29 lipca 2013

Nowe rozdziały

Rozdział dziesiąty

– W każdym razie jeśli chodzi o twojego przyjaciela. – Chłopiec odważył się wreszcie na niego spojrzeć. – Próbowałem cokolwiek z niego wyczytać, ale... bezskutecznie. I nie chodzi tu o żadną ochronę, jaką często wytwarzają silni magowie, aby nie zdradzać nikomu swojej mocy. Nie. Tutaj chodzi o to – przerwał, próbując dobrać słowa – o to, że... on nie emanował niczym. Kompletnie. Zupełnie jakby był martwy, jakby był mówiącym i chodzącym opakowaniem. Nie wiem, jak ci to dokładnie wytłumaczyć, przepraszam. To po prostu trzeba poczuć. Może zabrzmię głupio, ale miałem wrażenie, że on nie był człowiekiem.
CriminalEye




# 11 Words

Ulotne i płoche – tak się określamy. Nie wiesz, jak bardzo się mylisz, myśląc, że nas dogonisz, w pełni posiądziesz i odkryjesz tajemnicę. Nigdy nie pozwolimy, byś nas wszystkie złapał, uwięził na smyczy bądź w klatce i używał do swoich nieczystych celów. 
Nie zostałyśmy stworzone po to, byś nami ocierał swoje splugawione kłamstwem usta.
Jesteśmy słowami.
(...)
Nie jesteśmy dobre, nie jesteśmy złe – jesteśmy słowami. Musisz nauczyć się nas używać.
Smakuj nas, rozkoszuj się nami. Uważaj na nas.
Illuminata


6. Gave you all I had and you tossed it into trash

 Wyszłam na zewnątrz. Wiatr był lodowaty. W porównaniu jednak z chłodem, który ogarnął teraz moje wnętrze, zdawał się być paląco gorący. Szłam chodnikiem, siłując się z nieprzyjaznymi masami powietrza kierowanymi z ogromną mocą w moją stronę. Nie miałam siły iść. Z zimna piekły mnie oczy. Piekły mnie policzki. To nic. Serce już dawno zamarzło.
Mai


 into dust, n #24 (cz.I)

Nina zastyga w bezruchu. A potem uśmiecha się i mimo woli przytakuje. Nieokrzesana. Oczywiście. Jest bardzo nieokrzesana. Wszak ojciec przywiózł ją tutaj, bo uznał, że już wystarczy szargania dobrego nazwiska. Wybrał za nią. Mniejsze zło. W osobie Benjamina. Łaskawie zezwolił na dwa spotkania w roku. Przytyka palce do ust. Miłość jest słabością. Czując palącą wilgoć pod powiekami unosi do góry dłoń i chyłkiem zerka na jeden z palców. Wystarczył raz. Była zbyt pijana by odpowiednio mocno go zapamiętać. Kilka pocałunków. Kilka rzuconych na wiatr ckliwych wyznań. Adrien narzucał jej się od zawsze. Miał moc odgadywania myśli. Zczytywał je z jej ust. Przez krótką chwilę, jak zahipnotyzowana, wpatruje się w połyskujący na palcu kawałek metalu. 
 Ulotna 


13

Lepiej zainteresuj się teraz tym, co narobiłaś. Nie za bardzo cię lubię i gdybym mógł, to zrobiłbym to, co powinno się już dawno. Tak, grożę ci, nie przerywaj mi – dodał szybciej widząc złość Sakury – Ale tak się teraz składa, że bez ciebie wiele osób długo nie pociągnie. Ja również. Dlatego weź się jakoś w garść i opuść to miejsce. Uciekaj – dokończył. Ale już nie patrzył się na siedzącą naprzeciwko niego Sakurę. Wpatrywał się w kogoś po drugiej stronie stołówki wzrokiem pełnym nienawiści. Sakura nie musiała się odwracać, żeby dowiedzieć się, kim jest ta osoba.
Itachi.
Wyczytała to z jego ust. A po tym.
Uciekaj.
MichiruSan


Rozdział 4

Czy umiesz odpowiedzieć, dlaczego to robisz? To tak jak życie, ono trwa, a ty potrzebujesz powietrza - mimo, że czujesz jak rozsadza ci płuca od środka. Tylko bez tego potrafisz żyć. Kiedyś potrafiłam, jeszcze całkiem niedawno, wiesz był taki czas błogiego spokoju. Więc dlaczego ponownie do tego wróciłaś? To jest niczym najpiękniejszy narkotyk, chociaż niekiedy bolesny i równie niebezpieczny - owszem, wiem, że powinnam użyć konkretnej nazwy tylko, aż tak dobrze na tym się nie znam. Kiedy ostatnio do tego sięgnęłaś? Kilka godzin temu, podczas pisania wiadomości, której nigdy z pełną świadomością nawet nie zechcę wysłać.
Vreles


Rozdział 2

"Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do swojego pokoju, po drodze mijając Jamesa. Uśmiechnęłam się do niego i szłam dalej, doskonale wiedząc, kto jako drugi stanie mi na drodze.
Syriusz, gdy tylko mnie zobaczył, zatrzymał się. Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, prowadząc niemą wojnę. Przełknęłam głośno ślinę i odwróciłam wzrok.
- Porozmawiajmy.
- Nie mam teraz czasu – zagryzłam wargę. - Śpieszę się do Ministerstwa.
Wyminęłam go. O, tak. W tamtym czasie pierwszą pozycję na mojej liście „do zrobienia” było unikanie Syriusza Blacka."
Nymeria


Rozdział XI - "W trumnie"

"- Uspokój się – powiedział Marc mieląc w rękach cygaro.
Ludzie po tylu latach rozwoju medycyny byli obojętni na jego skutki, ale dla chłopaka palenie tego świństwa stało się zwyczajnym nawykiem. Stał oparty o ścianę w pokoju Holly, a jego przydługie brązowe włosy zachodziły mu na oczy. Był tam by dopilnować, żeby dziewczyna nie zrobiła jakiegoś głupstwa, jak te przed godziną, gdy zabroniła lekarzom tknąć ciał ofiar ostatniej bitwy.
- Jestem cholernie spokojna, tak kurewsko spokojna, że chyba bardziej być nie mogę – odparła Holly przez zaciśnięte zęby – Daliście mi przecież durny środek na uspokojenie.
- A ty go z taką chęcią przyjęłaś, że aż kilka osób zostało rannych – prychnął."
Shannon Alexander


 Rozdział 25 - "Zaklęcia Śmierciorzercze"

"(...) - Ginny boli kostka… poza tym słyszałem o jakiejś imprezie tutaj.
- Pudło, towarzyszu! To u Puchonów.
- Puchonów?! Żartujesz?
- Też tak na początku myślałam, ale Blaise miał iść.
- Hahahahah.. Zabini w Hufflepuff'ie?! Oj, to już naprawdę życie musiało mu dać w kość. – powiedział ze złośliwością.
- Daj spokój. Ponoć Puchonki nie są takie złe.. w TYCH sprawach. – uśmiechnęłam się próbując ukryć rumieniec.
- Hahahaha… no wiesz, Ślizgonki też nie są…. takie złe. – chrząknął. – W TE sprawy oczywiście.
***
(...) I mówię wam, tylko i wyłącznie słynny pan Harry Potter potrafi wlecieć wściekły ( dowiedział się, że ja wiem, a Draco z Amandą dobili go informacją, że oni też wiedzą) do Wielkiej Sali i na cały głos wrzasnął:
„- MALFOY ZOSTANIE OJCEM, MALFOY BĘDZIE MIAŁ DZIECKO! I TO NIE Z BYLE KIM! HERMIONA BĘDĘ WUJKIEM?!”
Nie mam pojęcia czy coś wtedy brał albo czy akurat nie grał z kimś w butelkę, ale jedno było pewne: ja i Draco tak łatwo nie puściliśmy mu tego płazem. "
Victorie la Roulette


Donata

Donata bardzo żałowała, że nie jest jeszcze dorosła. Rodzice tak wiele jej dają, a ona nie może się im odwdzięczyć, bo jest za mała- to niesprawiedliwe. Gdyby była dorosła, pomagałaby rodzicom zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Byłaby dla nich wsparciem, podporą, ostoją bezpieczeństwa. Stanowiłaby filar, który trzyma cały dom w pozycji pionowej. Na niej zawsze mogliby się oprzeć. Któregoś razu Donata postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć działać...
 Daria

[02] Chyba lepiej żyło mi się w nieświadomości

W takiej pozycji przeleżałam dłuższą chwilę, starając się zrozumieć to, co się przed chwilą wydarzyło. Ogarnęła mnie złość, której nie potrafiłam wyjaśnić. Przez siedemnaście lat żyłam w przekonaniu, że mój ojciec był dobrym mężczyzną, kochającym mężem i tatą, a gdyby nie wypadek spowodowany przez mugola cały czas by był z nami. Mama opowiadała mi, jaki był przystojny, że mam po nim swoje śliczne, brązowe oczy. Wiele razy leżałam na łóżku i wyobrażałam sobie go oraz to, że spędza z nami czas, że wrócił. A ja przez cały czas byłam okłamywana! Ciekawa byłam, dlaczego to wszystko zmyśliła i nie pozwoliła mi go poznać wcześniej. A on co? Nie szukał mnie? Nie interesował się moim dobrem? Nie chciał poznać swojej córki?
Xara


"Ironia losu"
Rozdział XIX " Dzień, który zmienił wszystko"

Estelle przez jakiś czas leżała na łóżku i bezmyślnie wpatrywała się w lawendowy sufit. Patrzyła gdzieś w górę błędnym spojrzeniem, ale nie wiedziała, co tak naprawdę chciała tam zobaczyć. Czy tam miałoby ukazać się jej jakieś wydarzenie z przyszłości? Czego miałoby ono dotyczyć?
- Co ja właściwie tu robię… zdaje się, iż… tak, miałam napisać do cioci… - szepnęła sama do siebie i zaczęła rozglądać się za czymś do pisania.
Wtem jej oczom ukazała się śnieżnobiała koperta, jeszcze nie otwarta, która musiała najwyraźniej przyjść z dzisiejszą pocztą.
- Czyżby kolejny list od cioci Mathilde? – westchnęła młoda hrabianka.
Gdy tylko wyciągnęła list z koperty, natychmiast zabrała się do lektury. To nie był zwyczajny raport z codziennego życia w domu państwa D’Ardeagne. Ciotka nie rozpisywała się o swoich perypetiach, ale przekazała jej wiadomość, która kompletnie zaskoczyła dziewczynę i sprawiła, że Estelle długo nie mogła dojść do siebie po przeczytaniu listu.
Mouseline


Rozdział 4.

- Zrobimy to, jak tylko skończymy z Baekhyunem. Myślę, że pójdzie szybko. Ten chłopak jest zbyt naiwny i przewidywalny. - Spojrzałem na Tao, który nadal był zdenerwowany, co nie umknęło mojej uwadze. - Kiedy wszystko wróci do normy, zmienimy miejsce. Myślałem nad Barceloną, albo Nowym Jorkiem. 
- Lepiej szybko pozbądźmy się go, póki jeszcze nie jest za późno. 
Widziałem, jak zaciska dłonie w pięści, prawdopodobnie już nie wytrzymując.
- Nie – warknąłem, również wstając. - Nie wolno ci go tknąć. Możesz go zabić tylko wtedy, jeżeli będzie chciał odebrać ci życie, lub jednemu z nas. W przeciwnym razie, jeżeli umrze z twojej ręki, ty zginiesz z mojej, zrozumiałeś? - Podniosłem swój ton, wiedząc, ze inaczej do niego nie dotrę. Był niezwykle uparty, ale musiał się mnie słuchać. 
- Ktoś jeszcze wie, że jest policjantem?
- Tylko ja, ty i Taemin. Nie mów reszcie. Nie chcę zamieszania, lepiej będzie pozostaną niedoinformowani, albo jak dowiedzą się w późniejszym czasie. Teraz jest za wcześnie – oznajmiłem, nie siląc się na bycie miłym. W tym momencie byłem wściekły i nie wiedziałem, czy to przez Tao, czy przez pieprzonych Bloodsów, którzy nadal nie chcieli ustąpić. - A teraz idź, mam cię dość – warknąłem, zaciskając dłonie w pięści, po czym posłałem chłopakowi chłodne spojrzenie. - I zawołaj Baekhyuna. 
Uszati


Rozdział 6

Od kilku godzin siedziałam w pokoju na łóżku. Opierałam się plecami o ścianę z przymkniętymi oczami. Jedną nogę miałam wyprostowana, druga zgiętą w kolanie, a na niej położyłam dłoń. Zaraz miałam pokazać wszystkim swoje umiejętności. Nie wiem, po co im to było. Dowiedziałam się od Kisame, że Hidan nie zna się szczególnie na pieczęciach. Jedynie mam uważać na jego kosę. Nie mogę dać się skaleczyć. Dlatego dziś z trzy razy przećwiczyłam numer z kunaiami. Wstałam z łóżka. Byłam po kąpieli, więc na sobie miałam różową bluzeczkę i czarne majtki. Weszłam do łazienki, stając przed lustrem. Włosy związałam w kitkę. Naciągnęłam na siebie szorty. Nachyliłam się nad umywalką, przemywając twarz zimna wodą. Spojrzałam w lustro. Nie ukrywałam tego, że byłam atrakcyjną kobietą. Nasza cała rodzina była obdarzona niezwykłą urodą. Minato był przystojnym facetem. Geny uchowały nam się po matce. Uśmiechnęłam się, lecz po chwili posmutniałam. Minato...Ciekawe, co on by zrobił gdyby wiedział o mojej misji... Nie miej mi tego za złe braciszku... Robię to by chronić twojego syna...
Hana-chan


Rozdział III

Piękna para siedziała w eleganckiej, modnej restauracji. Kobieta ubrana w czarną dopasowaną sukienkę, wysokie szpilki z delikatnym makijażem i włosami puszczonymi puklami na prawe ramię i mężczyzna w czarnych spodniach i koszuli niedopiętej przy szyi. Wyglądali niczym wycięci z katalogu mody. Dziewczyna poruszała czubkiem w rytm klasyków Doris Day, rozglądając się wokół. Mężczyzna z całych sił próbował skupić na sobie jej uwagę, ale ona bez większych emocji, czasami posyłała mu zniecierpliwione spojrzenie. Odpowiadając zdawkowo na jego pytania, pogrążona w własnych myślach, pilnowała muru, który wybudowała wokół siebie. Wydawała się znudzona, doskonale zdawał sobie z tego sprawę jej towarzysz. Wpatrzony w nią z pożądaniem mierzył wzrokiem jej ciało. Coś nagle się zmieniło, on coś powiedział, ona roześmiała się nerwowo, może oburzona, zdenerwowana. On patrzył zdezorientowany, jakby nie znał przyczyny jej nagłej zmiany zachowania, znów coś powiedział, kobieta wstała poparzyła na niego ostro, śmiejąc się i wybiegła. Oboje nie zdawali sobie sprawy z widowni, jaka utworzyła się wokół nich. Kobieta szybko stukała obcasami po chodniku, biorąc głębokie wdechy letniego powietrza. Mężczyzna ją dobiegł chwycił za ramie, ta się wyrwała, prawie upadła, ale on chwycił ją w ramiona. Chwila pozornego spokoju nastała między nimi, ale aż iskrzyło od emocji obojga. Kobieta jakby ocknęła się z snu, wyrwała się ponownie, padły kolejne słowa, w końcu jej ręką zwinnie uderzyła w jego policzek. 
Chocolate


Rozdział II

Przez całą podróż powozem, panowała niezręczna cisza. James z zażenowaniem patrzył się w sufi i rozglądał po wnętrzu pojazdu, jakby widział je po raz pierwszy w życiu. Syriusz przysypiał z głową opartą na dłoni, a Harry bawił się swoją różdżką; gasząc i zapalając światło. Remus i Peter po prostu siedzieli i myśleli gorączkowo, jak zacząć jakąkolwiek rozmowę, bo cisza stawała się bardzo męcząca. Lily, której robiło się gorąco i zimno na zmianę od napiętej atmosfery, w końcu zapytała:
- Jak Wam minęły wakacje?- Była to pierwsza rzecz, która przyszła jej na myśl. Wiedziała, że to może trochę oklepane pytanie, jak na pierwszego września, ale te napięcie bardzo ją męczyło.
Melodia 


Rozdział 20

– Nie kocham cię – odparłam po prostu.
– O. – Przez chwilę sprawiał wrażenie zaskoczonego. Kąciki ust zadrżały mu w powstrzymywanym uśmiechu. – Cóż, przypuszczam, że potrafiłbym bym to zmienić.
– Może potrafiłbyś – odpowiedziałam. – Ale wiedziałabym, że ty mnie nie kochasz.
– Skąd możesz mieć pewność, że…
– Przestań – potrząsnęłam głową. Zwróciłam ku niemu zmęczoną twarz. – Może jestem niepoprawną marzycielką. – Dużo trudu kosztowało mnie wypowiedzenie tych słów, otworzenie się przed kimś. – Może to kolejna błędna decyzja, którą podejmuję. Może będę jej kiedyś żałować. Ale przede mną jeszcze całe życie. Nie chcę na samym początku zadowalać się nagrodami pocieszenia.
– Nikt nigdy tak nie zranił mojej miłości własnej. – W jego głosie wciąż dźwięczała nutka rozbawienia.
Znów to zrobił. Pochylił się nade mną, zamknął w stalowym uścisku. Dłonią przesunął po moich włosach.
– Przestań – powiedziałam drżącym głosem.
– Ellie? – Drgnęłam, kiedy dobiegł mnie przytłumiony dźwięk. Gilles. – Ellie, jesteś tam? 
Leleth i Lawinia


Rozdział 7. Siostrzana miłość

Blondyn popatrzył z niedowierzaniem na szeroko uśmiechniętego kuzyna. Znał go całe życie, ale nigdy nie pomyślałby, że Nathan może wpaść na tak głupi pomysł. I to niespełna miesiąc po tym, jak Elvira została wyrzucona ze szkoły. 

- No przecież ze szkoły nas za to nie wyrzucą, bo to poza terenem Hogwartu – uprzedził go Nathan.

- Ty jesteś nienormalny – wkurzył się Olivier. - Przecież do tego miejsca nie można się zbliżać. Zresztą, po co? To ruiny. Chcesz łazić po przysypanych śniegiem stosach gruzu? Niby w jakim celu? Wytłumacz mi to. – Skrzyżował ramiona na piersi i czekał na wyjaśnienia. Wiedział jednak, że cokolwiek Nathan nie powie, on w tym udziału nie weźmie.
Walkiria

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.