podczas polowania wypijesz pół litra i starczy ci to nawet na kilka dni, a w przypadku pakowanej, to jakiś litr i to codziennie.
– To ma sens – mruknęła pod nosem z konsternacją wypisaną na twarzy. – A...
– Teraz moja kolej – przerwał jej. – Kto cię przemienił, skoro nie Andreas.
– Nie wiem. – Pokręciła głową. – Wracałam z pracy, gdy ktoś mnie zaatakował i wepchnął do bagażnika. Ostatecznie znalazłam się w jakiejś placówce eksperymentalnej. Wstrzykiwali mi wampirzą krew. Strasznie bolało, jakbym w żyłach miała ogień.
– Tak objawia się przemiana.
– Skoro tak mówisz. – Uśmiechnęła się blado, ale Kornel nie odwzajemnił jej uśmiechu. Stał prosto z nieruchomym spojrzeniem i dłońmi zaciśniętymi w pięści, nadal ukrytymi w kieszeniach spodni. – Później czułam już tylko pragnienie. Jedyne czego chciałam, to krew ludzi, którzy do mnie przychodzili. Nazywali mnie hybrydą, w dodatku jedyną, która przeżyła.
– Więc Andreas cię uwolnił?
– On też tam był. Podawali mi jego krew.
– I niby pozwolił, żeby dopadła go jakaś zgraja pseudonaukowców? – Kornel prychnął, a Amelia poczerwieniała na twarzy.
– Nie wiem, to twój brat – wycedziła przez zaciśnięte zęby, a napięcie wiszące w powietrzu stało się jeszcze bardziej wyraźne.
– Nie chciałem cię zdenerwować, po prostu wydaje mi się to dość dziwne. Chyba że... – zamilkł w połowie myśli i przyjrzał się Amelii uważnie.
– Chyba że, co?
– Piłaś jego krew? – Zmrużył oczy, a wewnątrz siebie poczuł niepokój, a może nawet złość na brata, że w ogóle ośmielił się zbliżyć do tej kobiety.
– Tak, ale jakie ma to znaczenie?
– Jak smakowała? Co wtedy czułaś?
– Normalnie. – Wpatrywała się w niego zdezorientowana.
– Powiedz mi dokładnie, co czułaś, gdy piłaś jego krew, proszę. – Głos mężczyzny mimo że był opanowany, to Amelia mimowolnie się wzdrygnęła.
– Nie wiem... – Odsunęła się o kilka kroków, jakby chcąc zwiększyć dystans między nimi. – Mogłam myśleć, odzyskałam siły, poczułam się normalnie.
– Czyli jego krew nie wydała ci się jakaś specjalna?
– Powiesz w końcu dokąd prowadzą te pytania?
– Jeśli byłabyś partnerką Andreasa, to miałbym wyjaśnienie tego, co on tam robił. – Westchnął ciężko, ale i z ulgą. – Ale najwidoczniej nią nie jesteś.
– Partnerką? – zapytała w oszołomieniu, nie spuszczając wzroku z twarzy mężczyzny. – Przecież ja go wcześniej nawet nie znałam. Widziałam go raz przez szybę, a później drugi, gdy po mnie przyszedł.
– Nas nie obowiązują ludzkie zasady co do związków. Wampir wiąże się na wieczność i tylko jeden partner jest mu pisany. Dla nas nie mają znaczenia ani śluby, ani rozwody, spotkania, żeby móc się poznać, długość znajomości. Partnerzy dla przypieczętowania związku wymieniają się krwią. Takiej więzi nie można już zerwać. – Kornel uśmiechnął się lekko. – Wszystko inne przestaje mieć znaczenie, gdy spotka się swojego partnera, przynajmniej tak mawiają ci, którzy już tego doświadczyli. Wyczuwa się wzajemne emocje i nastroje, jakby były naszymi własnymi. Ponoć nawet krew smakuje szczęściem.
– I myślałeś, że jestem partnerką dla Andreasa? – Zaśmiała się nieco nerwowo, po czym przygryzła dolną wargę.
– Brałem taką opcję pod uwagę – odpowiedział cicho, skupiając wzrok na szkarłatnej kropli, która pojawiła się na ustach Amelii pod wpływem nacisku jej kła.
Mężczyzna przełknął głośno ślinę, a jego serce niemal zamarło. W czasie zaledwie ułamka sekundy znalazła się tak blisko kobiety, że czuł ciepło jej ciała nawet przez ubranie. Uniósł dłoń do jej twarzy, a ona wstrzymała oddech, ale w tamtej chwili nie potrafił określić dlaczego to zrobiła, bo odczuwał zbyt wiele emocji na raz, mimo to starał się zrozumieć to, co się właśnie między nimi działo.
Delikatnie ujął podbródek kobiety i ostrożnie uniósł ku górze. Przez kilka sekund wpatrywał się w jej oczy, po czym pochylił się, składając lekki pocałunek na jej ustach. Koniuszkiem języka zlizał perlącą się kroplę krwi, a przez jego ciało przetoczył się przyjemny dreszcz.
Gdy oderwał się od jej warg, ona cicho westchnęła. Uniosła powieki, a na jej policzkach pojawiły się urocze rumieńce.
– Ja nigdy nie... – Odchrząknęła, chcąc zapanować nad własnym głosem. – Jesteś mi zupełnie obcy. Poznałam cię zaledwie chwilę temu.
– To nie ma znaczenia – wyszeptał, wodząc palcami po jej twarzy. – Czujesz to samo, prawda? Wiesz, że należysz do mnie, a ja do ciebie.
– Ale... – Mimo że pokręciła w zaprzeczeniu głową, to nie odsunęła się od niego nawet o milimetr. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej, jakby chciała go odepchnąć, ale jednak tego nie zrobiła. – Przecież, to niemożliwe.
– Wręcz przeciwnie. – Musnął ustami miejsce, z którego zlizał kropelkę krwi. – Twoja krew smakuje bezkresnymi morzami, wysokimi górami, gęstymi lasami i łąkami pełnymi kolorowych kwiatów.
– Tak smakuje twoje szczęście? – zapytała cicho, przymykając powieki.
– Nie. – Zaśmiał się prosto w jej usta. – Ty jesteś moim szczęściem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.