24 września 2017

Poprzez dotyk, Adna








Poprzez dotyk

Adna

 

Zmarszczyłam brwi, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Może pora nie była zbyt późna, ale nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek, więc postanowiłam zignorować tego kogoś.
Usiadłam wygodniej w moim ulubionym fotelu i zerwałam wieczko z jogurtu. Zamieszałam w nim łyżeczką, a gdy kolejne pukanie rozbrzmiało, wsadziłam ją do ust. Niestety intruz nie dawał za wygraną i dobijał się do moich drzwi coraz natarczywiej.
– Pani Charlotto, wiem, że jest pani w domu. – Zmrużyłam oczy, starając sobie przypomnieć, skąd znałam ten męski głos. – Proszę otworzyć, chcę tylko porozmawiać.
Westchnęłam ciężko i odłożyłam jogurt na stolik. Wstałam, chcąc tylko sprawdzić, kim był mężczyzna sterczący na korytarzu. Przecież znałam ten głos!
Zatrzymałam się przed drzwiami, a dłonią pacnęłam się w czoło. Przez moje ciało przetoczyła się niekontrolowana fala złości. Oczywiście! Detektyw z Brighthide!
– Mówiłam, że się tym nie zajmę! – warknęłam na niego, ledwie otwierając. – Co pan sobie wyobrażał? To jest nękanie!
Zamilkłam. Błądziłam wzrokiem między mężczyzną, a parą stojącą za nim. Zamrugałam kilkukrotnie i czułam, jak robiłam się czerwona na twarzy. I nie, zdecydowanie się nie zawstydziłam, wręcz przeciwnie – byłam pewna siebie i wściekła. Gdybym aż tak nie obawiała się dotyku, to bym go spoliczkowała.
– Tu chodzi o nasze dziecko. – Kobieta wpatrywała się we mnie niemal błagalnie, ale to już dawno przestało robić na mnie jakiekolwiek wrażenie.
– I jeszcze oni. – Wskazałam głową na małżeństwo. – Sądzi pan, że ich obecność coś zmieni? Że są pierwsi, którzy będą błagać, prosić, grozić? Nie, nie jesteście pierwsi i nie ostatni. – Popatrzyłam w oczy blondynki. – Nie pomogę wam. Odejdźcie.
– Proszę nas chociaż wysłuchać. – Tym razem odezwał się mąż, ale w jego głosie aż zbyt wyraźnie wyczuwałam napięcie. Wiedziałam, że jeśli się nie zgodzę, to rozpęta się awantura. Westchnęłam ciężko i, odsuwając się, wpuściłam ich do mieszkania.
– Nie powiecie nic, co zmieni moją decyzję. – Zamknęłam drzwi, po czym wskazałam im kanapę pośrodku pomieszczenia, a sama zajęłam miejsce na fotelu i posłałam Benettowi dość wymowne spojrzenie. – Znam sprawę. Dostałam akta, choć wcale ich nie chciałam. Przeczytałam wszystko i powtarzam, nie zajmę się tym.
– A jeśli chodziłoby o pani dziecko? O jego życie? – W oczach blondynki pojawiły się łzy, a na moich ustach ironiczny uśmiech.
– Ale nie chodzi. Nie będę mieć dzieci, męża, rodziny. Od lat mieszkam sama i umrę sama, więc branie mnie pod włos, nie jest dobrym pomysłem. Nie wiem, czego naobiecywał wam pan detektyw, ale kłamał. Czym prędzej to do was dotrze, tym lepiej.
– Ona ma tylko pięć lat. – Kobieta wyciągnęła zdjęcie, na którym widniała uśmiechnięta dziewczynka w zielonej sukience w grochy. Po chwili z torebki wygrzebała również materiał, który okazał się bluzką od piżamy. – To jest ostatnia rzecz, jaką miała na sobie przed porwaniem. Błagam.
– Przecież to panią nic nie kosztuje. – Mężczyzna chwycił mnie za nadgarstek, a przed moimi oczami przeleciało mnóstwo obrazów przyprawiających o zawroty głowy.
– Nie dotykaj mnie – syknęłam przez zaciśnięte zęby, wyszarpując rękę. – Nigdy.
Wstałam zbyt gwałtownie, przez co zachwiałam się niebezpiecznie. Detektyw w mgnieniu oka znalazł się tuż obok mnie, ale wystarczyło jedno wściekłe spojrzenie, żeby wycofał się z uniesionymi rękoma.
– Chciałem tylko pomóc.
– Nie potrzebuję pomocy – wyrzuciłam z siebie, maszerując do łazienki.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi, po czym oparłam się o nie plecami. Na moim czole zbierały się kropelki potu, choć temperatura mojego ciała spadła o kilka stopni. Zrobiłam parę głębokich wdechów, które w teorii miały pomóc. Stanęłam przy zlewie i przez chwilę gapiłam się na lustro, z którego spoglądało na mnie moje blade odbicie. Odkręcając kurek z zimną wodą, pochyliłam się, aby obmyć twarz.
Wciąż widziałam mężczyznę, który nocami płakał w tajemnicy przed żoną, na posterunku rozpętywał karczemne awantury i obwiniał się za zniknięcie córeczki, bo spóźnił się, żeby odebrać ją z przedszkola. Przetarłam dłonią czoło, jednocześnie kręcąc głową.
Chciałam tylko spokoju... Ale chyba życzyłam sobie za wiele.
Wychodząc z łazienki, spięłam ciaśniej włosy. Sama nie wierzyłam, że się na to zdecydowałam, bo wiedziałam, że skoro zacznę, to nie będę potrafiła zostawić tej sprawy niedokończonej. Zbyt dobrze znałam siebie i swoje odruchy, choć starałam się robić wszystko zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, ale na ogół sumienie i tak zwyciężało – niestety.
– Wszystko w porządku? – Detektyw zmierzył mnie od góry do dołu, a ja kolejny raz miałam ochotę zdzielić go w twarz.
– Nic nie jest w porządku – rzuciłam z przekąsem i sięgnęłam po bluzkę, która wciąż leżała na moim stoliku tuż obok zdjęcia pięciolatki.
Ponownie usiadłam w fotelu, tylko tym razem po turecku. Przymknęłam powieki, a w dłoniach miętoliłam materiał. Wypuściłam powoli powietrze przez usta, moje serce się uspokoiło i pod powiekami zamigotał pierwszy obraz. Początkowo był niewyraźny, ale po chwili nabrał kolorów i kształtów. Przyglądałam się każdemu wspomnieniu bardzo dokładnie, nie chcąc przegapić jakiejś istotnej informacji. Wszystko do czego udało mi się dotrzeć, zdawało się nie mieć żadnej wartości dla sprawy. Nie zobaczyłam nikogo podejrzanego, żadnego dziwnego zachowania.
Otworzyłam oczy, jeszcze przez chwilę trzymając piżamę w rękach. Ostrożnie odłożyłam ją na stolik, po czym wstałam, żeby napić się wody. Przeszłam przez pomieszczenie w milczeniu, czując na plecach wyczekujące spojrzenia. Stanęłam przed kuchennym zlewem i podstawiłam pod kran szklankę. Jej zawartość wypiłam od razu, nie odrywając ust od skraju szkła.
– Wiesz gdzie jest nasza córeczka? – Spojrzałam przez ramię na kobietę, która zaciskała dłonie w pięści, aż pobielały jej knykcie.
– Nie – wyszeptałam, po czym odstawiłam szklankę. Westchnęłam cicho i wróciłam do części salonowej. Cała złość, którą czułam z powodu ich wizyty, została zastąpiona przez żal wymieszany ze smutkiem. – To tak nie działa. Poprzez dotyk widzę wspomnienia, jakbym oglądała film. Czasami zdarza mi się poczuć silniejsze emocje, ale to częściej w przypadku ciała, a nie rzeczy. Nie potrafię zaglądać w przyszłość, jedyne co mogłam zobaczyć, to wszystko to, co wydarzyło się do dnia, gdy miała piżamkę na sobie.
– Ale przecież... – Kobieta zaczerpnęła spazmatycznie powietrze, po czym pokręciła głową i popatrzyła na detektywa Benetta z wyrzutem. – Przecież mówiłeś, że ona będzie potrafiła nam pomóc.
– Bo potrafi, ale musiałaby jechać z nami. – Nasze spojrzenia się skrzyżowały, ale nie powiedział nic więcej, bo pokręciłam głową, zaciskając przy tym zęby.
– Nie pojadę. Przykro mi z powodu waszego dziecka, ale nie mogę pomóc. – Skierowałam się w stronę wyjścia, a moja ręka spoczęła na klamce. – Powinniście już iść.
Kobieta się rozpłakała i ukryła twarz w dłoniach. Mąż starał się ją pocieszać, ale z marnym skutkiem. Po dłuższej chwili oboje wstali z kanapy. Wychodząc z mojego mieszkania, nawet na mnie nie spojrzeli. Ale czego innego się spodziewałam? Byłam ich ostatnią nadzieją, która właśnie przepadła, a ich córka miała umrzeć.
Spotkała ich ogromna tragedia, nie zaprzeczałam temu, ale nie oni pierwsi przeżywali coś takiego, a ja miałam dość ludzkich nieszczęść, zresztą tak samo jak i swoich.
– Jeśli zmieni pani zdanie, zostawiłem wizytówkę. – Detektyw skinął mi głową, a już po chwili zamknęłam za nim drzwi i to na wszystkie zamki.
Podeszłam do stolika, chcąc sprzątnąć niedojedzony jogurt, bo odjęło mi apetyt, a to że burczało mi w brzuchu, postanowiłam zignorować. Podniosłam z blatu tekturkę, na której widniało nazwisko i kilka cyfr. Przyglądałam się połyskującym literom, a w moim wnętrzu rozpoczęła się walka między tym co powinnam, a tym co było dla mnie dobre. Poczułam delikatny ucisk w skroniach, przez co się skrzywiłam.
Schowałam wizytówkę do kieszeni i przeszłam do części sypialnianej, żeby opaść na łóżko. Zwinęłam się w kłębek z nadzieją, że sen przyjdzie szybko, a wyrzuty sumienia nie zdążą się we mnie obudzić – nic bardziej mylnego. Co rusz spoglądałam na elektroniczny budzik, aby się tylko przekonać, że czas upływał, a ja nadal nie spałam. Przekręcałam się z boku na bok, z pleców na brzuch i odwrotnie, i tak przez całą noc. Kolejna wyglądała podobnie, z tą różnicą, że spałam przez około godzinę, choć lepszym określeniem zdawało się być czuwałam, bo kiedy tylko mój umysł pogrążył się we śnie, widziałam pięciolatkę w zielonej sukience w grochy.
W końcu, gdy i następnej nocy nie zmrużyłam oka, a nie zwariowałam dzięki porządnej dawce kofeiny, włączyłam laptopa i sprawdziłam rozkład jazdy pociągów. Najwcześniejszy, który zatrzymywał się w Brighthide, odjeżdżał o czwartej czterdzieści siedem, a więc za niespełna dwie godziny.
Nie zastanawiałam się już nad tym czy dobrze postępowałam. Nie mogłam spać, a dopóki sprawa zaginionych dziewczynek pozostawała nierozwiązana, moje sumienie zamierzało mnie tym wciąż zadręczać.
Przez Internet kupiłam bilet, a także zamówiłam taksówkę, ale zanim zaczęłam się pakować, sięgnęłam po komórkę, która leżała wyciszona na nocnym stoliku. Przez chwilę wodziłam wzrokiem po mieszkaniu, aż zatrzymałam się na drzwiach do łazienki. Poszłam do niej, wyciągnąć z kosza na brudy dresowe spodnie. Gdy już udało mi się je odszukać, wygmerałam z kieszeni wizytówkę i, nie zważając na godzinę, wpisałam numer, po czym przesunęłam zieloną słuchawką po ekranie.
Benett, słucham. – Aż mnie zatkało, bo detektyw odebrał zaledwie po dwóch sygnałach i wcale nie brzmiał jak ktoś, kogo właśnie obudzono.
– Charlie Fossil. – Zrobiłam głęboki wdech. – Pomogę panu, tylko proszę nie oczekiwać cudów. One się nie zdarzają.
Przyjechać po panią? Byłbym za...
– Nie. Przyjadę pociągiem. – Przygryzłam policzek, milknąc na chwilę. – Jeśli mogę prosić, to niech ktoś odbierze mnie z dworca. Według rozkładu na miejscu powinnam być przed dziewiątą.
Oczywiście. – Benett zaklął cicho, a w kolejnej sekundzie usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. – Osobiście po panią przyjadę.
– Dobrze, to do widzenia.
Do zobaczenia.
Zakończyłam połączenie, ale jeszcze przez kilka długich sekund stałam w miejscu i wpatrywałam się w budynek, który widziałam przez okno. Wolną dłonią przeczesałam włosy i ponownie rozejrzałam się po mieszkaniu pogrążonym w półmroku. Ono od dawna stanowiło mój azyl. Tylko w nim czułam się tak naprawdę bezpieczna, a zamierzałam je opuścić i wejść do świata pełnego przemocy, gdzie na każdym kroku ktoś mógł odebrać mi życie – śmiało mogłam nazywać się idiotką.
Spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, wraz z wzięciem prysznica, zajęło mi prawie godzinę. Kilkukrotnie sprawdziłam, czy aby czegoś nie zapomniałam, a co mogło okazać się rzeczą niezbędną, ale wydawało się, że niepotrzebnie się nakręcałam.
Gdy dostałam smsa z powiadomieniem, że taksówka podjechała, ubrałam buty i płaszcz, a walizkę wytargałam na korytarz. Torbę z laptopem zarzuciłam na jedno ramię, a na drugim wylądowała torebka z dokumentami, komórką, portfelem i całym tym śmietnikiem, który znajdował się damskich torebkach. Sięgnęłam jeszcze po czarne, aksamitne rękawiczki, które zawsze leżały na szafce przy wyjściu. Naciągnęłam delikatny materiał na dłonie, a następnie zamknęłam drzwi na przysłowiowe cztery spusty.
Wyszłam przed budynek, a praktycznie przed samym wejściem czekał na mnie samochód. Taksówkarz, gdy mnie tylko zobaczył, wysiadł i skinął głową w geście powitania. Bez słowa wziął mój bagaż, a następnie wrzucił go do bagażnika. W czasie, gdy mężczyzna zajmował się walizką, wślizgnęłam się na tylną kanapę auta. Przygryzłam policzek, bo poczułam niepewność, a może nawet strach. Takie sprawy ciągnęły się miesiącami, a w tym konkretnym przypadku nie chodziło tylko o porwania, ale i znęcanie się, które kończyło się śmiercią dziecka. Nie pozbierałam się jeszcze po ostatnim razie, gdy pomagałam policji, a pchałam się w kolejne bagno, które niemal miałam pewność, że zniszczy kompletnie moją psychikę, a raczej to, co z niej zostało.
– Dokąd? – Taksówkarz spojrzał na mnie przez ramię.
– Dworzec zachodni – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od okien własnego mieszkania.
Gdy auto ruszyło, przymknęłam powieki i oparłam czoło o chłodną szybę. W głowie miałam mętlik, a mój zdrowy rozsądek wciąż starał się walczyć z sumieniem. Ile razy już sobie obiecałam, że wyprowadzę się na Alaskę albo do Australii? Milion? Tam przynajmniej nikt by mnie nie nachodził...
Otworzyłam oczy, a z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, bo na horyzoncie pojawił się budynek o żółtej barwie. Taksówkarz zatrzymał się na wprost wejścia i razem ze mną wysiadł. Wyciągnął mój bagaż, a ja w tym czasie odszukałam portfel.
– Dziękuję. – Podałam mężczyźnie kilka banknotów, i chwytając za rączkę walizki, ruszyłam w stronę wejścia.
– Przecież to za dużo – zawołał za mną, spoglądając z niedowierzaniem to na pieniądze, to na mnie, ale tylko się uśmiechnęłam i weszłam do budynku.
W poczekalni siedziały tylko dwie osoby, ale w sumie specjalnie mnie to nie zdziwiło, skoro godzina była bardzo wczesna. Spojrzałam na stary zegar, wiszący nad wejściem na perony. Do odjazdu zostało mi trzynaście minut, więc usiadłam na plastikowym krzesełku, a walizkę ustawiłam obok. Dłonie ukryłam w rękawach płaszcza, co stało się moim nawykiem już kilka długich lat temu. Nie lubiłam pytań odnoszących się do rękawiczek, a tym bardziej irytowało mnie tłumaczenie każdemu, dlaczego je nosiłam. Zimą czy jesienią ten problem słabł, a nawet zanikał, bo wszyscy ochraniali swoje dłonie przed zimnem, ale latem i wiosną stawałam się jakimś fenomenem.
Dźwięk nadjeżdżającego pociągu wyrwał mnie z zamyślenia i automatycznie podniosłam się z miejsca. Przeszłam pod zegarem, a powiew spowodowany pędem maszyny, rozwiał moje włosy we wszystkie możliwe strony. Odgarnęłam kosmyki z twarzy i czekałam, aż drzwi się otworzą.
Po kilku minutach siedziałam już w przedziale i nerwowo szukałam w torebce komórki.
– Spokojnie, przecież się nie pali. – Starszy pan uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. – Jakby panience było za zimno albo za ciepło, to proszę wołać. Tutaj jest machina do regulacji temperatury, ale samemu nie można.
– Będę pamiętać. – Odwzajemniłam uśmiech i w końcu znalazłam telefon. – Jest! – Uruchomiłam potrzebną aplikację, po czym pokazałam elektroniczny bilet konduktorowi.
– Dziękuję bardzo. – Mężczyzna zeskanował kod, skinął głową i znów na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. – Miłej podróży.
Schowałam komórkę do kieszeni spodni, po czym sięgnęłam po laptop. Chciałam przypomnieć sobie wszystkie szczegóły sprawy, aby nie czuć się jak zabłąkana owieczka, a przede wszystkim, żeby tamtejsi policjanci w taki sposób mnie nie traktowali. Czytając kolejne raporty, opis sekcji zwłok, spisy dowodów i oglądając zdjęcia, w którymś momencie po prostu zasnęłam.
Przed oczami znów pojawiła mi się pięciolatka, która tym razem się nie uśmiechała, tylko prosiła o pomoc. Spoglądała gdzieś ponad moje ramię, ale gdy się odwróciłam, nikogo nie dostrzegłam. Za mną znajdowała się pustka, zresztą tak jak i przede mną, bo dziewczynka zniknęła. Chciałam zrobić krok do przodu, ale nie mogłam się ruszyć. Spojrzałam w dół, a w moim gardle uwiązł krzyk. Siedziałam na krześle, do którego przywiązano mnie grubym sznurem, a mrożący krew w żyłach śmiech dochodził zewsząd. Po moich policzkach spływały łzy, a w płucach zaczynało brakować tlenu. Szarpałam się, jednak nic mi to nie dało. Próbowałam krzyczeć, ale knebel w moich ustach nie pozwalał na wydobycie się żadnego dźwięku. Usłyszałam szuranie stóp, a już po chwili zobaczyłam go. Zbliżał się powoli z okrutnym uśmiechem na ustach, a moje serce podjęło wariackie tempo.
– Spokojnie. – Konduktor poklepał mnie po ramieniu. – Stacja się zbliża.
Zamrugałam zdezorientowana i rozejrzałam się dookoła. Przycisnęłam dłoń do miejsca, pod którym moje serce wciąż waliło jak oszalałe, ale na szczęście z każdą kolejną sekundą zwalniało.
– Przepraszam – wydusiłam z siebie zawstydzona, ale on się tylko uśmiechnął.
– Panienka nie przeprasza, każdemu zdarza się zasnąć. – Puścił do mnie oko, po czym wyszedł na korytarz.
Jeszcze przez dłuższą chwilę nie ruszyłam się z miejsca. Sceny z koszmaru wciąż odbijały się echem w mojej głowie i z trudem powstrzymywałam łzy. Minęło tyle lat, a ja mimo to nadal śniłam o tym potworze. I tak samo mocno odczuwałam strach. Jakby to wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj.
Pokręciłam energicznie głową, chcąc tym sposobem odepchnąć wspomnienia z dzieciństwa. Spakowałam laptop, założyłam płaszcz i wyszłam z przedziału. Sprawdziłam jeszcze tylko, czy nie zostawiłam żadnej ze swoich rzeczy, po czym skierowałam się ku wyjściu.
Gdy pociąg zatrzymał się na stacji w Brighthide, poczekałam aż wszyscy wysiądą i dopiero wtedy sama zeszłam po kilku metalowych schodkach. Uniosłam głowę w kierunku nieba, a pierwsze krople spadły na moją twarz. Ludzie zaczęli biec, chcąc się ukryć w budynku dworcowym przed deszczem, przez co w przeciągu zaledwie kilku chwil zostałam całkowicie sama na peronie. Jednak nie na długo, bo kątem oka zauważyłam zarys sylwetki, która zbliżała się do mnie w zaskakująco szybkim tempie.
– Witam! – Mężczyzna zatrzymał się tuż obok mnie i przesunął parasolkę tak, żebym i ja się pod nią schroniła. – Przepraszam za mały poślizg.
– Nic się nie stało. – Odkleiłam z czoła kilka kosmyków. – Dzień dobry.
– Mogę? – Wskazał wolną dłonią na walizkę, ale nie czekał na moją odpowiedź, tylko chwycił za rączkę. – Tędy.
Detektyw szedł szybko i stawiał długie kroki, przez co niemal za nim biegłam. Na szczęście marsz nie trwał długo, bo gdy minęliśmy budynek dworca, zaraz przy chodniku stało czarne audi, do którego Benett nas poprowadził. Wsiadłam do środka z nieskrywaną ulgą, bo nigdy nie lubiłam deszczu, choć tak mała przestrzeń też nie budziła we mnie pozytywnych uczuć.
– Jadłaś śniadanie? – Mężczyzna wślizgnął się na fotel kierowcy i przekręcił kluczyk w stacyjce, a silnik cicho zamruczał.
– Nie przypominam sobie, żebym była z panem na ty. – Nie  patrząc na niego, zapięłam pas.
– Poważnie? – Uniósł wysoko brwi, a na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek. Nie, ja się nie uśmiechnęłam, wręcz przeciwnie, posłałam mu wściekłe spojrzenie, ale on tylko przewrócił oczami i wyciągnął dłoń. – Kurt.
Nawet nie drgnęłam. Siedziałam wyprostowana, gapiąc się na jego twarz. Wyglądał znacznie mniej korzystnie, niż w dniu, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy. Wtedy nie miał sińców pod oczami ani szarej skóry, o zaczerwienionych białkach nie wspominając. Westchnęłam głośno i uścisnęłam jego rękę.
– Charlie.
– Świetnie, to jak, Charlie? – Wrzucił bieg, a auto płynnie ruszyło. – Jadłaś śniadanie?
– Nie – odpowiedziałam, a dla potwierdzenia tego faktu głośno zaburczało mi w brzuchu.
– Niedaleko jest knajpka, w której dają dobre jedzenie, a nie ma dużo ludzi. – Rozejrzał się po krzyżówce, a następnie skręcił w prawo. – Będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Wolałbym zrobić to na neutralnym gruncie, niż na posterunku.
Akurat w tym jednym zgadzałam się z nim w stu procentach, więc tylko skinęłam głową i odwróciłam ją w stronę bocznej szyby. Wodziłam wzrokiem po szarych budynkach, sklepowych witrynach i uciekających przed deszczem ludziach. Wycieraczki uderzały w jednakowym rytmie, a radio policyjne co chwilę trzeszczało.
– Daleko jeszcze? – Przelotnie zerknęłam na Benetta. – Nie lubię zamkniętych przestrzeni.
– Dlatego w mieszkaniu nie masz ścian? – Wszystkie moje mięśnie napięły się boleśnie, a przez twarz detektywa przebiegł cień. – Przepraszam.
– I tak mnie prześwietliłeś, prawda?
– Prawda. – Skinął głową, a po chwili wzruszył ramionami. – W naszym środowisku jesteś dobrze znana, ale nie ukrywam, przejrzałem twoje akta i sprawy, którymi się zajmowałaś.
Zacisnęłam usta tak mocno, aż poczułam ból. Zirytował mnie, choć nie do końca wiedziałam dlaczego, bo przecież policja ciągle kogoś sprawdzała. Ale on chciał mojej pomocy, a mi nie ufał, to nigdy nie wróżyło nic dobrego.
Detektyw zgasił silnik, a następnie wychylił się do tyłu i sięgnął parasolkę. Bez słowa wysiadł, co również uczyniłam, ale nim zdążyłam ponownie zmoknąć, podbiegł i poczułam dłoń na dole swoich pleców. Na jedną chwilę zabrakło mi tchu. Nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Nigdy nikt nie zachowywał się wobec mnie w tak spoufalony sposób.
Gdy pierwszy szok minął, chciałam się odsunąć, ale on tak po prostu objął mnie ramieniem, i prowadził w stronę wejścia do baru śniadaniowego. Z chwilą przekroczenia progu, Benett odsunął się i złożył parasol. W głębi ducha odetchnęłam z ulgą, bo przez taką bliskość czułam się nieswojo. Mężczyzna jednak wydawał się w ogóle tego nie zauważać. Odwiesił swoją kurtkę razem z parasolką na wieszak i wyciągnął dłoń w moją stronę, na co pokręciłam przecząco głową, więc wskazał stolik na końcu sali.
Zanim usiadłam, ściągnęłam płaszcz i położyłam go obok na kanapie. Poprawiłam rękawy bluzki, aby nachodziły na rękawiczki, a detektyw przyglądał mi się uważnie. Gdy podniosłam na niego wzrok, przestał wpatrywać się w moje dłonie, za to spojrzał mi prosto w oczy.
– Na co masz ochotę? – Zadudnił palcami o blat. – Polecam tosty i jajecznicę. Naleśniki też mają dobre.
– A rogaliki? Najlepiej cynamonowe.
– Zobaczę, co da się zrobić. – Uśmiechnął się półgębkiem i wstał, ale jeszcze zanim odszedł, okręcił się na pięcie. – A do picia?
– Sok pomarańczowy.
– Nie chcesz kawy? Ta tutaj naprawdę potrafi postawić na nogi.
– Okej, niech będzie też kawa.
Przyglądałam się Benettowi, gdy podszedł do lady, po czym oparł się o nią i zaczął ożywioną dyskusję z młodą kobietą w bordowym fartuszku. Wpatrywała się w niego maślanym wzrokiem, ale nie potrafiłam stwierdzić czy i on patrzył na nią w ten sam sposób.
Rudowłosa zanotowała, jak się domyślałam, zamówienie detektywa i wsunęła w kieszeń notatnik, a następnie odwróciła się i zniknęła za drzwiami, które prowadziły zapewne do kuchni. Mężczyzna odwrócił się od lady i ruszył w moją stronę.
– Będą rogale. – Uśmiechnął się z zadowoleniem. – I to cynamonowe.
– Dziękuję. – Westchnęłam cicho, a po chwili położyłam dłonie na blacie stolika i zaplotłam palce przed sobą. – Chciałabym załatwić tę sprawę jak najszybciej. Nie będę udawać, że bardzo chcę pomóc, bo tak nie jest. Takie sprawy naprawdę dużo mnie kosztują, a tacy jak ty tego nie rozumieją. – Benett otworzył usta i nabrał powietrza, ale pokręciłam głową. – Zaczekaj. Po ostatniej sprawie, gdzie nastolatek przystąpił do sekty, a oni poświęcili go w rytuale, nie spałam przez pół roku, bo co noc widziałam ten obrzęd i to, co mu zrobiono. Na dodatek czułam się, jakbym sama brała w tym udział, raz byłam ofiarą, a raz katem. A te dziewczynki...
– Jako dziecko zostałaś porwana – powiedział cicho, a przed moimi oczami na moment pojawiła się jego twarz.
– Tak – przyznałam niechętnie. – Po tym wydarzeniu obudziła się we mnie ta przykra zdolność, choć niektórzy uważają, że to dar.
– Ale nie ty? – Uniósł jedną brew w górę.
– Dary powinny być dobre. – Zabrałam ręce ze stolika, bo rudowłosa przyniosła jedzenie.
– Dzięki, Lucy. – Benett uśmiechnął się do kobiety, a gdy odeszła znów skupił się na mnie. – Pomagasz ratować ludzi albo łapać przestępców, to jest coś dobrego.
– Z twojej perspektywy. – Ściągnęłam rękawiczki i położyłam je obok szklanki z sokiem. Przez chwilę patrzyłam na swoją dłoń, poruszając przy tym leniwie palcami. – Nie mogę nikogo dotknąć, bo całe życie danej osoby przeleci mi przed oczami. Co w tym dobrego?
On nie odpowiedział, a ja nawet tego nie oczekiwałam. Napiłam się soku, po czym odgryzłam kawałek rogalika. Smak cynamonu w połączeniu z kwaśną pomarańczą przyjemnie drażnił moje kubki smakowe. Bezwiednie oblizałam usta, na których pojawił się delikatny uśmiech. Gdy skończyłam jeść, odsunęłam talerz i postawiłam przed sobą kubek z kawą. Objęłam palcami porcelanę i przez chwilę wpatrywałam się w czarną taflę.
– Więc... – podjął Benett, wycierając usta serwetką. – Jak ty to widzisz? Wiem, że inni dawali ci dużo swobody w działaniach. Mi również zależy na czasie. Dwie dziewczynki są uznane za zaginione, ale myślę, że jeszcze żyją. Niestety dwie inne nie żyją.
– Czytałam akta. – Podniosłam na niego wzrok, ale po chwili odwróciłam twarz w stronę okna. Deszcz nie przestawał padać, chyba nawet przybrał na intensywności. – Czy były już pogrzeby?
– Cassie została pochowana w zeszłym tygodniu, a Andy znajduje się w prosektorium.
– To na co czekamy? – Chwyciłam rękawiczki i wstałam, ale Benett nie ruszył się z miejsca.
– Usiądź. – Wziął łyk kawy, a gdy nawet nie drgnęłam, tylko wpatrywałam się w niego wyczekująco, westchnął zrezygnowany. – Jest problem z jej rodzicami. Nie chcą się zgodzić, abyś dotykała ich córki.
– Chyba się przesłyszałam – wyszeptałam z niedowierzaniem. Usiadłam z powrotem na kanapie, a z moich ust wyrwał się nerwowy śmiech. – Jesteś niepoważny. Co rusz wysyłałeś maile, wydzwaniałeś, w końcu zjawiłeś się w moim mieszkaniu, a tak naprawdę i tak nic nie mogę zrobić.
– Oni potrzebują tylko czasu.
– To jakiś absurd. – Pokręciłam głową i przetarłam dłońmi twarz.
– Możesz sprawdzić jej rzeczy. Przecież z przedmiotów też potrafisz wyczytać przeszłość.
– To nie to samo. Nie będę przeszukiwać każdej spinki, bluzki, buta czy co tam jeszcze. Skoro jest ciało, to w nim znajdę wszystkie odpowiedzi. – Posłałam Benettowi znaczące spojrzenie.
– Spróbuję to przyśpieszyć. – Zastukał palcami o kubek, a następnie wyciągnął komórkę z kieszeni i się skrzywił. – Przepraszam.
Wstał i odszedł kawałek z aparatem przyciśniętym do ucha. Nie słyszałam ani słowa, ale po nerwowych gestach mężczyzny i wyraźnym napięciu na jego twarzy wywnioskowałam, że nie prowadził przyjemnej rozmowy.
– Rozumiem. – Stanął przy stoliku, a wolną dłonią potarł zarośniętą szczękę. – Jak coś się zmieni, daj znać.
– Złe wieści? – Uśmiechnęłam się złośliwie, a on zacisnął zęby. – Z nas dwojga, to chyba ja powinnam być poirytowana, prawda?
Wstałam i zarzuciłam płaszcz na ramiona, a z torebki wyciągnęłam portfel.
– Zapłacę – mruknął pod nosem. Z kieszeni wyjął kilka banknotów, które po sprawdzeniu położył na stoliku. – Chodźmy.
Zatrzymałam się w progu, unosząc jednocześnie głowę w stronę szarego nieba. Spięłam się mimowolnie, gdy Benett otarł się o moje ramię. Powoli wypuściłam powietrze, a on spojrzał na mnie podejrzliwie. Może nie chciał pytać, ale dla pewności pokręciłam przecząco głową.
Ruszyłam w stronę auta, nie zważając na spadające na mnie ciężkie krople, ale nie miałam szansy zmoknąć, bo detektyw znów objął mnie w pasie i ochronił parasolką przed deszczem do momentu, aż znalazłam się w samochodzie.
– Wolałabym, żebyś mnie nie dotykał – zaczęłam, gdy mężczyzna wsiadł do auta.
– Następnym razem pozwolę przemoknąć ci do suchej nitki – odparł oschłym tonem. – Nie ma sprawy.
– Nie wyżywaj się na mnie – wydusiłam przez zaciśnięte zęby, a głos mi zadrżał. – W tym przypadku nic nie jest moją winą. To ty zawalasz.
– Myślisz, że nie wiem?! – krzyknął, a mnie zatkało. Zamrugałam nieco wystraszona, a plecami niemal przylgnęłam do drzwi. Benett oparł się o fotel i przymknął powieki. Po kilku zbyt długich sekundach odetchnął głęboko, a jego spojrzenie padło na moją twarz. – Przepraszam. Masz rację, to ja zawalam... W dodatku na każdym kroku... Chwytam się już wszystkiego, co mogłoby mi pomóc go znaleźć, ale wciąż dzieje się coś nie tak. Rodzice Andie chcą ją zabrać jeszcze dziś.
– Może ja z nimi porozmawiam?
– Dziękuję za chęci, ale uważają cię za szarlatankę, więc mogłoby być jeszcze gorzej. – Wsadził kluczyk do stacyjki i przekręcił, a silnik natychmiast zaskoczył. – Podjedziemy do mnie. Na pewno jesteś zmęczona po podróży.
– Wolałabym hotel – zaczęłam ostrożnie. Nie chciałam go w żaden sposób urazić, ale chyba jednak to zrobiłam, bo skrzywił się delikatnie, po czym wymusił uśmiech i skinął głową.
Przez całą drogę żadne z nas się już nie odezwało. Cisza panująca w aucie niosła ze sobą dziwne napięcie. Może zazwyczaj wolałam samotność i brak prowadzenia konwersacji, ale w tym konkretnym przypadku, taki stan zaczynał mi ciążyć.
Gdy detektyw zatrzymał auto przed hotelem, przestało padać, a spomiędzy chmur wyłoniło się słońce. Wysiadłam z zadartą głową, a promienie pieszczące moją twarz sprawiły, że poczułam się nieco lepiej. Przeszłam na tył samochodu, chcąc zabrać bagaż, ale Benett mnie uprzedził i bez słowa ruszył w stronę wejścia. Pobiegłam za nim, ale wydawało się, że znów nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi, jakbym nie istniała.
– Dzień dobry – przywitaliśmy się jednocześnie, wchodząc do recepcji.
– Dzień dobry – odpowiedział recepcjonista, uważnie mi się przyglądając.
– Potrzebuję pokoju. – Stanęłam przy kontuarze i uśmiechnęłam się delikatnie. – Najlepiej duży, przestronny.
– Na jak długo? – Mężczyzna stukał w klawiaturę, a po chwili podniósł na mnie pytające spojrzenie.
– Ciężko powiedzieć. – Przygryzłam dolną wargę.
– Miles, znajdź pani ładny pokój, a jak będzie się wymeldowywać, to się rozliczymy. – Detektyw zadudnił palcami o blat w kolorze hebanu.
– Oczywiście. – Znów po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk uderzania o klawiaturę, po czym chłopak wyciągnął w moją stronę dłoń, w której trzymał kartę. – Pokój na pietrze przy końcu korytarza. Zaraz zawołam kogoś, żeby pomógł z bagażem.
– Nie trzeba. – Benett chwycił kartę i ruszył w stronę schodów, a ja za nim.
– Sama zapłacę za hotel – poinformowałam ściszonym głosem, aby przypadkiem recepcjonista mnie nie usłyszał. – Poza tym nie jestem dzieckiem, które trzeba prowadzić za rączkę.
– Tutaj i przy tej sprawie jesteś pod moją opieką. – Prychnęłam na jego stwierdzenie, ale udał, że tego nie usłyszał. – Wolałbym, żebyś w czasie pobytu w Brighthide, znajdowała się na terenie, który znam.
– Masz na myśli swoje mieszkanie.
– Dom – poprawił mnie szybko. – Mnie i tak nie ma całymi dniami i nocami. Byłbym spokojniejszy.
– Za dużo pomieszczeń – odparłam cicho. Uśmiechnęłam się wymuszenie, gdy Benett zatrzymał się i wpatrywał się w moje oczy. – Mówiłam, że moje zdolności, to żaden dar.
– Mówiłaś. – Skinął głową, po czym otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. – Wciąż zapominam, że postrzegasz wszystko inaczej.
– Ładnie to ująłeś. – Zaśmiałam się w głos, żeby w następnej chwili spoważnieć. – Są dni, w których boję się własnego cienia.
– Nie masz łatwego życia.
– Yhm... – Rozglądałam się po pomieszczeniu, które było dość sporych rozmiarów, ale nie miało miejsc, gdzie ktoś mógłby się ukryć. – Nie mam go w ogóle.
– Jak pokój? – Detektyw przysiadł na podłokietniku kanapy. – Jeśli ci nie odpowiada, to porozmawiam z Milesem. Na pewno znajdzie inny.
– Jest w porządku. – Uśmiechnęłam się do mężczyzny, chyba nawet szczerze.
Zaglądałam właśnie do łazienki, gdy telefon Benetta się rozdzwonił. Obejrzałam się przez ramię, a on posłał mi przepraszające spojrzenie i wyszedł z pokoju. Podczas jego nieobecności ściągnęłam płaszcz i rękawiczki, a nawet wyciągnęłam kilka ubrań z walizki.
Gdy detektyw wrócił, znów miał nietęgą minę. Jednak tym razem powstrzymałam się od kąśliwej uwagi. Wyciągnęłam z torby laptop, chcąc podłączyć go do prądu i udawałam, że w ogóle nie odczuwałam zmiany nastroju mężczyzny.
– Muszę jechać. – Podciągnął rękaw kurtki i spojrzał na zegarek. – Wrócę za jakieś dwie godziny. No może trzy.
– Nie ma pośpiechu. – Uruchomiłam laptop, po czym zbliżyłam się do Benetta. – Jeśli uda się ich przekonać, pójdzie z górki.
– Właśnie przyjechali po ciało. – Przeczesał palcami włosy, tworząc na głowie większy nieład, przez co wyglądał jeszcze gorzej niż do tej pory.
Nic na to nie powiedziałam. Nie chciałam zagłębiać się w każdą rzecz należącą do tych dzieci z osobna, bo za dużo czasu by to zajęło, a o moim zdrowiu nie wspominając. Mężczyzna westchnął ciężko i skierował się w stronę drzwi, ale nim zdążył wyjść, do głowy wpadło mi pewne rozwiązanie, które mogło pomóc nam obojgu.
– Kurt? – Wstrzymałam na chwilę oddech, a on się zatrzymał. – A jeśli zrobilibyśmy to bez ich zgody?
– Mogliby mnie pozwać. – Zmrużył oczy i założył ręce na piersi, ale na jego ustach pojawił się nikły uśmiech.
– Wezmę wszystko na siebie. – Wzruszyłam ramionami. – Każdy normalny sąd mnie nie zamknie, a kary pieniężne przeżyję.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– W takim razie będę za godzinę. – Otworzył drzwi i wyszedł, a ja odetchnęłam z ulgą.
Zamknęłam drzwi za Benettem i, biorąc z walizki kosmetyczkę, skierowałam się do łazienki. Szybko wzięłam prysznic, który okazał się znacznie bardziej pobudzający niż kawa. Owinięta jednym ręcznikiem, a drugim wycierając włosy, weszłam do pokoju, żeby sprawdzić czy laptop już działał. Przysiadłam na skraju kanapy, a następnie otwierałam odpowiednie foldery i przeglądałam ich zawartość.
Wzdrygnęłam się, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zerknęłam na zegarek na ekranie i przeklęłam pod nosem. Wpuściłam detektywa, który zmierzył mnie od góry do dołu, ale na szczęście nie skomentował braku mojej gotowości.
– Daj mi pięć minut – rzuciłam przez ramię. W biegu chwyciłam jakieś ubrania, po czym zamknęłam się w łazience.
– Ile razy to czytałaś?
– Nie liczyłam, ale dużo – odpowiedziałam, wciskając się w stare dżinsy. Wciągnęłam przez głowę koszulkę i dołączyłam do Benetta. – Ale nie zauważyłam nic nadzwyczajnego.
– Nie ty jedna – mruknął pod nosem, a wzrokiem błądził po otwartym pliku z raportem.
– Możemy iść? – Zamknęłam laptop, nie zwracając uwagi na protesty mężczyzny.
– Tak, możemy – odparł cicho, ale wstał z kanapy. – Udało mi się zyskać trochę czasu, ale...
– Minuta wystarczy. – Zarzuciłam płaszcz na ramiona, chwyciłam rękawiczki i kartę, po czym wyszłam na korytarz.
Po około pół godzinie wjechaliśmy na parking policyjny, a moje serce podjęło szybszy rytm. Przełknęłam z trudem ślinę, próbując samą siebie przekonać, że nie miałam się czym denerwować. Zaciskałam palce na skraju płaszcza, a w duchu modliłam się, żeby wszystko poszło bez przeszkód. Wtedy mogłabym wrócić do siebie i zacząć na nowo łatać swoją psychikę.
Jak w transie szłam za Benettem, który bez najmniejszego problemu poruszał się po krętych korytarzach. Po krótkiej wędrówce w podziemiach posterunku dotarliśmy do miejsca, gdzie badano i przetrzymywano zwłoki. Detektyw nawet nie musiał mnie o tym informować, bo zapachu śmierci nie pomyliłabym z niczym innym.
Weszliśmy do jasnej i sterylnej sali, gdzie na metalowym stole leżały zwłoki przykryte bladoniebieskim materiałem. Nie zwracając uwagi na mężczyznę, który siedział przy biurku, podeszłam do ciała dziewczynki i odsłoniłam jej twarz. Przez chwilę przyglądałam się drobnemu noskowi, delikatnym ustom i niemal przezroczystej skórze, a wszystko we mnie krzyczało, abym tego nie robiła.
– Będą za piętnaście minut. – Mężczyzna zerknął na mnie znad dokumentów, po czym przeniósł wzrok na Benetta. – Mam nadzieję, że wiesz co robisz.
– Wiem. – Detektyw odpowiedział bez wahania, a ja dzięki temu poczułam się pewniej.
Wypuściłam przez usta powietrze i ściągnęłam rękawiczki, które schowałam do kieszeni płaszcza. Potarłam o ręce, po czym jedną bardzo powoli przesunęłam nad głowę dziecka. Gdy moja dłoń dotknęła czoła dziewczynki, przez mój umysł przetoczyło się tysiące obrazów, a może nawet miliony. Uczucia przetaczały się przeze mnie falami, przynosząc ze sobą ból, paniczny strach i beznadzieję.
Zachwiałam się niebezpiecznie do tyłu, dzięki czemu straciłam fizyczny kontakt z ciałem.
– Będzie rzygać. – Zarejestrowałam tylko, że mężczyzna wstał i wskazał mi kierunek.
Upadłam na kolana, i zaciskając dłonie na krańcu metalowej wanny, wymiotowałam. Dopiero gdy torsje ustały, zauważyłam, że Benett podtrzymywał mnie jedną ręką, a drugą odgarniał włosy z twarzy.
– Daj coś – zwrócił się do mężczyzny, który po chwili podał mu papierowy ręcznik.
– Dziękuję – wydusiłam, wycierając usta. – Możemy stąd wyjść?
Detektyw tylko skinął głową i pomógł mi wstać. Przytrzymałam się jego ramienia, a gdy chciałam stanąć o własnych siłach, kolana się pode mną ugięły i straciłam przytomność.
Ocknęłam się na czymś miękkim, a w powietrzu unosił się kwiatowy zapach. Podźwignęłam się do pozycji siedzącej, rozglądając się w półmroku. Odgarnęłam włosy do tyłu i powoli zsunęłam się z łóżka. W ustach wciąż miałam nieprzyjemny posmak, więc podpierając się o każdy napotkany mebel, udałam się w stronę łazienki.
Zatrzymałam się przy kanapie, i mrużąc oczy, utkwiłam wzrok w mężczyźnie, który na niej leżał. Jedna jego ręka spoczywała na klatce piersiowej, a druga na podłodze obok broni. Ostrożnie odsunęłam się od Benetta, aby go przypadkiem nie obudzić. Zdecydowanie potrzebował snu, choć jego wygląd świadczył o tym, że sukcesywnie unikał spania.
Starając się nie robić hałasu, weszłam do łazienki. Wyszorowałam porządnie zęby, obmyłam twarz wodą i przyglądałam się własnemu odbiciu. Przeciągnęłam palcami po skórze w miejscu, w którym wcześniej dotknął mnie detektyw. Przywołałam w pamięci chwilę, w której klęczałam przy metalowej wannie, a gdy dotarło do mnie, że nie poznałam żadnego wspomnienia mężczyzny, moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym nic nie zobaczyła w momencie kontaktu z czyjąś skórą. Moje serce przyspieszyło, a na ustach pojawił się nikły uśmiech. Może moja sytuacja nie była aż tak beznadziejna i istnieli ludzie, których mogłam swobodnie dotykać. Jednak z drugiej strony w prosektorium przeżyłam silny wstrząs emocjonalny, na wspomnienie którego po moim kręgosłupie prześlizgnął się nieprzyjemny dreszcz.
Gdy wyszłam z łazienki, przekonałam się, że Benett się obudził i na mnie czekał.
– Jak się czujesz? – Popatrzył na mnie nieco nieprzytomnie.
– Zaskakująco dobrze – odparłam cicho, i siadając obok mężczyzny, położyłam na kolanach laptop. Otworzyłam odpowiedni folder, a następnie przeglądałam jego zawartość w poszukiwaniu odpowiedniego pliku.
– Dochodzi czwarta. – Zastukał palcem w zegarek na nadgarstku, po czym sięgnął po broń i schował ją do kabury. – Spałaś ponad dwanaście godzin. Na pewno dobrze się czujesz?
– Tak, tak. – Skrzywiłam się, gdy na ekranie pojawiła się twarz mężczyzny. – To on.
– Przecież to dyrektor przedszkola. – W głosie detektywa pobrzmiewało niedowierzanie, ale za to całkowicie zniknęło znużenie. – A dziewczynki? Wiesz gdzie są?
– Otoczenie widziałam tylko częściowo. – Potrząsnęłam głową i przymknęłam powieki. – Było ciemno. Ogromny budynek z czerwonej cegły. Wysokie drzewa i zarośla. Pomieszczenie nie miało okien. Goła żarówka przyczepiona do sufitu. On... – urwałam, bo głos zaczął mi się załamywać. Zaczerpnęłam głośno powietrza i uniosłam powieki, a pierwsza łza spłynęła po moim policzku. – Gdy jedną bił, gwałcił, torturował, to drugiej kazał na to patrzeć. Ona doskonale wiedziała, co ją czekało, mimo że miała tylko pięć lat.
– Skurwysyn – zaklął pod nosem Benett, ale jednak niedostatecznie cicho, bo wyraźnie usłyszałam każdą sylabę. Wyciągnął komórkę z kieszeni, ale zanim wybrał numer, odwrócił się jeszcze w moją stronę. – Nie wychodź nigdzie.
Bezwiednie skinęłam głową i zamknęłam laptop. Podciągnęłam kolana pod brodę, a gdy objęłam je ramionami, płakałam jak małe dziecko. Przed oczami wciąż przewijały mi się obrazy, które widziała Andie, a moje ciało wciąż pamiętało jej ból.
Jak długo siedziałam skulona na kanapie? Nie potrafiłam stwierdzić, ale detektyw zdążył wrócić, a za oknem słońce znajdowało się już wysoko na niebie.
– Nie chciałem cię budzić. – Postawił na stoliku papierową torbę. – Przywiozłem ci śniadanie.
– Znalazłeś je? – zapytałam, nie spuszczając z niego wzroku.
– Tak. – Uśmiechnął się lekko. – Zdążyliśmy zanim coś im zrobił. Są wystraszone i wyziębione, ale dojdą do siebie.
– A on?
– W pierdlu zrobią mu to samo. – Westchnął ciężko. Opadł na kanapę tuż obok mnie. – Dziękuję. Nie mieliśmy żadnych podejrzeń co do niego. Nic, co moglibyśmy dopasować. Był czysty.
– Szanowany, powszechnie lubiany i brał czynny udział w poszukiwaniach, a dzieci mu ufały.
– Dokładnie. – Skinął głową, a po chwili wskazał na torbę. – Rogaliki cynamonowe.
Uśmiechnęłam się. Mimo wszystko, to były dobre wieści. Dziewczynki żyły i przy odpowiedniej pomocy mogły uporać się z traumą, a dyrektor-zwyrodnialec miał zgnić w więzieniu. Rodzice Andie o mało co, a nie rozszarpali go na strzępy, bo okazało się, że to właśnie on nastawiał ich przeciwko mnie, żebym go nie wydała.
Po złożeniu wyczerpujących zeznań i załatwieniu wszelakich formalności związanych z moim udziałem w śledztwie, mogłam wracać do domu. Cieszyłam się z tego faktu, ale w dniu powrotu, gdy stałam na peronie, poczułam ukłucie żalu.
– Nad czym tak rozmyślasz? – Kurt szturchnął mnie łokciem, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.
– Że będę za tobą tęsknić. – Westchnęłam cicho i spojrzałam mu w oczy. – Mimo że bywasz bardzo irytujący, to przyzwyczaiłam się do ciebie.
– Nie wiem czy powinienem podziękować, czy się obrazić. – Zaśmiał się, a ja razem z nim.
Polubiłam go. Nie potrafiłam określić, co w nim takiego było, ale czułam się przy nim swobodnie, a przede wszystkim potrafił sprawić, że śmiałam się z drobiazgów.
– Ani jedno, ani drugie. – Odwróciłam głowę i wpatrywałam się w nadjeżdżający pociąg. W końcu zwolnił, a po chwili się zatrzymał. Wyciągnęłam rękę w kierunku Kurta. – Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy.
– Na pewno, Charlie. – Bez żadnego ostrzeżenie po prostu mnie przytulił. Instynktownie napięłam mięśnie, przygotowując się na lawinę wspomnień, ale nic nie zobaczyłam. Odsunęłam się od niego i zamrugałam nieco zdezorientowana, a on nie wyglądał na zaskoczonego. – Pociąg ci ucieknie.
I uciekł.

4 komentarze:

  1. Opowiadanie naprawdę ciekawe:) ! Jednak od połowy, i zwłaszcza pod koniec, przyspieszyłaś z akcją, przez co czytelnik zaczyna się gubić.
    Mimo to, ma potencjał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, chętnie przeczytałabym dłuższą historię z tą bohaterką.
      Jak dokładnie zyskała takie zdolności, pierwszy moment zetknięcia się z cudzymi wspomnieniami, sprawy, które trafiały jej się po drodze, może jakieś romanse. Mogłoby być z tego dobre opowiadanie kryminalne z wątkiem fantasy!

      Usuń
    2. Ehh... Byłam ograniczona ilościami stron. ^^ Ale zgodzę się w pełni, że można było się trochę pogubić, tym bardziej, że wycięłam kilka scen, żeby się zmieścić.
      I tak, w mojej głowie jest tego dłuższa wersja, a może przy wystarczającej ilości czasu pokuszę się o napisanie jej. :)

      Usuń
    3. Rozumiemy :)
      W takim razie trzymamy kciuki, by udało Ci się znaleźć chwilę na spisanie swoich pomysłów dokładnie tak, jak to sobie wyobraziłaś! :)

      Usuń

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.