6 sierpnia 2014

Wywiad z Nefariel: Zapach luizytu

Dzień jest piękny (choć słońce już się schowało, a moja siostra właśnie udaje, że umie grać na fortepianie), wyniki z egzaminów też są piękne, podobnie jak piękny jest "Zapach luizytu".
Chociaż może "piękny" to złe słowo na określenie opowiadania postapo, które jest dla Was tylko, jeśli chcecie poznać historię "miłości, męskiej przyjaźni, brudu, smrodu, ubóstwa i szeroko rozumianego bagniska"?
Zapraszam najmocniej na wywiad z Nefariel (która reaguje ponoć też na "Sylwia"), autorką bloga "Zapach luizytu"!


http://zapach-luizytu.blogspot.com/


Julian: Witam bardzo! Jak samopoczucie w ten piękny, letni wieczór?

Nefariel: Dzień dobry. Samopoczucie prawidłowe, dziękuję.


J: Przyznam szczerze, że jestem niezmiernie zaciekawiona. Na blogu w podstronie "O mnie" widnieje praktycznie tylko imię i wyznanie, że piszesz od "nieprzyzwoicie dawna", co nie mówi prawie nic. Może dodasz kilka słów, żeby czytelnicy mogli lepiej Cię poznać?

 N: Tak szczerze? Średnio lubię pisać o sobie, bo wychodzę z założenia, że ludzi bardziej interesuje to, co tworzę. Jeśli chcą się dowiedzieć czegoś konkretnego, mogą do mnie napisać i spytać. Jeśli ktoś naprawdę jest ciekaw: kulturoznawca z powołania, rusofilka, fanka silnych kobiet na przestrzeni dziejów, pasjonatka szeroko rozumianej historii homoseksualizmu. Lat 22, płeć biologiczna i kulturowa: kobieta.

J: "Rusofilka, fanka silnych kobiet na przestrzeni dziejów" - to zdecydowanie można zaobserwować na Twoim blogu. Zanim jeszcze jednak do niego przejdę, chciałabym spytać o kwestię również niebywale mnie nurtującą: Twój e-mail. Możesz zdradzić odpowiedź na zagadkę zawartą w "PS2" opisu autorki? Skąd w mailu nazwisko Madsa?

N: To dość śmieszna historia o tym, jak cwana potrafi być ludzka podświadomość. Mads dostał imię po pierwszym mężu Belle Gunnes, najsławniejszej Czarnej Wdowy. Przeczytałam artykuł o niej w jakiejś groszowej gazetce o seryjniakach i stwierdziłam, że po prostu muszę nazwać tym imieniem jednego ze swoich bohaterów. Wydawało mi się strasznie wymowne. Pomysł na nazwisko wzięłam zupełnie skądinąd - podsunął mi je ojciec, kiedy rozmawialiśmy o norweskich imionach. Do artykułu wróciłam dopiero po paru tygodniach od wymyślenia tej postaci, i wtedy też okazało się, że Mads dostał po mężu pani Belle nie tylko imię, ale również nazwisko. Ponadto Sorensenowie mieli dwie córki - jedna z nich nazywała się Lucy (tak jak przyszła asystentka Madsa, zbieżność oczywiście przypadkowa), a druga właśnie Myrtle

 J: W moich tworach też cały czas się natykam na podobne dowody tego, jak "cwana" potrafi być ludzka podświadomość, chyba wszyscy to znamy :D. A zbieżność przypadkowa zbieżnością przypadkową, ale a'propos Lucy - w prologu, w którym ta bohaterka występuje, ani śladu po Aleksandrze, czy Marcelinie. Zginęli? Odlecieli na Księżyc? Zagryzły ich komary?

N: A jaka opcja najbardziej by Ci odpowiadała? ;) Nie będę sypać autospoilerami tego kalibru, nie ma opcji.

J: Żeby... zaszyli się w jakimś miłym kąciku i zapomnieli o okropieństwach świata wokół, przeklinając na siebie nawzajem? Tak też sądziłam, ale nadzieję zawsze trzeba mieć (spróbować było warto!). Ale nie zdradzisz naprawdę nic a nic? Jakiś autospoiler mniejszego kalibru?

N: Nawet nie wiesz, jak wielką mam ochotę napisać "będą seksy".
Autospoiler mniejszego kalibru, powiadasz? Dobrze. W tym opowiadaniu 90% żołnierzy VDV to kobiety.

J: Jak znam życie "będą seksy" potrafiłoby przyciągnąć trochę widowni :D
Ha! (nie wiem, czy ma to jakiś wpływ na fabułę i losy bohaterów, ale nie drążę tematu). Moje spoilerolubne serce jest ukontentowane. Tak w ogóle, to "Zapach luizytu" jest bazowany na grze. Kiedy się z nią... zapoznałaś? Pomysł na napisanie opowiadania wykorzystującego jej świat przedstawiony przyszedł od razu, czy dopiero po jakimś czasie?

  N: Z grą zapoznałam się na Pyrkonie 2012, kiedy kupiłam podręcznik. Podręczniki do dobrych erpegów zawsze działały na mnie strasznie inspirująco i w zasadzie do każdego systemu tworzyłam sobie szereg bohaterów, którymi nigdy nie grałam. Tutaj było inaczej. Stwierdziłam, że do gotowego uniwersum wrzucę wcześniej wymyślone postaci.

J: Pyrkon! Może się wreszcie wybiorę w przyszłym roku (o ile fundusze pozwolą). Tam narodziła się też Wąchająca Gazmaska? (czy jest to jakiś stały element gry, o którym nie wiem, bo nie przeprowadziłam "riserczu"?)

N: Nie, Wąchająca Gazmaska to plakat informacyjny z czasów IIWŚ.

J: Och, mój Boże. Czuję się jak najgorsza ignorantka, że tego nie wiedziałam ;-; 
Żebym zapomniała o moim zażenowaniu, przejdźmy jak najszybciej do czegoś innego - jak długo trwa już to "nieprzyzwoicie dawno"? Pamiętasz o czym był Twój pierwszy blog?

N: Hehe, jasne że pamiętam. Mój pierwszy blog zawierał koszmarnie mroczne i brutalne yaoice o Akatsuki. Zresztą nadal wisi w internecie. Jest słaby, ale co będę żałować rozrywki ludziom, którzy go czytują - nawet jako guilty pleasure. Staruch ma już cztery lata, ale to nie były moje pierwsze potwory, zaczynałam jako dwunastolatka. Ech, ten młodzieńczy entuzjazm. W rok spłodziłam półtora tomu wielkiego epickiego bydlęcia fantasy, miało to-to z dwieście pięćdziesiąt stron lekko licząc.

J: W rok? Imponujące, trzeba przyznać. Któreś z tych tworów udostępniałaś outernetowym znajomym, albo rodzinie, czy raczej strzegłaś ich zazdrośnie?

N: Strzec? JA?! Dajże spokój, moja rodzina była nieomalże przemocą zmuszana do czytanie tych płodów! To było problematyczne, bo tata nienawidził czytać z ekranu, brat dopiero zaczynał podstawówkę, a mama z jakichś tajemniczych powodów średnio lubiła kiepsko napisane gore.
Za to kiedy miałam czternaście lat, wydałam się w gazetce szkolnej. Kolega z trzeciej klasy mnie pochwalił, więc byłam dumna jak paw, a poza tym na koniec roku dostałam za to opowiadanie nagrodę książkową. "Zbrodnię i Karę".
Teraz zastanawiam się, kto to opowiadanie w ogóle puścił - myślę, że jak na gimnazjalistkę było niezłe, ale nie przeszło żadnej redakcji, więc siłą rzeczy pojawiło się sporo głupot. No i nie mam pojęcia, kto normalny publikuje w gazetce szkolnej opowiastkę o morderczych elfach-narkomanach.

J: Próbowałam wyobrazić sobie coś takiego w mojej gazetce szkolnej, ale to by nie przeszło. Nie w szkole katolickiej :D
A tak z innej beczki: jak kształtował się Twój styl pisania? Zdarzyło Ci się kiedyś czytać książkę/opowiadanie z myślą "tak chciałabym pisać"? Ktoś miał wpływ na pisaninę Nefariel, czy radziła sobie sama?

N: Jeśli chodzi o styl - wczesny Sapkowski. Lubię też Kinga, ale jestem świadoma wad: nie chciałabym go naśladować całościowo, ale strasznie podoba mi się takie... przesycenie szczegółami.
Z rzeczy ambitniejszych - Poe. Uwielbiam. Kiedyś próbowałam czytać sobie "Zagładę domu Usherów" przed snem. Wymiękłam przy opisie roślin. Jeszcze nic się nie zaczęło dziać, a ja już słyszałam kroki swojej nieistniejącej siostry bliźniaczki pod podłogą. To opowiadanie ma taką duszną, rozmytą atmosferę. Gdybym umiała straszyć klimatem chociaż w połowie tak dobrze, mogłabym umrzeć spokojna i szczęśliwa.
No i Lovecraft. Doceniam nawet mimo tego, że trafiło mi się kiepskie tłumaczenie z gramami i ortami.
Poza tym lubię używać poezji jako wspomagacza klimatu. Wychowałam się na tekstach piosenek Nicka Cave'a. Jeszcze Baudelaire i jego "Kwiaty Zła", "Padlinę" uważam za absolutne arcydzieło. Wspomniany już Poe. Trochę też nasz rodzimy Wojaczek. Teraz będę się brała za rosyjskich poetów, pierwsza w kolejce jest Achmatowa. Czytanie poezji wbrew pozorom bardzo ułatwia pisanie prozy, jeśli chodzi o samo szlifowanie stylu. Wiersze to bardzo ścisłe kompilacje gotowych zestawów słów, którymi można się inspirować. Rany, mam nadzieję, że nie brzmię jak jakiś domorosły filozof!

J: Brzmisz.
(ale ja tam byłabym z tego dumna na Twoim miejscu) 

N: O rany. Chyba pozostaje mi tylko posypać głowę popiołem!

J: Absolutnie nie szłabym w tym kierunku. Wróciłabym natomiast do Achmatowej.
Przyznam szczerze, że godzina najwcześniejsza nie jest, a mi się już oczy kleją i herbata skończyła. Pomimo tego, że wspaniale mi się rozmawiało - co powiesz na tradycyjne trzy szybkie pytania dotyczące Twojej osoby, tak na koniec?

N: Jasne, czemu nie?

J: Ulubiony zapach?

N: Zapach pelargonii, oczywiście!

J: Oczywiście XD Temat, na który mogłabyś rozmawiać do końca świata?

N: Rosja. W chwili obecnej jest to rosyjskie wojsko i pewien film wojenny, za jakiś czas może przerzucę się na baśnie, które też uwielbiam, albo na to, jak można poprawić sytuację osób LGBT, albo na radziecką propagandę. Albo na cokolwiek innego. Chcę się dowiedzieć jak najwięcej o tym kraju!

J: W takim razie pytanie o miejsce, do którego chciałabyś pojechać, chyba nie będzie miało sensu... Więc: najlepsza rada, jaką kiedykolwiek otrzymałaś?

N: Umówmy się, że czytanie na głos tego, co się napisało. ;)
(A pierwsze pytanie miałoby sens, bo najbardziej na świecie chciałabym jechać do indyjskiego Jagannath Puri. W zasadzie równie mocno, co do Petersburga).

J: O proszę! :3 W takim razie trzymam kciuki za to, żebyś kiedyś tam pojechała. I się żegnam.
Dziękuję najmocniej za ciekawą rozmowę i wracam do x-menów. Miło było!
(a "Zapach luizytu" z najwyższą przyjemnością dodaję do mojej prywatnej biblioteczki i polecam wszystkim tu zgromadzonym. Amen)

N: To może ja pójdę pograć w jakiegoś starego RTSa. Dzięki, na razie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.