18 września 2015

Recenzje

Witam!
            Właściwie nie wiem, od czego mam zacząć, tyle się tego nazbierało… a nie chciałabym o czymś zapomnieć, bo to jednak istotne rzeczy. Może najpierw parę słów na temat tego, co się ze mną właściwie działo.
            Piszę do Was już z Hiszpanii, z León. Zdążyłam się już zaaklimatyzować, ogarnęłam mieszkanie, ostatnio zdałam egzamin językowy i za parę dni rozpoczynam kolejny rozdział mojej edukacji. Właściwie kierunku nie zmieniłam, ale sama przeprowadzka do innego kraju była sporym wyzwaniem… a przygotowania do niej i samo zdobycie środków sprawiły, że mocno zaniedbałam sprawy blogowe. Obiecywać też nic nie będę, bo nie wiem jak często będę pisała, ale wyjściowo zakładam jedną recenzję na miesiąc. Z tego też powodu muszę trochę zmienić charakter swojej zakładki (zaktualizowany regulamin pojawi się niebawem TUTAJ).
            Do tej pory do recenzji zgłaszaliście się samodzielnie lub dostawaliście się do nich poprzez losowania. Od teraz takiej możliwości nie będzie. Blogi będę wybierała sama z tych, które są już wpisane do Katalogu. Jednakże możecie dać mi znać w zakładce, że chcielibyście taką recenzję otrzymać. Nie chcę Was zniechęcać, ale przede wszystkim nie chcę nikogo okłamywać, więc szczerze przyznaję, że odrzucę około 90% zgłoszeń, bo o wiele lepiej będzie mi się pracowało z tekstami, które chcę przeczytać, niż takimi, których „w normalnych warunkach” bym nie tknęła. Od pewnego czasu praca na Katalogowo stała się przykrym obowiązkiem dla całej ekipy, obciążeniem, którego tak naprawdę żadna z nas nie musiała mieć, ale jakoś to ciągnęłyśmy (i tutaj ukłony w stronę Krzywołapa – gdyby nie ona, to całość by już dawno pie****nęła z hukiem). Dlatego postanowiłyśmy nieco ułatwić sobie życie i odzyskać radość, jaką kiedyś czerpałyśmy z naszej pracy. Uwielbiam to miejsce i nie chcę, żeby skończyło tak, jak większość katalogów, bo myślę, że jest wyjątkowe.
            Co do samego charakteru recenzji – zastanawiam się, czy nie zmienić ich w typowe oceny. Jeszcze nie zdecydowałam, więc zobaczymy jak będzie mi się dalej pracowało i ile czasu będę miała, kiedy zacznie się rok akademicki. Na razie zostaję przy dotychczasowej formie.
            Ach, zapomniałabym. Recenzji Greya jednak nie będzie, przynajmniej nie przed premierą drugiej części ekranizacji. W wolnej chwili przygotuję dla Was coś innego.

            PS Aktualizacji nie będzie do przyszłego tygodnia. Krzywołap ma problemy z Internetem i cierpi na chwilowy brak czasu.

            To chyba tyle z ogłoszeń parafialnych. Czas na recenzje blogów. Dostałam jedno zgłoszenie od autorki i jedno z losowania.



Obyczajowe
Vureshka

            Tradycyjnie, na pierwszy ogień idzie szablon. W przypadku Blue Velvet jest on minimalistyczny i zupełnie nie w moim guście. Nie lubię bieli na blogach. Wydaje mi się, że Autorka tworzyła go sama. Wygląda nieźle, ale ogólnie nie zachęca do przeglądnięcia bloga (może nie licząc obrazu z nagłówka, bo ten jest obłędny!). Dodatków nie ma wiele, ale brawo za dobór oprawy muzycznej. Joy Division uwielbiam, a She’s Lost Control jest tak idealnie dopasowana do treści, że chyba bardziej się nie da. Nie wiem, czy była inspiracją do powstania Blue Velvet, ale jeśli tak, to cholernie dobrą. Jeśli chodzi o inne dodatki – standardowo linki, kontakt, bohaterowie, archiwum, link do aska i na tym koniec, ale właściwie (przynajmniej moim i najwyraźniej Vureshki zdaniem) nie ma potrzeby zaśmiecania bloga gadżetami.
            Teraz treść. Doczekaliśmy się czterech rozdziałów i prologu. Akcja dzieje się w USA, a bohaterowie to tzw. damaged people. Nie ma tutaj „ładnej” rzeczywistości. Życie ukazane jest na szaro, takim jakim jest naprawdę. Brudne i okrutne. To, że do kogoś na chwilę los się uśmiecha, nie znaczy, że w końcu się udało przejść na tę „jaśniejszą”, podobno lepszą stronę. Bardzo podoba mi się styl pisania i narracja pamiętnikowa. Nie podoba mi się jednak długość rozdziałów. Przydałoby się je nieco przedłużyć i znaleźć betę. Moja droga Vureshko – dialogi rozpoczyna pauza dialogowa, nie dywiz. Również zapis ich tła nieco kuleje. Wielkich błędów nie zauważyłam, ale przecinki, formatowanie i konstrukcja zdań wymaga dopracowania. Obawiam się też, że to opowiadanie może być jednym z tych, które się zaczyna, pochopnie podejmuje decyzję o publikacji i nigdy nie kończy. Mimo naprawdę wielkiego potencjału i tego, że całość wzbudziła moją ciekawość, nie mogę dopuścić Blue Velvet do Polecanych. Jeszcze nie teraz. Być może za pół roku wrócę do Twojego bloga w recenzji i podejmę inną decyzję. Na razie życzę Ci powodzenia. Będę obserwowała Twoje postępy.


Kryminał
Cretivers

            Szablon. Ciemny, ale nie mroczny, z rozjaśniającymi go elementami. Bardzo, bardzo mi się podoba. Nagłówek trochę nie pasuje mi do opowiadania, ale Autorka gdzieś po drodze wspomniała, że zrobiła go sama, więc jeśli uznała, że taki ma być, to niech taki będzie. Dodatków, podobnie jak na poprzednim blogu, nie znalazłam wiele, ale to dobrze. Brak śmietnika zawsze działa na plus. A teraz treść.
            Kocham kryminały. Prawdziwą i szczerą miłością. Dlatego też ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że dostałam do recenzji bloga z tego gatunku, ale miałam również pewne obawy, bo napisanie dobrego kryminału wcale nie jest łatwe. Jednakże czytało mi się bardzo przyjemnie, nawet mimo tylu retrospekcji (za którymi nie przepadam). Szkoda, że na blogu są tylko cztery rozdziały, bo chętnie przeczytałabym drugie tyle. Fabuła mnie wciągnęła, bohaterowie są kolorowi, wielowymiarowi. Podoba mi się postać Bradleya. Jestem szalenie ciekawa jak Autorka zamierza go dalej kreować – dlaczego właśnie jego dowiecie się, czytając opowiadanie.
            Kochana Cretivers, masz lekkie pióro i bardzo kreatywny pomysł. Jakkolwiek to zabrzmi (źle, czy dobrze)… stylem przypominasz mi mnie sprzed dobrych paru lat, kiedy byłam jeszcze w Twoim wieku. Postaraj się tego nie zatracić i pisz dużo, bo nie chciałabym, żebyś zmarnowała swój talent. Jest jednak kilka rzeczy, nad którymi musisz popracować. Przede wszystkim błędy w zapisie dialogów – po raz drugi w tym poście powtarzam, że zapisujemy je od pauz dialogowych, nie od dywizów (mój artykuł na ten temat TUTAJ). Czasem gdzieś wkrada Ci się źle postawiony przecinek. Znalazłam też kilka błędów, które najwyraźniej przeoczyłaś, poprawiając rozdziały. W opisach zdarza Ci się popłynąć w złą stronę i przesadzasz w kwestii ubarwienia wypowiedzi. Wiesz, niekiedy prostsze zdania wyrażają więcej, niż te zawiłe, ubrane w piękne słowa. Takie wstawki u Ciebie miejscami brzmiały sztucznie, wręcz śmiesznie. Zwróć na to uwagę.
            Widzę, że niedługo mogę spodziewać się piątego rozdziału. Dodaję Twój blog nie tylko do Polecanych, lecz także do mojej prywatnej blogowej biblioteczki. Ale jeśli schrzanisz to opowiadanie, pamiętaj, że Cię znajdę i zatłukę – bo nie można marnować takiego potencjału ;) Powodzenia!

            Na dzisiaj koniec psot. Mam nadzieję, że za miesiąc opublikuję kolejną recenzję, tymczasem oczekujcie kolejnej odsłony KKK.

            Do zobaczenia!

5 komentarzy:

  1. A co jeśli któryś z autorów/rek sobie nie życzy recenzji jej/jego bloga/ów? Musi się wypisać z katalogowo? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim napiszę recenzję zamierzam pytać autora o zgodę ;) Bez przesady jak ktoś nie chce, to na siłę nie będę go uszczęśliwiać ;)

      Usuń
    2. łoki :P U mnie raczej pewnie byłoby więcej hejtów :D :P Dzięki :*

      Usuń
  2. Na wstępie dziękuję za opinię :) W dodatku tak przychylną.
    Bradley jest moją perełką i postaram się go wykreować jak najlepiej. Jednak nie znaczy to, że pominę innych bohaterów. Piąty rozdział już zbetowany, więc powinnam go dodać w pierwszym tygodniu października. Pewno w piątek, bo pięć dni jestem w internacie bez laptopa. WiFi bardzo słabo odbiera w moim pokoju, ech.
    Chyba powinnam wybrać humana, a nie biol-chema haha. Przyjemnie się czyta, że moje treści są lekkie oraz wciągające. A jeśli chodzi o dialogi; używam półpauz, jednak szablon jest dziwacznie ustawiony – zamieniają się one w dywizy. Może powinnam dodać pełne pauzy, no cóż... Trochę pomanewruję tymi rzeczami przy kolejnym rozdziale.
    Dziękuję Ci jeszcze raz i postaram się nie schrzanić! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech te szablony... czasem można kota z nimi dostać! Jak nie rozdzielczość, to czcionki, jak nie czcionki to dodatki i tak w kółko. Wkurzające ;/

    Cieszy mnie to, co powiedziałaś. Czekam z niecierpliwością na piąteczkę i (mam nadzieję) spotkanie z Bradleyem! :D

    Pozdrawiam i trzymam za słowo!!! <3

    OdpowiedzUsuń

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.