31 marca 2013

Nowe rozdziały

SasuSaku II

Gdy przerzuciłem swój wzrok na Sakurę, ta ruszyła w stronę Larwy, która nadal bezradnie siedziała w błocie po pas, co chwilę powtarzając moje imię. Schyliła się do niej i szepnęła coś na ucho. Mina Rudej zrzedła, a Haruno oddaliła się od niej z cwaniackim uśmieszkiem na ustach.

- Maaashi-kuuuun! – kolejny pisk przeszył powietrze, przyprawiając mnie o głęboką irytację. Już chciałem coś powiedzieć, gdy…

- Tak, kochanie? – ku mojemu zdumieniu Harashi właśnie … wyskoczył zza krzaków i podpełznął do Karin. W sumie to zastanawiam się, dlaczego nasz drużynowy pedał nagle przerzucił się na Rudą. Nie, żebym narzekał, czy coś, ale z tego co wiem, to jest on gejem, a z moich informacji wynika, że Karin jest dziewczyną, co wewnętrznie się kłóci. A to podobno kobiety są skomplikowane. A jeśli Mashi nie jest mężczyzną?!

- Znajdź mi okularyyyyy – wyglądali przesłodko, aż do porzygu. Dwójka ciot, klęczących po pas w błocie, mizdrzących się do siebie. Szczyt marzeń…

- Hahahah – Sakura, która stała jakieś dwa metry ode mnie, wybuchła głośnym śmiechem. Miała na sobie krótkie czarne spodenki, tego samego koloru stanik i coś podobnego do siatki (drutu kolczastego?) na brzuchu. Ten strój cholernie podkreślał jej wysportowaną sylwetkę, której nigdy nie widziałem u Karin, a to z reguły ona woli ten typ ubierania się. Haruno również zapatrzyła się na mnie, przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Uniosłem jedną brew do góry, a on zrobiła dokładnie to samo, aby po chwili otaksować mnie wzrokiem od góry do dołu i puścić mi oczko.

Hmpf.
Sheeiren Imai




 into dust, n #18

Zachowawczy i nudni Londyńczycy. Osobnicy o flegmatycznych usposobieniach, dziś, za sprawą deszczu, albo uciekają w popłochu, albo niechętnie rozkładają parasole. On, samotny pośród tłumu, jakby na przekór temu miastu, nie robi ani jednego, ani drugiego. Wiatr rozwiewa na wszystkie strony jego jasne, ociekające wodą, kosmyki i szarpie kurczowo ściskany przez niego plik ulotek. Ale dopiero smętnie przewieszona przez ramię torba i cienki sweter robią na niej dużo silniejsze wrażenie. Nina wolno podchodzi do okna. Ten chłopak ma to, czego nie ma już ona. Wewnętrzne ciepło. Blondyn odwraca się, jakby wyczuwając na sobie jej świdrujące spojrzenie. Niepewnie zbliża się do kawiarnianej witryny. Przykłada do niej palce. Zaintrygowana robi to samo. Dzieli ich tylko tych parę centymetrów matowego szkła. Kiedy ona zdobywa się na nieśmiały uśmiech i dopasowuje swój układ palców do jego, on spuszcza głowę w dół. Palce wolno zjeżdżają po mokrej szybie niszcząc mozaikę.
Ulotna



 rozdział 7 - love fearlessly

Przyłożył zgięty nadgarstek do oka i przycisnął mocno. Jego nogi uginały się powoli, powodując, że wątłe ciało poczęło osuwać się na panelową posadzkę. Nie wiedział co robić. Jego umysł był otępiały i ciągle odmawiał posłuszeństwa. Często przyłapywał się na tym, iż przestawał nawet chwilowo oddychać. Bo to wszystko zapierało mu dech w piersiach. Ogromnie martwił się tym, gdzie teraz Jonghyun się znajduje. Żołądek ściskał mu się na samą myśl, jakie rzeczy mogą mu robić. Pewnie był wystraszony i zdezorientowany. Nic przecież nie mógł zobaczyć. Ciekawe co myślał i czy był równie sparaliżowany strachem jak Key.
- Jjong – jęknął, z całych sił próbując się ponownie nie rozkleić. Przerastało go to.
 berenika



 XVIII Zmorka, ziemniaczki i samotna łza

Stał przy oknie, wodząc wzrokiem za jednym z pawi, który brodził w śniegu między nieuruchomioną fontanną ogrodową a wysoką bramą. Najlepsza sypialnia w całym dworku była tylko jego. Codziennie rano mógł podziwiać malownicze poranki zachodniej części Anglii, kiedy to słońce nieśmiało wyglądało zza widnokręgu, sprawdzając, czy księżyc już usnął, czy może go zastąpić.
Pomyślał, że kiedyś to wszystko będzie jego. Ten dwór dziedziczony z pokolenia na pokolenie, z dziada pradziada. Te pawie dumnie przechadzające się po ogrodzie. Ta fontanna, z której latem wytryskiwały krople źródlanej wody. Te wszystkie wschody i zachody słońca. Te żyrandole, arrasy, malowidła, złote sztućce i tkane przez driady dywany.
Lecz najpierw jego rodzice musieli umrzeć. Niewykluczone, że on sam zginie razem z nimi. Wtedy brak dziedzica spowoduje, że cała posiadłość zdziczeje, chwasty zagłuszą równo przyciętą trawę i kolorowe kwiaty, pawie padną z głodu, fontanna posypie się, a promienie słońca zatrzymają się na pokrytych kurzem oknach.
Illuminata



 # 2 Smile

Kap, kap. To nie deszcz.
Kap, kap. To krew.
 Illuminata



Rozdział III

Po mojej prawej biegła Rina, a z lewej Raiga Kurosuki – dość znany w Kiri ninja. Potężny, władczy i nie posiadający żadnych zasad. Towarzystwo marzenie. Przemieszczaliśmy się w milczeniu. Każdy zajęty był sobą i nie miał ochoty wdawania się w jakiekolwiek konwersacje. Słońce dopiero wschodziło, tworząc na niebie przepiękną, pomarańczowo-żółtą łunę. Chłód nie doskwierał mi już tak, jak kilka godzin temu, a jedyne co mnie irytowało to przemoczony but. Muszę pamiętać, aby go wysuszyć na postoju, bo inaczej cienko widzę moją dalszą wędrówkę…

Biegliśmy przez Las Cieni. Nazwany tak został nie bez powodu. Mnóstwo drzew tworzy mnóstwo cieni – to część logiczna tej zagadki. Do tego mieszkają tu dziwne zwierzęta. Z reguły wszystkie specjalizują się w wydawaniu różnorodnych odgłosów oraz specyficznym, krótkotrwałym genjutsu. To niebezpieczne miejsce, w które nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszcza się samemu. My jednak tak liczną grupą, teoretycznie powinnyśmy być bezpieczni.

Z jednej strony czułam się dobrze podążając z żywą obstawą, lecz z drugiej… Co jak co, ale ta obstawa, to nadal banda napalonych zboczeńców. Westchnęłam, poprawiając szybko plecak, aby nie stracić równowagi. Znajdowałyśmy się na przedzie kolumny, w trzecim rzędzie od Ameyuri. Z wysoko postawionych ninja, w tej Dywizji jest jeszcze Kushimaru i Zabuza. To oni biegną obok Ringo, która dzielnie prze do przodu. To kobieta, która chyba niczego się nie boi. W pewnym sensie ją podziwiam, lecz… wolę być słabsza i mieć przy sobie Rinę i Utakatę, niż przez własną potęgę skazać się na samotność.
Sheeiren Imai


 Siódmy.

 Bestia zachichotała cicho, a mgła znów zaczęła malowniczo otaczać Dolinę Cieni. Pochłaniała powoli wszystko na swojej drodze. Nie była wilgotna, tylko gęsta. Dziwnie gęsta, wzbudzała niepokój. Jednak teraz nie było już czasu na wycofanie się. Czerwonooki stwór zatarł ręce. Właściwa zabawa dopiero rozpoczynała się. A wszystko wskazywało na to, że tym razem Matka i Kochanka Magia nie będzie mogła pomóc.
Recipe for Hate.




Rozdział 3

 Przepraszam, możemy przejść?- spytał grzecznym, acz trochę zirytowanym tonem kiedy fotografowie otoczyli nas tak, że nie mogliśmy przejść, a flesze coraz bardziej nas raziły. (...)Prośba Genesta nic nie dała, a tłum był coraz bardziej nachalny.- Do kurwy nędzy przesuńcie się!- wrzasnął przyciskając mnie do swojego boku. Ja bałam się tych hien, on bał się że zrobią mi krzywdę. W końcu byli zdolni do wszystkiego. (...)
- A tobie ile płacą za pokazywanie się publicznie z jakąś tanią dziwką?- nim zdążyłam zareagować na słowa pod moim adresem, paparazzi był przyciśnięty do ściany kawiarni przez Ricka.
- Jeszcze jedno słowo sukinsynie, a nie pozna cię nawet matka po rekonstrukcji twarzy- to był pierwszy raz jak widziałam wściekłego Ricka. I marzyłam, żeby to był ostatni. Kiedy Zombie Boy puścił z lekka zszokowanego fotografa, ponownie mnie objął i zaczął przepraszać.(...)
Czując zawroty głowy mocno uczepiłam się rękawa bluzy Ricka, i wyszeptałam ciche „słabo mi”. Później czułam jak ktoś kładzie mnie na podłogę, i zrobiło się ciemno.
TheSunshine



III

Przebudzenie nie należało do przyjemnych. W pierwszej chwili przyszło mu na myśl, że nieźle musiał wypić, żeby dorobić się aż takiego bólu głowy oraz rwącego kłucia w klatce piersiowej, ale po chwili przypomniał sobie, co tak naprawdę miało miejsce. Pamiętał dobrze latawce i pędzącego Kleksa, potem szczegóły zaczynały się rozmywać i mieszać. Ogień… Dlaczego pamiętał burzę ognia? Na pewno ktoś krzyczał i… Obmacał językiem wnętrze obolałego policzka. Ani chybi ktoś uderzył go po twarzy, i to na tyle mocno, by zmiażdżyć ciało o zęby. Kto…?

– Obudziłeś się wreszcie.
Orszula



Rozdział drugi

Siedząc na monotonnej lekcji profesora Delko, wierciłam się co chwilę na niewygodnym krześle. Spoglądałam raz po raz na nauczyciela, aby następnie przenieść wzrok na okno. Obserwowałam powolną wędrówkę kropel po szybie. Tworzyły kręte dróżki, znane tylko dla nich. W pewnym sensie było to piękne. Stwarzały wrażenie obojętności, nic nie wyrażającej, kamiennej twarzy. Po prostu płyną. Płyną, bo muszą. Podobnie jest z ludzkim życiem. Człowiek rodzi się, a następnie przebywa wyznaczoną dla niego drogę.
Sentis



 Rozdział XVIII - Splot

Tak bardzo pogrążyła się w czarnych, chaotycznych myślach, idąc na oślep, że nie wracała uwagi na to, gdzie aktualnie się znajduje. Dopiero, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za łokieć i zatrzymuje, ocknęła się i spojrzała za siebie. Wiktor uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, ale nie miała siły odwzajemnić uśmiechu. Odczuła jednak rozlewające się po jej ciele ciepło, a uścisk w żołądku zelżał. Wierzyła, że chłopak domyśli się, jak bardzo jest mu wdzięczna za troskę i wsparcie. Postanowiła, że, gdy tylko odbiją Piotrka i ochłonie od przykrych wydarzeń, podziękuje mu za wszystko.
Aura

1 komentarz:

  1. Chciałabym zmienić opis opowiadania bezimienne-dziecko.blogspot.com (kryminalne)
    "Lekarz Jens Björnson, po nieudanym związku, wrócił do rodzinnego miasta, by rozpocząć pracę w szpitalu psychiatrycznym. Jego pacjentką została Silje Johansen, która sama siebie nazywa bezimiennym dzieckiem. Obydwoje nie mieli pojęcia, jak ważni staną się dla siebie i połączy ich dziwna więź.
    Jens Björnson nigdy nie miał do czynienia z zagadkami kryminalnymi, bardzo rzadko czytał książki tego typu, a w tamtej chwili sam starał się rozwiązać problem bezimiennego dziecka. Czy mu się uda? Czy pozna tajemnice miasta? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywają mieszkańcy Stavangeru?"

    OdpowiedzUsuń

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.