8 marca 2014

Nowe rozdziały



- Wrócili - powiedziała Kendra.
Maria momentalnie zerwała się z miejsca i podążyła za wzrokiem, a właściwie kierunkiem trzymania lornetki, siostry. Niestety, co oczywiste, nie była w stanie nic dojrzeć bez szkieł powiększających.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Redger wyszedł z ratusza i ustawił się naprzeciwko synka - zaczęła opisywać. - Rozmawiają niezbyt spokojnie. Ojciec krzyczy i kręci się w kółko ze zdenerwowania, podczas gdy Jackie patrzy tylko na niego gniewnie. Jego kumple są przerażeni. Sam i banda zabrali się spod sklepu już dawno temu i pouciekali gdzieś z podkulonymi ogonami… Jackie podchodzi do Redgera. Rozmawiają ze sobą na osobności… Chyba coś uzgodnili, bo burmistrz wrócił do ratusza, a Jack machnął na resztę, żeby poszli za nim. Kierują się w stronę komendy. - Tutaj gwizdnęła. - Mają jeszcze bardziej przerażone miny niż wcześniej.
Odjęła lornetkę od oczu i uśmiechnęła się pogardliwie. Spojrzała na siostrę. Ona także się szczerzyła.
- Wojnę czas zacząć - powiedziała Maria.

Fl4shTV
Thrillery i horrory





Dwa dni wcześniej, obudził się na polanie, szum ludzi i maszyn, brzęczał w jego uszach. Był przerażony, kiedy poczuł coś ciepłego, mokrego na swoich spodniach. Nie pachniało to zbyt dobrze. Ujrzał biegające dookoła psy i dzieci. Uświadomił sobie, że musi wyglądać komicznie w tym stroju.

Miał cel: był nim Naruto. Nigdy nie pomylił się, jak podczas pewnej kłótni. Nie, to raczej, była... ochrona. 

Chciał go bronić przed samym sobą. Nie chciał, aby wszedł w część jego historii, która mogła skończyć się dla niego źle. Naruto nie mógł nawet zrozumieć tej idei, ponieważ nie chciał mu o tym powiedzieć.

Następnego dnia po prostu zniknął, a jego serce zaczęło bić inaczej. Ciszej. Samotniej. Szukał pocieszenia w kimś, kto był dla niego nikim.Wzrokiem szukał tylko tych błękitnych tęczówek, jakie stały się częścią jego snu na jawie. 

Frio Hamaguri
Manga & Anime / Naruto





Zza zakrętu wypadła drobna postać i wtuliła się we mnie niczym spragnione towarzystwa i ciepła rodzicielskiego dziecko. Położyła głowę na mojej klatce piersiowej, chłonąc znajomy zapach i oddychając głęboko. Moment później ja również uległem magii chwili i przycisnąłem mocniej przyjaciółkę, w duchu ciesząc się z naszego spotkania. Po samotnym leżeniu w skrzyni i zalewaniu przez zimną, przynoszącą krótkotrwałą śmierć wodę, widok jednej z najbliższych mi osób był jak cudowna tęcza pojawiająca się na niebie po wielu deszczowych dniach. 
Dobra, sympatyczna, niezastąpiona Caroline. Jedyna osoba, która mogła sprawić, że poczuję się lepiej. Nie chciałem widzieć Eleny, szczęśliwej u boku mojego brata. Świadomość utraty wielkiej miłości wydawała się o wiele gorsza od tortur w klaustrofobicznej pułapce. Jeszcze bardziej zasmucał mnie fakt, że tuż po wyjściu zabiłem niewinnego człowieka próbującego mi pomóc i omal nie przemieniłem się w człowieka po ataku na Katherine. Czułem się paskudnie i jak nigdy wcześniej potrzebowałem wsparcia tkwiącej w moich ramionach kobiety.

infinitesmilee
Fan Fiction / Pamiętniki Wampirów





Wreszcie burmistrz skończył swoją wydukaną litanię oskarżeń i zszedł z podestu. Potknął się na mokrych stopniach i byłby spadł, plusnął w brudną kałużę na bruku jak kartofel w rzadką zupę, gdyby pomocnik kata nie zdołał go przytrzymać.
Jeden ze strażników stojących blisko Airisa zachichotał głupio pod nosem, inny szturchnął go łokciem. Na pustych, bladych twarzach mieszczan nie zaszła nawet najmniejsza zmiana. Z perspektywy stojącego na podwyższeniu kapitana musieli wyglądać jak ciemne morze, smugi chudych twarzy odznaczające się wśród falującej czerni niczym blade brzuchy martwych ryb. Deszcz nie przestawał bębnić o deski szafotu i kostki bruku w agresywnym staccato niczym parodii pogrzebowego marsza.
„Macie swój hymn na cześć bohaterów”, pomyślał Janre, ledwo powstrzymując się, żeby nie splunąć pod nogi. „Pieprzeni Talleńczycy, z tym waszym popieprzonym patriotyzmem..."

Myszogon
Fantastyka / Fantasy





Christopher stał przy oknie, spoglądając na przyjeżdżających gości. W ręku trzymał kieliszek czerwonego wina, a w drugiej dłoni podzwaniały rytmicznie podrzucane klucze. Pomieszczenie było pogrążone w kojącym półmroku. Ciemność odganiały tylko pojedyncze świece ustawione starannie na regałach. Niespokojne płomienie rzucały roztańczone cienie na zdjęcia uśmiechniętej dziewczyny stojące gdzieniegdzie na półkach.
- Naprawdę musieli tu dziś wszyscy przyjechać? - wymamrotał Christopher, krzywiąc się z niezadowoleniem.
- Gdyby czterdzieści osób nagle się rozchorowało, byłoby to dziwne, nie sądzisz? - spytała rozbawiona Dorothy, wchodząc do jego gabinetu. Ostrożnie przeszła przez pomieszczenie, by stanąć u boku brata i razem z nim podziwiać nocną panoramę przybywających gości.
- Niekoniecznie musieliby się rozchorować. Gdyby umarli, też nie miałbym nic przeciwko - stwierdził obojętnie mężczyzna, mrużąc wściekle oczy na widok kolejnej pary wchodzącej do rezydencji.

Arcanam
Romans

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.