25 maja 2013

Nowe rozdziały


 O5: Dlaczego on ze mną rozmawia? Przecież się nie lubimy!

 Kilka dni temu zrozumiałam, co to znaczy bezwarunkowa miłość. Nie taka, jak z bajek. Między księciem, a królewną. Tylko taka, między rodzeństwem, rodzicami. Można nie dogadywać się z siostrą, bratem. Można go nie znosić, w wielu nie porozumieć. Ale tak naprawdę ciągle się tę osobę kocha. Jest wyryta w swoim sercu do końca. Nawet kiedy zdenerwuje cię tak, że powiesz o wiele za dużo. Sądzisz wtedy, że jej nienawidzisz, ale... co by było, gdyby twoja siostra zachorowała bardzo poważnie, albo brat brał udział w wypadku? Co byś zrobił? Na pewno nie powiedziałbyś, że to dobrze. Byłbyś smutny, zły, rozczarowany, że wcześniej tak się traktowaliście. Teraz, nie rozumiesz po co. Jesteś wściekły na samego siebie. Nie na niego, bo coś zrobił. Nie na nią, bo coś powiedziała. Tylko na siebie, bo tego nie załatwiłeś. Obraziłeś się jak dziecko, zrezygnowałeś, zamiast wziąć się w garść.
Viltis




Rozdział XXXI

- Kyaaaa! Wy naprawdę jesteście bardzo do siebie podobni! – przestałam wpatrywać się w Sasuke, na rzecz kochanej Mirandy.

- Ty naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko udajesz? – syknęłam, bo jak przed chwilą było źle, ale stabilnie, to teraz cała równowaga mojego nastroju ponownie zdaje się walić.

- Ogólnie to jestem dobrą aktorką! – nadal niezrażona stała naprzeciwko mnie, po drugiej stronie stołu.

- Chwalisz się, czy żalisz? – spytałam, mając nadzieję, że w końcu się zamknie. Poczułam lekkie wyrzuty sumienia, gdy jej radosny ogon oklapł, a iskierki w oczach zniknęły. Lecz co szybko naprawiło moje samopoczucie? Brak jej głosu…

- Sasuke-kuuuun! – no kurwa, no nie. Z pomocą chakry, natychmiast znalazłam się obok kolejnego źródła hałasu, przygważdżając jak się okazało kolejną istotkę (tym razem rudą) do ściany.

- Możesz łaskawie zamknąć paszczę? Jeśli nie, to bardzo chętnie ci pomogę – warknęłam puszczając dziewczynę, która po chwili zaryła o podłogę. Otrzepałam sobie dłonie, bo jeszcze czymś się zarażę i z nieobecnym wzrokiem ruszyłam w stronę stołu. Wiedziałam, że wszyscy się na mnie patrzą, ale w sumie: kogo to obchodzi?
Sheeiren Imai


Rozdział dziewiąty

Zdała sobie sprawę, że zachowywała się dziwnie- co ją tak wystraszyło? Demony? Nie raz stawała z nimi twarzą w twarz i nigdy nie stchórzyła. Nigdy, aż do dzisiaj. Przez ostatnie kilka godzin zachowywała się jak kompletna wariatka, nie myślała racjonalnie, działała impulsywnie. Zatrzymała się na poboczu, gdy rozległ się pierwszy grzmot i błyskawica.
- Co ty robisz, Liliano? – spytała swojego odbicia w szybie.
- O to samo chciałbym cię zapytać – rozległ się w pełni materialny głos obok niej. Kobieta podskoczyła i spojrzała w bok, instynktownie celując w przybysza bronią. Gdy tylko zorientowała się kto jest autorem tych słów, opuściła broń i spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Bug?
Demon uśmiechał się do niej dwoma rzędami idealnie prostych, białych zębów.
Misery


Rozdział 5.

Znów chwyciłem kamień, próbując go przesunąć, lecz ten ani drgnął. Wybrałem wobec tego inny, ponownie bezskutecznie. Byliśmy uwięzieni. Nie miałem pojęcia, jak długo się z nimi szarpałem, dopiero po jakimś czasie odczuwając zmęczenie. Oparłem się więc o zatrzaśniętą bramkę. Nieoczekiwanie pomyślałem, że to wszystko mogło mieć związek z Dzikim Łowem, o którym przez ostatnie dni zdążyłem zapomnieć. Czy o zachodzie słońca i tu pojawią się jakieś duchy pradawnych wojowników?
Fedora


 8. Sekret Lunatyka

- Halo, ziemia do Rogacza! – uciszył go Syriusz - Nie poznaję cię, ja gadam o imprezie, a ty mi nagle wyskakujesz ze swoimi miłosnymi problemami? Z miotły spadłeś, czy co?
- Co? Impreza? Dobry pomysł! Wtedy na weselu Evans była trochę wstawiona, może jak teraz trochę się napije to znowu się rozluźni i uda mi się z nią pogadać. Powiem jej, że… - James chciał powiedzieć coś jeszcze, ale żadne słowa nie wydostawały się z jego ust. Oderwał wzrok od Lily i spojrzał na siedzącego obok niego Syriusza. Chłopak trzymał w ręku różdżkę, a na jego twarzy malował się szeroki uśmiech.
- Sorry stary, ale musiałem cię uciszyć. Pół lata słuchałem twojej paplaniny o Evans, więcej już tego nie zniosę!
Eternal Dreamer


Rozdział III

Lewą ręka sięgnęła w stronę szafeczki nocnej, na której stał drink. Wyjęła z niego kostkę lodu i wsadziła ją do ust, przygryzając tak, że kawałek wciąż wystawał. Następnie pochyliła się w stronę jego torsu. Chwilę później poczuł na skórze chłód lodu i równocześnie ciepło jej rozgrzanych ust. Zaczęła nimi delikatnie jeździć po jego ciele, zostawiając mokre ślady. Poczuł jak twardnieje.
Feya


7. O północy w Paryżu

Księżyc wpływa powoli na czerń nieboskłonu, krople deszczu z uporem wybijają niepoprawny takt na beżowych płaszczach i czarnych beretach. Za plecami każdy czuje szpitalną woń zza uchylonych lekko drzwi z oddziału onkologii. Śmierć jednak nie czeka od strony ceglanego budynku. Grupa detektywów-samozwańców chwyta brązową kopertę, wyciągając spisane piórem akta ofiary, które bez większych trudności poddają się pogodzie. Atrament rozpływa się po dacie zgonu, chcąc chyba ukryć fakt lat dwudziestych dwudziestego wieku, dokładnie rok 1927. Paryż wprasza się na polskie ziemie, chce nam dać możliwości rozwiązania sprawy sprzed dekad.
Kincaid


into dust, n#22

Ach, gdyby tak mogła wyłączyć wszystko co tylko się da! Po kolei. Metodycznie. Od początku do samego końca. Stać się kimś innym. Albo wyjechać. A potem zniknąć. Rozpłynąć się w nicości.
Piękna iluzja. Wszystko nią jest. I ten miły wieczór i dobra wola, której on nie posiada. Obdarza bruneta nieszczególnie ufnym spojrzeniem i lokując wzrok w jakimś kącie, bąka zniecierpliwiona: - Jeśli masz zamiar nawracać mnie na drogę marazmu i cnoty... bądź rzeczowy i pospiesz się. Zegar tyka. Minuta może ci nie wystarczyć.
Ten nieobowiązujący, ryzykowny ton mobilizuje go do równie niezobowiązującego i niedelikatnego ujęcia jej podbródka w dwa palce i szorstkiego:
- Kto cię tak zepsuł, kwiatuszku?
Wzgarda, bardzo nowa w wykonaniu Niny, odmalowująca się na jej twarzy jedynie utwierdza go w przekonaniu, że większą przyjemnością niż dbanie o jej komfort psychiczny będzie jej go pozbawienie.
- Ty. 
Ulotna


# 7 Pills

Ponownie mruga i już wie, że to resztki snu. Realistyczne, żywe barwy zastępuje szarość. Leśna polana zamienia się w zimną celę, słońce gaśnie, zapach fiołków znika, ptaki milkną, wiatr cichnie, bocian odlatuje. To, co jeszcze przed chwilą zdawało się być prawdziwe i piękne, zniknęło bezpowrotnie poganiane batem Rzeczywistości i dźgane w boki ostrogami Śmierci – dwóch przyjaciółek, które idą razem ramię w ramię, pozostawiając za sobą krwawe żniwo i otrzeźwionych marzycieli.
Illuminata


Rozdział 7

Sobota. Dziś powinna być sobota. A może piątek? Nie wiem. Straciłam poczucie czasu. Sennie otworzyłam powieki. Przeciągnęłam się i obróciłam w stronę wolnej przestrzeni. Dokładnie z kilku centymetrów spojrzałam na twarz osoby, której nigdy w mym łóżku razem ze mną nie widziałam...[...]
Słyszę krzyk. Czyjś krzyk. Otwieram oczy. Przez ułamek sekundy zobaczyłam burzę rudych loków i przerażoną twarz dziewczyny. [...]
I te słowa do mnie dotarły. Ona zginie.
Lena


Rozdział VIII

W lokalu ludzi odwracających uwagę, kolorowych, głośnych, wulgarnych było sporo, ale mimo to bez problemu ujrzała postać wyalienowaną, stroniącą od wszystkich i od której wszyscy stronili. Już z daleka i bez dokładnych oględzin rozpoznała w człowieku tym Sasuke, choć twarz przysłaniał dłońmi i świeżymi, dla odmiany, włosami. Siedział na końcu lady, z dala od choćby cienia, którejś z osób tłumu.

Może i przez chwilę zawahała się, czy powinna naruszać jego prywatność i potrzebę większej przestrzeni osobistej, ale szybko stwierdziła, że w tej chwili bardziej chciała dbać o swoje samopoczucie niż jego. Dosiadła się więc obok. Na tyle blisko, by go słyszeć, ale na tyle daleko, by on nie słyszał jej myśli, które czasem ujawniały się w szybszym biciu serca.
Nikumu


Rozdział drugi
Ostatni dzień

Na tle takich czasów wszystkie problemy dotyczące zaledwie jednostki są błahe, bo cały świat tonie w odmętach tych monstrualnych, nie do pokonania. Nienawistne idee zasypują ludzi, mącąc im w głowach, gniew i agresja szerzą się, a z każdym miesiącem jest coraz więcej i więcej doniesień o linczach, gwałtach, bójkach, masowych mordach i ukrytych gdzieś w lasach mogiłach pełnych cuchnących rozkładem przeciwników Cordinsów.
Wszyscy jeszcze bardziej się boją.
Wszyscy jeszcze bardziej się nienawidzą.
Old Mary


Rozdział II

Zaniemówiłam. Stał za mną wysoki, mniej-więcej trzydziestoletni mężczyzna w kremowym garniturze szytym na miarę. Jego twarz, choć wydawała się młoda, była przeorana zmarszczkami i innymi bruzdami, jakie mógł wywołać tylko upływający czas. Wydawał mi się taki rześki (o ile tak można nazwać człowieka), świeży, a zarazem zużyty i wyczerpany. (...)Mimowolnie sięgnęłam dłonią by dotknąć skrzydła Raphaela. Kiedy poczułam jego delikatne, cienkie pióra, moje serce zrobiło fikołka. Zdawało mi się, że już wiele razy go dotykałam. (...) Poczułam jak moje nogi uginają się i uderzam kolanami o posadzkę, a czyjeś silne, duże dłonie łapią mnie za ramiona i podciągają do góry, ale to ja byłam silniejsza. Opadłam na ziemię, wyrywając Raphaelowi kilka piór.
 M. Arton

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.